Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Podsumowanie 19. kolejki I ligi mężczyzn

Podsumowanie 19. kolejki I ligi mężczyzn

fot. archiwum

Mimo, że żadne ze spotkań rozgrywanych w ramach 19. kolejki nie zakończyło się tie-breakiem, to zaskakujących rezultatów nie brakowało. Avia Świdnik uległa na własnym parkiecie AZS-owi Nysa, zaś Pronar pokonał na wyjeździe ekipę z Bielska-Białej.

Lider z Gdańska podejmował na własnym parkiecie drużynę GTPS-u Gorzów Wielkopolski. Podopieczni Jerzego Strumiło byli zdecydowanym faworytem tego pojedynku. W ostatnich spotkaniach nie doznali goryczy porażki i chcieli podtrzymać zwycięską passę. Natomiast siatkarze z województwa lubuskiego liczyli na punkty, które miały ich przybliżyć do wymarzonej czwórki. Jednak od samego początku ton grze nadawali gospodarze, którzy prowadzili już 11:5 i z każdą kolejną akcją powiększali swoją przewagę. W premierowej odsłonie podopieczni Sławomira Gerymskiego nie potrafili nawiązać wyrównanej walki z Treflem i ostatecznie ulegli gdańszczanom 15:25. Druga odsłona była bardziej zacięta, ale w połowie seta gospodarze ponownie uzyskali niewielką przewagę, którą udało im się „dowieźć" do końca i prowadzili już 2:0. Zdecydowanie najwięcej emocji przyniosła trzecia partia. Gorzowianie wyszli na minimalną przewagę i starali się ją utrzymywać. Mimo, że Krzysztof Grzesiowski i jego koledzy prowadzili już 22:19, to siatkarze Trefla szybko doprowadzili do wyrównania, a następnie po zaciętej walce zwyciężyli 31:29. Ostatni punkt meczu zdobył kubański nabytek gdańszczan, Yaniel Garay Gomez. Dzięki kolejnej wygranej za trzy punkty podopieczni Jerzego Strumiło umocnili się na fotelu lidera. Obecnie mają aż sześć „oczek" przewagi nad Fartem Kielce, ale podopieczni Dariusza Daszkiewicza rozegrali o jedno spotkanie mniej. Siatkarze GTPS-u z dorobkiem 25 punktów plasują się na szóstej pozycji, jednak niebezpiecznie zbliża się do nich ekipa Energetyka Jaworzno, która ma już tylko trzy „oczka" straty do podopiecznych Sławomira Gerymskiego.

Avia Świdnik na własnym parkiecie podejmowała drużynę AZS-u PWSZ Nysa. Podopieczni Krzysztofa Lemieszka mieli w tym pojedynku potwierdzić swoją przynależność do czołówki I ligi. Przyjezdni w ostatnich spotkaniach grali różnie, ale udało im się udowodnić swą wyższość nad zespołem z Bielska-Białej. Dlatego też trudno było wskazać zdecydowanego faworyta przed tym spotkaniem. Już pierwsze akcje meczu pokazały, iż nie będzie to spacerek dla gospodarzy, a co więcej można było zaobserwować, że przerwa w rozgrywkach zdecydowanie wybiła z uderzenia świdnickich siatkarzy. W premierowej odsłonie goście szybko wyszli na prowadzenie, które utrzymywali aż do stanu 23:20. Wówczas do pracy wzięli się zawodnicy Avii i doprowadzili do remisu 24:24. Na niewiele się to zdało, bowiem dwa punkty Damiana Domonika dały nysanom wygraną 26:24. W drugiej odsłonie również trwała zażarta walka. Świdniczanom udało się nawet wyjść na prowadzenie 16:12. W końcówce mieli jeszcze piłkę setową (24:23), ale nie potrafili jej skończyć. Skrzętnie wykorzystali to akademicy, którzy zwyciężyli 27:25. W kolejnej odsłonie podopieczni Krzysztofa Lemieszka prowadzili 18:15 lecz w następnych akcjach zdobyli zaledwie trzy „oczka" przy aż dziesięciu punktach rywali, tym samym ulegli przyjezdnym. Gościom udało się zrewanżować Avii za porażkę na własnym parkiecie. – Przegraliśmy zasłużenie, ale przyczyną naszej porażki nie była słaba forma, tylko psychika zawodników. Przegraliśmy ten mecz w głowach, bo w drugim i trzecim secie mieliśmy kilka punktów przewagi i zaczęliśmy seryjnie popełniać błędy – powiedział po meczu w rozmowie dla serwisu aspsaviaswidnik.pl szkoleniowiec gospodarzy. Porażka świdniczan sprawiła, że spadli oni na czwartą pozycję. Nad piątą w tabeli ekipą z Międzyrzecza zawodnicy Avii mają cztery punkty przewagi. Wygrana nysan pozwoliła im awansować na dziewiąte miejsce w tabeli. Obecnie mają 21 „oczek" i tracą zaledwie jeden punkt do zespołów z Jaworzna i Bielska-Białej.

Siatkarze Orła Międzyrzecz podejmowali drużynę Morza Bałtyk Szczecin. Mimo że podopieczni Janusza Malinowskiego nie spisywali się najlepiej w ostatnich spotkaniach, to byli zdecydowanym faworytem konfrontacji z beniaminkiem I ligi. Szczecinianie do tej pory zdobyli tylko punkt na wyjeździe, a dodatkowo w ostatnim czasie mieli kłopoty finansowe, które nie pozwoliły im skupić się jedynie na własnej grze. Od początku meczu prym wiedli gospodarze, którzy już po kilku akcjach uzyskali bezpieczne prowadzenie. Przyjezdni dobre akcje przeplatali z licznymi błędami i dlatego nie byli w stanie nawiązać wyrównanej walki z zespołem z Międzyrzecza. Ostatecznie premierowa odsłona padła łupem „Orłów" 25:19. W drugiej partii walki było jeszcze mniej. Szczecinianie ulegli w niej do 15. Najwięcej emocji było w trzecim secie, na początku którego podopieczni Zdzisława Gogola uzyskali nawet kilka punktów przewagi. Gospodarzom udało się zniwelować straty lecz nadal trwała wyrównana walka. Jednak od stanu 15:15 na boisku dominowali już tylko podopieczni Janusza Malinowskiego, którzy wygrali 3:0 i zrewanżowali się zawodnikom Morza Bałtyk za porażkę w Szczecinie. – Zagraliśmy dziś słabo w ataku, ale było też dużo błędów na zagrywce i w przyjęciu. To była przyczyna tego, że Orzeł „doszedł" nas w trzecim secie, a potem zbudował przewagę. Nie mam żalu do chłopaków, bo i tak, po tym co nas spotkało bałem się, że może być gorzej. Chłopaki dziś powalczyli i biorąc pod uwagę nasze przygotowanie i stan mentalny moich graczy po całej sytuacji w klubie, wyglądało to w miarę poprawnie – podsumował spotkanie z Orłem Zdzisław Gogol. Zwycięstwo za trzy punkty daje jeszcze nadzieję zespołowi z województwa lubuskiego na walkę o czołową czwórkę. – To jeszcze nie oznacza, że „kryzys" mamy już za sobą ale myślę, że jesteśmy w dobrym momencie i na dobrej drodze – komentował po meczu szkoleniowiec zwycięskiej ekipy. Obecnie międzyrzeczanie tracą do Avii Świdnik cztery „oczka". Podopieczni Zdzisława Gogola plasują się na dwunastej pozycji, ale mają o dwa mecze rozegrane mniej od rywali, z którymi walczą o miejsce w czołowej ósemce.



Konfrontacja BBTS-u Bielsko-Biała z Pronarem Parkiet Hajnówka miała być doskonałą okazją dla podopiecznych Przemysława Michalczyka na przerwanie passy nie najlepszych pojedynków i zgarnięcie kompletu punktów, a dzięki temu oddalenie się od grupy pościgowej, na której czele znajdował się Energetyk Jaworzno. Natomiast przyjezdni liczyli na sprawienie niespodzianki i awans w górę ligowej tabeli. Mimo że gospodarze odskoczyli rywalom na początku meczu, to nie potrafili rozstrzygnąć na swoją korzyść premierowej odsłony. Po zaciętej grze dość nieoczekiwanie zwyciężyli hajnowianie. Druga partia również padła łupem gości, którzy ponownie okazali się lepsi od podopiecznych Przemysława Michalczyka 26:24. Emocji nie brakowało także w trzecim secie. Jednak końcówka znów należała do zawodników Pawła Blomberga, którzy wygrali w Bielsku-Białej 3:0 i zgarnęli trzy bezcenne „oczka" do ligowej tabeli. – Przełamaliśmy niemoc noworoczną, jest to nasze pierwsze zwycięstwo, dodatkowo za trzy punkty. Strasznie się z tego cieszymy i to chyba najważniejsze dla nas. Mam nadzieję, że ta wygrana doda nam wiary i kopa do dalszej pracy, bo tego nam brakowało. Cieszy mnie również to, że zbliżamy się do Bielska w tabeli, nie daliśmy się zepchnąć znowu na ostatnie pozycje. Powracamy do walki o wyższe miejsca. Zagraliśmy dobrze, przede wszystkim w końcówkach – mówił po meczu na łamach bbtsbielsko.pl szkoleniowiec hajnowian. Obecnie Pronar z 20 punktami na koncie znajduje się na dziesiątej pozycji, ale ma już tylko dwa punkty straty do BBTS-u. Jeszcze niedawno bielszczanie mieli bezpieczną przewagę nad rywalami z dolnych rejonów tabeli, lecz kilka mniej udanych meczów w ich wykonaniu doprowadziło do tego, że będą musieli do końca walczyć o miejsce w czołowej ósemce.

Zdecydowanym faworytem w pojedynku Jokera Piła ze Ślepskiem Suwałki była ekipa Rolanda Dembończyka, ale nie od dziś wiadomo, że siatkówka jest taką grą, w której wszystko zdarzyć się może. Zapewne goście liczyli na powtórzenie wyniku z Suwałk (wówczas Ślepsk zwyciężył Jokera 3;0), ale grający coraz pewniej pilanie chcieli zrewanżować się podopiecznym Adama Aleksandrowicza i dopisać kolejne trzy „oczka" do ligowej tabeli. Jednak premierowa odsłona pokazała, że Joker będzie musiał się sporo napocić, aby okazać wyższość nad beniaminkiem I ligi. Suwalczanie zwyciężyli w niej do 18 i zanosiło się na kolejną niespodziankę w ich wykonaniu. Jednak od drugiej partii przebudzili się pilanie i to oni zaczęli nadawać ton grze. W kolejnych odsłonach nie dali większych szans rywalom i ostatecznie mecz padł ich łupem 3:1. – Zwycięstwo trzeba rywalowi wydrzeć, a nasi siatkarze, po bardzo dobrej grze i zwycięstwie w pierwszym secie, szybko uwierzyli, że Joker odda punkty bez walki. Od drugiego seta drużyna przestała grać, zaczęła popełniać błędy. Słabo przyjmowaliśmy, zagrywką też nie czyniliśmy popłochu w szeregach rywali. Nie potrafiliśmy znaleźć sposobu na ich szczelny blok. Chłopcy, z minuty na minutę, coraz bardziej tracili głowę. No i stało się to, co w takiej sytuacji i z tak doświadczonym rywalem, stać się musiało – podsumował pojedynek dla portalu slepsksuwalki.pl drugi trener Ślepska, Piotr Poskrobko. Dzięki kolejnemu zwycięstwu podopiecznym Rolanda Dembończyka udało się awansować na trzecie miejsce w tabeli. Do tej pory zgromadzili 36 punktów, czyli tyle samo, co drugi w tabeli Fart Kielce, ale ekipa ze świętokrzyskiego ma do rozegrania jeszcze jeden zaległy pojedynek. Zawodnicy z Suwałk nadal zajmują ostatnią lokatę w I lidze, ale pojedynek z Jokerem pokazał, że na zapleczu ekstraklasy nie ma słabych drużyn.

Zdecydowanie najmniej emocji było w spotkaniu uczniów Szkoły Mistrzostwa Sportowego z Energetykiem Jaworzno. Przed pojedynkiem wydawało się, iż będzie to niezwykle ciekawa konfrontacja, bowiem podopieczni Grzegorza Rysia już nie raz i nie dwa zwyciężali w tym sezonie. Od kilku meczów podopieczni Krzysztofa Janczaka również spisują się bardzo dobrze. Punktową passę udało im się podtrzymać w konfrontacji ze spalską młodzieżą. Wykorzystali fakt, że juniorzy ze Spały grali w poprzedni weekend w wojewódzkich finałach mistrzostw Polski juniorów. Jaworznianie nie pozwolili rozwinąć skrzydeł podopiecznym Grzegorza Rysia. Gospodarzom nie udało się w żadnym z setów „dobić" do dwudziestego punktu, a przyjezdni w pełni wykorzystywali wszelkie potknięcia zawodników ze Spały. Jest to już druga wyjazdowa wygrana „Energetyków", dzięki której zrównali się punktami z siódmym w tabeli zespołem z Bielska-Białej i mają zaledwie trzy punkty straty do ekipy z Gorzowa Wielkopolskiego. Uczniowie Szkoły Mistrzostwa Sportowego plasują się na jedenastym miejscu, ale oni i tak nie spadną z I ligi.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2010-02-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved