Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Zdzisław Grodecki: Siatkówka lepsza niż seks, cz.3

Zdzisław Grodecki: Siatkówka lepsza niż seks, cz.3

fot. archiwum

Dziś prezentujemy trzecią i zarazem ostatnią część wywiadu ze Zdzisławem Grodeckim, prezesem Jastrzębskiego Węgla. W tym fragmencie opowiada o historycznym zwycięstwie, o sobie, idealnym klubie, transferach i młodych zawodnikach.

Olga Zygarowska: Od tego sezonu zmienił się wizerunek Jastrzębskiego Węgla. Buduje Pan jego markę zgodnie z zasadami marketingowymi.

Zdzisław Grodecki:Zawsze mnie uczono, że Wisła płynie z gór do morza. A w sporcie jest tak, że jeżeli chcemy sprawiać ludziom radość, to musi być telewizja, to musi to być ładne opakowane, wszystko musi być ładnie ubrane. Trzeba spełniać oczekiwania wielu ludzi. Nie tylko wygrywając, ale także tymi rzeczami zewnętrznymi. I marketing te sprawy zapewnia. Chcąc utrzymać klub na wysokim poziomie nie da się tego robić tylko na podstawie działań niemarketingowych. Nie da się nie zarządzać klubem, nie da się nie mieć działu public relation, nie da się nie budować pozytywnego otoczenia wokół. Rozwój mediów, rozwój przekazu telewizyjnego, szybkość życia powodują, że ten marketing jest potrzebny. Wielkie rzeczy nie powstają za pstryknięciem palcami. Wielkie rzeczy buduje się z takich małych cząsteczek. Małych. I tą małą cząsteczką, a może całkiem dużą, ja nie potrafię tego powiedzieć, jest właśnie marketing. Bez tego współczesny sport nie ma żadnych szans.

Jak więc ustosunkuje się Pan do zarzutu, ze marketing jest zaprzeczeniem idei sportu?



Ja nie bardzo potrafię odpowiedzieć na pytanie jaka jest idea sportu, z jakiego okresu definicja idei sportu pochodzi. Bo jeżeli brać pod uwagę definicje z okresu igrzysk starożytnych, to kobiety w ogóle nie miały tam wstępu. Czy komuś się to podoba czy nie nie zawróci się Wisły, żeby płynęła od Morza Bałtyckiego do gór. No można próbować to zrobić, ale rodzi się pytanie „tylko po co?". Mnie się wydaje, że ideą sportu jest rozrywka. Sport jest od tego, żeby ludzie przyszli, odpoczęli, dobrze się zabawili, wydali pieniądze. Do tego trzeba im stworzyć dobre warunki, sprowadzić jak najlepszych zawodników, zapewnić całą oprawę widowiska i wtedy wszyscy będą zadowoleni. Jakby wyglądały nasze mecze w Lidze Mistrzów, gdyby nie pomoc Marka Magiery? To jest wysokiej klasy specjalista od animacji. Ludzie ciężko pracują, mają różnego rodzaju problemy, potrzebują się wyładować emocjonalnie. Ja myślę, że definicję sportu nie tyle trzeba zmieniać, co ona non stop ewoluuje. Jest postęp cywilizacyjny. Mój pierwszy komputer miał mniej pamięci niż teraz ma mój telefon komórkowy. Kiedyś były magnetowidy, z których dzisiaj już nikt nie korzysta. To, że kiedyś jeździliśmy Syrenką, która kiedyś była pierwszym fajnym polskim samochodem, to nie znaczy, że dzisiaj też mamy nią jeździć. Oldscoolowcy będą jeździć Syrenką, ale normalny człowiek będzie jeździł normalnym samochodem.

Jak to się dzieje, ze udaje się Panu utrzymać w tajemnicy hity transferowe?

No to nie jest tak łatwo, bo w Polsce jest taka natura ciekawości. Każdy chciałby włożyć taka jasną aureolę, pokazać, że wie coś, bo na to wpływa rozwój mediów. Natomiast prawda jest taka, że trzeba to utrzymywać w tajemnicy, bo to jest biznes i konkurencja nie śpi. Można wówczas zapłacić relatywnie mniejsze pieniądze niż wtedy, gdyby ta informacja wypłynęła. To jest normalna transakcja biznesowa. Są negocjacje, są dwie strony handlowe. A my musimy sobie po prostu ufać, musimy sobie ustalić, co jest dla nas ważne. Pracowników, ludzi w klubie, starym się dobierać tak, żeby klub to była dla nich wartość, a praca to pasja. Ja mam taką prostą filozofię i sobie nie wyobrażam, żeby było inaczej. Ale to nie jest też tak, że udaje nam się wszystko utrzymać w tajemnicy. Wiele razy było tak, że nam się to nie udało.

Zarzuca się także Panu, że woli Pan kupować zawodników zagranicznych niż zatrudniać naszych…

To nie jest tak, że my w klubie mamy jaką fobie na polskich zawodników i wolimy tych zagranicznych. Uznaliśmy jednak razem z trenerem, że potrzeba nam technologii. A technologii na dzień dzisiejszy dostarczają nam zawodnicy zagraniczni. Ja nie wiem czy to potrwa jeszcze rok, dwa, czy pięć lat, bo ten postęp technologiczny u nas też jest. Zawsze to my jeździliśmy do Włoch zestresowani Wielką Piacenzą, czy Sisleyem. Teraz ja pierwszy raz będąc we Włoszech czułem się normalnie. Teraz to kiedy Piacenza przyjechała do nas, to oni czuli się zestresowani. I to jest właśnie ten postęp, który zrobiliśmy. Nie my, jako Jastrzębski Węgiel, ale my, jako Polska Siatkówka. I jak tak sobie myślę, że jeszcze rok, może dwa, może trzy, doczekamy się tego, że siatkówka będzie taką naszą narodową domeną w świecie. Jeśli wykażemy cierpliwość, sumienną pracę, będziemy budować struktury, to wypracujemy sobie stałe podstawy do tego, czego zaczątki już mamy.

A jednak mówi się, że te wielkie transfery nie sprawdzają się w praktyce… A właściwie mówiło się tak do ostatniej niedzieli, kiedy to Paweł Abramow zgarnął wszystkie nagrody indywidualne Pucharu Polski.

Nagrody dla Pawła Abramowa, to są tak naprawdę nagrody dla wszystkich; dla zawodników, dla całego sztabu, dla wszystkich pracowników. To jest takie udokumentowanie tego, co wszyscy robili, na co wszyscy pracowali, żeby Paweł mógł fizycznie te nagrody odebrać. To jest sukces wszystkich. Począwszy od naszej pani, która na hali sprząta, pomaga, która zawsze w nas wierzy i przezywa wszystkie nasze sukcesy i porażki tak samo mocno jak inni. Poprzesz nas sekretariat, poprzez dyrektor organizacyjną Agnieszkę Śliwińską, poprzez naszego team-menagera Pawła Szczebaka, poprzez wszystkich i z góry przepraszam jeśli kogoś pominąłem. Zresztą tak jak powiedział sam Paweł Abramow: on się bardzo cieszy, bo tez miał do pokazania i udowodnienia klika rzeczy. Każdy ma prawo do opinii własnej. Ja nie zamierzam z tym polemizować. Ja patrze na to całkiem inaczej. Dzisiaj jeszcze za wcześnie mówić, czy ktoś się sprawdził czy nie. Ale jeżeli ktoś uważa, że np. Paweł Abramow nie spełnia jego oczekiwań, to trzeba mieć odwagę cywilną to powiedzieć: „Ja Grzegorz Kowalski uważam, że Paweł Abramow jest słabym zawodnikiem, bo…" Jeśli ktoś się wsłuchał uważnie w przekaz, który płynął z klubu, to powinien wiedzieć, jakie cele ma np. Paweł Abramow realizować w klubie. Merytorycznie to, po pierwsze: to co Paweł Abramow dał medianie klubowi, jak podniósł jego wartość, to jest nie do przecenienia; po drugie: Paweł Abramow to jest tylko człowiek. To zawodnik, który ma prawo do słabszych dni. Ale on tych słabszych dni tak naprawdę nie miał. Jeżeli patrzeć przez pryzmat tylko danych statystycznych, jest jednym z najlepiej przyjmujących w lidze polskiej na bardzo dobrym procencie. Ale to jest nie ważne czy on zrobi 10, 15 czy 50 punktów na mecz. Wartość Pawła Abramowa, jaką ma dla Jatrzębskiego Węgla, pokazuje się wtedy, kiedy zespól wychodzi na boisko stremowany, bo go przygniata ciśnienie meczu i kiedy dzięki niemu ten zespół się odbudowuje, ten gra i wygrywa. Ja uważam, że Paweł Abramow jest bardzo ważnym elementem tego klubu. Ale Paweł Abramow bez pozostałych chłopaków jest tylko Pawłem Abramowem. On tez się uczy od tych chłopców. To nie jest tak łatwo grać całe życie przy pustych trybunach i przyjechać do kraju gdzie jest szał. Ja pomijam to, że trzynastolatki szaleją. Ale szaleją dorośli ludzie, którzy jeżdżą, kupują koszulki. Ja pierwszy raz widziałem, a widziałem dużo, że sędziowie, którzy przyjechali na Puchar Europy, robili sobie zdjęcia z zawodnikiem. To też coś oddaje. Ja mam pełen szacunek dla Pawła Abramowa. Tak samo jak dla każdego zawodnika. Jestem zadowolony z każdego transferu, niezależnie od tego skąd. Ci chłopcy stanowią wartość, ja jestem o tym przekonany. Ja w nich wierzę. To zresztą nie jest kwestia wiary. Ja to widzę. Grześka Łomacza ja znam od dziecka i widzę, jaką on pracę wykonuje. Kiedy sprowadziliśmy Igora Yudina był bardzo jeszcze młody. Ja jestem przekonany, że droga, którą idziemy jest właściwa.

Ma Pan w składzie kilku młodych zawodników. Były to kolejne niespodzianki transferowe, które zafundował Pan kibicom na początku sezony. Te transfery też są oceniane bardzo różnie…

Ja nie chce polemizować, bo ja nie jestem ekspertem. Polityka klubu jest określona, jest strategia, którą realizujemy, której się trzymamy. Ja myślę, że ci młodzi zawodnicy mają dużo szczęścia, że mogą trenować w klubie, gdzie jest bardzo dobry trener, który potrafi nauczyć młodych ludzi, który ma serce do młodych ludzi, który jest pracoholikiem, dla którego praca jest jego pasją. To nie jest tak, że człowiek się rodzi i jest od razu pięknym , wspaniałym… Nie! Musi się po prostu nauczyć, a człowiek nie uczy się tylko „dobrze". Ci młodzi ludzie, poza Damianem Doboszem, przyszli z różnych klubów, gdzie byli różnie szkoleni, a niektórzy w ogóle nie byli szkoleni! I teraz ci ludzie mają szansę, dzięki swojej pracy, stać się naprawdę wartościowymi zawodnikami. Oczywiście na miarę swoich możliwości. Bo to też nie jest tak, że każdy jest jednakowy. Ale to zależy tylko od nich. Młody zawodnik ma u nas duże możliwości, bo my mamy do niego cierpliwość. Oczywiście przysłowiowo „antenką po pęcinach" dostanie jak coś źle robi, ale inaczej jego poziom będzie ciągle gdzieś tam na drugiej lidze. Sport ma to do siebie, że zostają najlepsi. Igor Yudin jest czwarty rok w zespole, i na początku w ogóle nie grał. On był wyrwany z domu, z innej kulturzy, ludzie mu stawiali różne wymagania, a on nie rozumiał tego. A dzisiaj, po czterech latach ciężkiej pracy, inwestycji w siebie, jest tym kim jest. Oczywiście można pójść i grać w szóstce w innym, niższym klubie, ale po co? Kariera zawodnika to nie jest jeden sezon, czy nawet pięć lat. Nie! Jak facet ma dwadzieścia lat, to spokojnie można grać na wysokim poziomie do czterdziestego roku życia. Tylko trzeba pewne rzeczy zaplanować. Trzeba zadbać o wszystko. Nie można traktować pracy jako przygody, albo możliwości zdobycia kasy. Zawodnik musi zadbać o nogi, o kolana, o stawy, o głowę… o wszystko. Grzesiek Pająk, który wrócił z kadry kontuzjowany, rwie się do grania, ale ja go nie zatwierdzę. Bo mnie nie jest potrzebne, żeby on miał znowu nogę rozwaloną. On mi jest potrzebny do grania za rok. Zdrowy! Młody zawodnik musi też pójść do kina, zadbać o kulturę, o swój rozwój intelektualny. W tej dyscyplinie inteligencja bardzo się przydaje.

No dobrze, ale jakie ci młodzi zawodnicy mają szanse grać, przy tak ciasnym składzie doświadczonych kolegów?

Ogromne! Naprawdę Ogromne! Grzegorz Łomacz był drugim zawodnikiem. On miał trenować, rozwijać się i czekać na swoją szansę. A ta szansa przyjdzie. I tylko od nich zależy czy oni ją wykorzystają. Nikt im na patelni, na tacy nic nie poda, nikt im niczego nie zagwarantuje. Tylko w nich musi być taka chęć pokonania słabość, niechęci, załamań, stresów. Bo np. przyjeżdża np. Piacenza. Od samych nazwisk, jak ktoś się siatkówką interesuje, to może głowa rozboleć. A tu trzeba wyjść i grać. Z pozycji kibica to jest fajne: wezmę żonę, albo dziewczynę, kupie bilet albo dostane wejściówkę i oczekuję, żeby każdy zawodnik będzie grał na najwyższym poziomie. Ale to nie jest robot, to nie jest przedmiot. To jest myśląca istota, czująca, poddawana różnym stresom. Przy podpisywaniu kontaktów my kierujemy się naszymi wartościami. Nam są potrzebni zawodnicy, którzy są świadomi własnych celów, dążeń, ale też świadomi swojej pasji, pracy dla tego klubu, chęci, oddania serca. Nie potrzebni nam są najemnicy, których trzeba odkupywać, czy przekupywać. Nie mówię tego jako prezes, bo chciałbym kogoś zatrzymać. Ja myślę, że Polska ma taki potencjał w młodych zawodnikach, który jest jeszcze całkowicie niewykorzystany przez kluby, przez związki. Ja nie chcę powiedzieć, że marnujemy zawodników, ale mamy bardzo dużo takich zawodników, którzy mogliby grać, a nie mają zapewnionych właściwych warunków rozwoju. My jako klub staramy się swoim zawodnikom to zapewnić. Przykładem jest Adam Nowik. Najpierw „po głowie dostawał", był przez wszystkich krytykowany, a teraz gra kolejny mecz, w którym wychodzi na jednego z bohaterów. Ale wszystkiego trzeba się na uczyć, bo to nie jest tak, że od razu się wszystko ma.

Czy po 35 latach siatkówka może być emocjonująca?

Dla mnie najważniejsza jest na pewno rodzina. Ale ja codziennie dziękuje Bogu, że mogę wykonywać zawód, który jest moją pasją, moim hobby. Mogę codziennie być świadkiem takich zdarzeń, z takimi zawodnikami, z takimi ludźmi, z takimi dziennikarzami, które dostarczają tak pozytywnych emocji. Codziennie modlę się, żeby to trwało. Nie dlatego, że chciałbym zarabiać pieniądze, ale dlatego, że to jest fajna bajka, a życie mamy jedno. Trzeba je przeżyć godnie, tak żeby było fajne, żeby dać ludziom radość. A siatkówka nie może się znudzić. Jest jedyną taką dyscypliną, nie ma takiej drugiej. Wiadomo, że są porównywalne, jak koszykówka, czy inne gry zespołowe, ale drugiej takiej jak siatkówka nie ma. Nie ma drugiej takiej dyscypliny, która łączy w sobie w tak krótkim czasie tak wiele sprzecznych emocji. Jest lepsza niż wszystko inne, niż najlepsze ciastka, niż dobry seks.

*Rozmawiała Olga Zygarowska (Strefa Siatkówki)

Zobacz również:
Zdzisław Grodecki: Siatkówka lepsza niż seks, cz.1
Zdzisław Grodecki: Siatkówka lepsza niż seks, cz.2

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-01-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved