Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Zdzisław Grodecki: Siatkówka lepsza niż seks, cz.2

Zdzisław Grodecki: Siatkówka lepsza niż seks, cz.2

fot. archiwum

Zdzisław Grodecki, prezes Jatrzębskiego Węgla, zdobywcy Pucharu Polski 2010 specjalnie dla Strefy Siatkówki udzielił wywiady, w którym opowiada o historycznym zwycięstwie, o sobie, idealnym klubie, transferach i młodych zawodnikach.

Prezentujemy drugą część wywiadu. Na kolejną, ostatnią już część rozmowy zapraszamy jutro.

Olga Zygarowska: Kim właściwie jest Zdzisław Grodecki?

Zdzisław Grodecki: Ja jestem nikim (śmiech). Ja jestem normalnym człowiekiem, który ma jedno życie i chciałby coś fajnego zrobić. Ja mam taką filozofię, że najlepszą rzeczą, która może człowieka spotkać, to możliwość sprawiania radości innym. Np. kiedy wygrywamy mecz, to jest wielka radość dla wszystkich. Dla zawodników: bo zdobyć Puchar Polski, czy pokonać taki zespół jak np. z Friedrichshafen czy Piacenza to jest radość. Ja się przypatrywałem Damianowi Doboszowi na meczu z Piacezą. To był pierwszy mecz tego siedemnastolatka. On był wtedy naładowany energią. On był w drużynie, która pokonała Zlatanova, Marshala i był jej pełnoprawnym członkiem. To jest genialne uczucie! Radość dla całego klubu: bo ciągle tylko praca i praca, aż w końcu można się cieszyć, że wszystko się udało, że jest załatwione na czas, że wszystko jest przywiezione, dostarczone gdzie trzeba. Radość dla kibiców jest fantastyczna, bo jest zabawa. Wszyscy bawią się tak samo: od vip-ów po zwykłego człowieka. Wszyscy są fajnie ubrani, w pomarańczowe bary klubowe, wszyscy śpiewają piosenki o Jastrzębskim Węglu. Każdy się może tym zwycięstwem dowartościować. Sport to jest właśnie takie sprawianie radości. Dawanie radości ze zwycięstwa jest porównywalne do zjedzenia dobrego ciastka, do dobrego seksu, do szczęśliwości w rodzinie. Ale to wszystko są stany krótkotrwałe i trzeba pracować nad tym, żeby były permanentne. Każdy mecz to jest historia, a potem jest następny mecz i są następne cele.



Dlaczego ze wszystkich dyscyplin sportowych wybrał Pan właśnie siatkówkę?

A co ja mogłem robić w małej miejscowości? Albo pić piwo, albo uprawiać sport. Wybrałem sport. A dlaczego właśnie siatkówka? Są czasem takie zbiegi okoliczności…. U nas była sekcja siatkówki, z którą związani byli fajni ludzie… Poza tym ja zawsze chciałem być kimś nieprzeciętnym, kimś dobrym, wyróżniającym się po prostu… W mojej filozofii trzeba żyć taką radością, której nie ma kto zepsuć, której zepsuć się nie da. Właśnie taką radością jak ta, którą mamy wszyscy z gry i ze zwycięstwa, z takich chwil, jak ta, gdy zdobywamy najważniejsze trofea. Naprawdę nie ma lepszej rzeczy we wspomnieniach ludzi.

Czy to prawda, że nie lubi Pan dziennikarzy?

Nie, to jest nie prawda. To jest jakiś stereotyp, jakaś łatka gdzieś tam przypięta. Ja powiem tak: dla mnie dziennikarz to jest mój współpracownik, który ma przekazywać rzeczy zgodnie z prawdą. Chciałbym, żebyśmy pracowali w poszanowaniu siebie, w zaufaniu, w uczciwości. Dla mnie dziennikarz to jest zawód zaufania społecznego. Dziennikarze, to muszą być ludzie, którzy wiedzą co piszą. Zdarzały mi się przypadki, kiedy byłem trenerem zespołu, że przychodził do mnie na mecz dziennikarz, który w ogóle mnie nie znał i szukał mnie po sali. Nie zadał sobie trudu, żeby chociaż jedno zdjęcie zobaczyć wcześniej, dowiedzieć się, jak wygląda człowiek, z którym ma przeprowadzić wywiad. Denerwuje mnie zatrudnienie w różnych portalach czternasto, piętanstolatek – bezczelnych i aroganckich, a nie posiadających elementarnej wiedzy. Ja mam wielu znajomych wśród dziennikarzy, przyjaźnię się z wieloma osobami z tej branży. Nie mam z tym żadnego problemu. Jestem otwarty na wszystkie rozmowy, odbieram telefony, jak nie odbieram to oddzwaniam. Ale też zamierzam bronić własnego zespołu i siebie zawsze, kiedy będzie to konieczne.

Dziennikarze lubią anegdotki, więc z lubością opowiadają historie pańskiego zakładu o paczkę ciastek, jednocześnie zarzucając Panu, ze tak nisko ceni pan zespół, że postawił Pan TYLKO paczkę ciastek…

Nie, to jest znacznie większa wartość. Znowu ktoś coś opowiada, a nie wie do końca… Wielki przyjaciel klubu, pan Dyrektor Kopalni Borynia Zbigniew Czernecki, karmiony opiniami ekspertów, stwierdził, że nie wygramy żadnego meczu w Lidze Mistrzów. Ja po prostu, nie jako prezes klubu, tylko jako uczciwy człowiek, nie mogę na to pozwolić. Nie jako taki „uczciwy człowiek" kierujący się sztucznie napisanym Kodeksem Etycznym, ale jako człowiek mający prawdziwe wartości. Ja jestem nauczony patriotyzmu. Jeśli przyjdzie wojna, to ja nie ucieknę z kraju tylko wyjdę na pierwszą barykadę. Nie mogę pozwolić, żeby tak mówić o moim zespole, który idzie na wojnę z Włochami, Niemcami, Grekami. Zawszę będę mówił, że my wszystko wygramy i zawsze będę robił wszystko, żeby tak było. Ja się założyłem o Wartość jako taką. W Polsce typową stawką zakładu jest butelka wódki, czy, w wyższych sferach, butelka koniaku. Ponieważ ja nie spożywam takich rzeczy, a lubię ciasta, to założyliśmy się o ciastka. Ja się nie urodziłem prezesem, nie wiem jak się postępuje, czy są jakieś wzorce. Jestem tylko człowiekiem, do tego emocjonalnym. Byłem przekonany, że wygram ten zakład. A w związku z tym, że jest to mój bliski kolega, dobry przyjaciel, to nie zakładałem się o 100 tyś, bo nie tak pokazuje się, że szanuje się zespół. Wartością jest przysłowiowe włożenie ręki do ognia razem z zespołem. Ja znalazłem się w tej sytuacji jako reprezentant zespołu. Nie walczyłem o to, żeby moje samopoczucie się podniosło, czy żebym medialnie zaistniał. Uważałem, że ten zespół stać na to i że wyrażam opinię wszystkich chłopaków. W związku z tym też wszyscy, całym zespołem, zjedliśmy te ciastka. Jak tylko je otrzymałem, zaniosłem to pudełko ciastek do szatni i zjedliśmy je wspólnie z chłopakami i trenerem.

Często się Pan zakłada? Ma Pan w sobie żyłkę hazardzisty?

Nie, no raczej nie. Jak mi ktoś nadepnie na odcisk w jakiś wyraźny sposób, to się założę. Drugi raz się założyłem o wartość naszych środkowych. Zakład w sumie nie doszedł do skutku, a on już był o konkretne pieniądze.

Stworzył Pan dla klubu Kodeks Etyczny. Uważa Pan, ze trzeba ludziom przypominać o uczciwości?

Myślę, że trzeba. Nie dlatego, że ludzie są źli i niedobrzy, bo ja szanuje wszystkich. Ufam ludziom i jestem idealistą, ale jeżeli nie ma jasno wytyczonych celów, to my bardzo często lubimy chodzić skrótami. W pojęciu sportu jest wiele takich rzeczy, o których zapomnieliśmy. Zasada Fair Play obowiązywała wiele, wiele lat, ale warto przypomnieć co to jest. Jak zawodnik blokuje, dostanie piłką po palcach, a sędzia nie zauważy i zawodnik się przyzna, to jest to zasada Fair Play. Jest niestety wiele takich przypadków, że zawodnik inaczej reaguje, nie zawsze pozytywnie. Wiadomo, to jest sport, to są emocje, ale Kodeks Etyczny musi właśnie o takich rzeczach przypominać. Kodeks etyczny nie ma utrudniać komuś życia, a wręcz ułatwiać, tak mnie się wydaje… To nie jest zbiór wartości Grodeckiego, żeby Grodecki je przestrzegał i groził placem jako prezes klubu, tylko żeby każdy mógł powiedzieć „to są także moje wartości." Kodeks Etyczny skierowany jest do wszystkich: do zawodników, trenerów, działaczy, kibiców. W dzisiejszej gonitwie za pieniędzmi, za zwycięstwami, za medialnością, za byciem celebrytami, czy gwiazdami, my zapominamy o takich zwykłych wartościach. O tym, że alkohol jest dla ludzi, żeby komuś powiedzieć „dzień dobry" jak się jest młodszym, albo ustąpić miejsca w przedziale.

Ta inicjatywa nie spotkała się jednak ze zrozumieniem, sporo ludzi uważa, że jest to rzecz nie potrzeba i nie poważna.

Ja na to patrzę inaczej. Nie możemy robić zawsze tylko to, co się ludziom podoba. Kodeks Etyczny jest w naszym, klubie jednym z pierwszych. Prekursorzy zawsze mieli trudno, pod górkę. Ale już są następni, którzy będą takie rzeczy tworzyć. Kodeks Etyczny powstał także dlatego, że my jesteśmy firmą. Ja nie chce powiedzieć, że korporacją, ale myślę, że do tego dojdzie. Na zachodzie to już jest. Takie kluby jak Barcelona czy Ajax to są korporacje, mające po kilkanaście klubów filiarnych. Tego wymaga transparentność, przejrzystość, czystość biznesu. A sport to jest biznes.

Jak wg Zdzisława Grodeckiego wygląda idealny klub sportowy?

Ja się zastanawiałem nad tym często i ja myślę, że czegoś takiego nie ma. To jest takie wyobrażenie, do którego należy dążyć. Tylko że to wyobrażenie zmienia się, ewoluuje. Bo idealny klub sportowy, np. dwadzieścia lat temu, jak przyszedłem do Jastrzębia, to mi się wydawał inny, dziesięć lat temu też inny, a myślę, że za dziesięć, czy za piętnaście lat, jeszcze będzie inny. Na dzisiaj myślę, że idealny klub to powinien mieć w sobie taką radość, powinien dawać zadowolenie wszystkim, którzy w nim pracują. Najważniejsi są ludzie i oni powinni mieć pasję. Ale idealny klub to musi być także normalna firma biznesowa, z działami takimi, jak w każdej normalnej firmie. Musi mieć dział marketingu, PR, musi być porządny dział finansowy, dział handlowy, musi być dział sportowy, właściwie ustawiony. To musi być szerokie obejmowanie, przy jednak wąskiej specjalizacji. Pomiędzy tymi działami muszą być normalnie funkcjonujące zależność. Musi być wszystko normalnie, jak w każdej porządnej firmie. I muszą być ludzie, którzy będą się wspierać. Oczywiście to jest trudne, bo to muszą być ludzie, którzy będą rozumieli jaki cel nadrzędny.

Jak daleko Jatrzębskiemu Węglowi do tego ideału?

Ja myślę, że na dzień dzisiejszy nie ma takich idealnych klubów. Ale to wszystko zależy od punktu odniesienia. Bo jeśli za punkt odniesienia przyjąć inne kluby w Polsce, to jesteśmy daleko w przodzie. Jeżeli jednak popatrzeć na ten wzorzec idealnego klubu to daleko nam do tego ideału. Z prostego względu: klub sportowy to nie jest nic innego jak inne firmy, a my kiedyś mieliśmy własność tylko państwową. A firma powinna mieć właściciela, zarządcę, osobę, która będzie za nią odpowiadać, o nią dbać. Tak sobie myślę, że z jednej strony jesteśmy daleko, a z drugiej strony jesteśmy bardzo blisko. Ale to tylko, tak jak mówię, zależy od punktu odniesienia.

Co więc jest w tych kategoriach najmocniejszą, a co najsłabszą stroną Jastrzębskiego Węgla?

Co jest najmocniejszą? Ja myślę, że ludzie, którzy pracują w Jastrzębskim Węglu, którzy szybko zrozumieli co to jest ten klub, co to jest za wartość. Ludzie, którzy mają pasję, mają zaangażowanie, którzy zdają sobie sprawę, że są porażki. One są i zawsze będą, ale trudno. Trzeba z nich wyciągać wnioski i iść do przodu. Ja myślę, że ważną rzeczą jest też nowy wizerunek Jastrzębskiego Węgla. Budowanie nowego, pozytywnego otoczenia wokół klubu. Ja nie chce powiedzieć, że poprzedni wizerunek był zły, tylko, że on dzisiaj jest taki, jaki, jak my sobie wyobrażamy, że powinien być. Mocną stroną także jest wartość sportowa klubu. Dorobiliśmy się wartościowej grupy zawodników. Ja jestem przekonany, że my wygramy Puchar, Polski, zdobędziemy Mistrzostwo Polski, wygramy wszystko, co jest do wygrania. Ale ja nie wiem jak będzie. Ja chcę, żeby to wszystko było uczciwie. Żeby na koniec powiedzieć, że daliśmy z siebie maksa, ale byli lepsi. Albo właśnie, że daliśmy z siebie maksa i jesteśmy najlepsi. To jest sport. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to znaczy, że albo jest zawistny, albo chce nam łatkę przypiąć, albo nie lubi mnie, lub kogoś, albo chce mieć satysfakcję. Ja myślę, że to są w tej chwili największe wartości klubu.

A słabe strony? Dam taki prosty przykład: gdyby Jastrzębski Węgiel był w Warszawie to moglibyśmy robić wiele rzeczy, których tu robić nie możemy. Jest wiele takich elementów, które przynosiłyby na wówczas korzyści. Jest problem obiektu. Oczywiście ten obiekt, który mamy, ma swoje plusy, bo jest to nasza własna baz treningowa. Można sobie potrenować kiedy się chce i jak się chce. I to jest dobre. Ale znowu dla rozwoju klubu, dla godnego oglądania meczów, dla sprzedaży gadżetów, dla całej infrastruktury około sportowej, to dobre nie jest. My byśmy chcieli, żeby na nasze mecze całe rodziny mogły przychodzić. I my musimy myśleć nad tym. Nam jest potrzeba hala na 10 tyś ludzi. Tak, na 10 tyś ludzi! Bo to będzie wyzwanie, żeby taką halę na każdy mecz zapełniać. 10 tyś ludzi na meczu, po 1 zł, to jest 10.000 zł. 1 tyś ludzi po 10 zł, daje tą samą kwotę. Ale jakość oglądania, warunki są inne. A można sprzedać koszulki, kubki, inne gadżety. Kibice mają z tego radość, a klub dodatkowe pieniądze. I to wcale nie musi być tak, że na tych ostatnich miejscach na hali komfort oglądania jest mniejszy. Tylko, że u nas buduje się hale, gdzie do boiska do trybun jest 3 km, bo nasi projektanci tylko tak umieją i nigdy nic innego nie widzieli. Hale, jak widzieliśmy w Grecji, czy w Turcji, są budowane w pionie. Hale na 10 tys ludzi. Naprawdę da się wybudować taką halę, żeby każdy miał komfort oglądania. Poza tym na nowej hali byłaby możliwość podłączenia telebimów, wybudowania restauracji wokół… To nie może być tylko wyjście na mecz i wygranie czy przegranie. To musi być sposób na życie. Niech tam będą jakieś pomieszczeni dla dzieci, gdzie będą opiekunki, które się nimi zajmą, gdy rodzice będą się bawić na trybunach. Niech będą restauracje, bary, niech będzie własny pieniądz, własna karta… To wszystko można zrobić! Nawet u nas, w Polsce!

Na trzecią, ostatnią cześć rozmowy o transferach i młodych zawodnikach Jastrzębskiego Węgla zapraszamy jutro.

Zobacz także:

Zdzisław Grodecki: Siatkówka lepsza niż seks, cz. 1

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-01-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved