Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Puchar Polski > Puchar Polski jedzie do Jastrzębia

Puchar Polski jedzie do Jastrzębia

fot. archiwum

Po fascynującym pojedynku rozgrywanym w bydgoskiej "Łuczniczce", zwycięstwo w tegorocznych rozgrywkach Pucharu Polski wywalczyli siatkarze Jastrzębskiego Węgla, którzy tym samym zapewnili sobie możliwość walki w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.

Historyczne zwycięstwo odnieśli siatkarze Jastrzębskiego Węgla, którzy po emocjonującym i trzymającym w napięciu do ostatnich sekund finale pokonali ekipę Asseco Resovii Rzeszów. Oba zespoły zagrały na niesamowicie wysokim poziomie, stwarzając fantastyczne siatkarskie widowisko. Bez wątpienia jednak najszczęśliwszym zawodnikiem jastrzębian jest Paweł Abramov, zdobywca aż trzech nagród indywidualnych.

Chyba nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się aż takich emocji w bydgoskiej hali „Łuczniczka". Jeśli uznać wczorajsze spotkania półfinałowe, wygrane przecież gładko zarówno przez Jastrzębski Węgiel, jak i Asseco Resovię Rzeszów, za stojące na bardzo wysokim poziomie, to jak określić dzisiejszy finał? Nie jest chyba przesadą określenie gry obu zespołów jako wręcz koncertowej, a dramaturgii w przebiegu spotkania mogliby pozazdrościć reżyserom dzisiejszego show, czyli trenerom Roberto Santilliemu i Ljubomirowi Travicy, scenarzyści niejednej hollywoodzkiej produkcji. Wielu siatkarskich ekspertów wątpiło, czy jastrzębska „mechaniczna pomarańcza" może zagrać dwa fantastyczne spotkania z rzędu, inni uważali wręcz niezwykłą dyspozycję śląskich siatkarzy za pozytywny… wypadek przy pracy. Nic z tych rzeczy. Ten zespół narodził się na nowo właśnie w sobotnim półfinale. Aż trudno uwierzyć, że zaledwie kilka dni temu, w środowym, jak się okazało, pożegnalnym spotkaniu w Champions League, ci sami zawodnicy nie byli w stanie ugrać nawet seta z niegrającym rewelacyjnie Panathinaikosem…

Siatkówka to jednak sport absolutnie nieprzewidywalny, w którym najczęściej wygrywa ten zespół, który bardziej… wierzy w zwycięstwo. Teoretycznie to rzeszowianie byli w bardziej komfortowej sytuacji. Fantastyczna seria w Lidze Mistrzów, pewny awans, i to z pierwszego miejsca w grupie i w końcu szczęśliwe losowanie… Zupełnie inaczej niż Jastrzębski Węgiel, który zagrał wprawdzie bardzo dobrze przeciwko faworyzowanym Vfb Friedrichshafen i CoprAtlantide Piacenza, porażką z Grekami kończąc nie tylko swoją przygodę w Lidze Mistrzów, ale pozbawiając się także szansy na występ w mniej prestiżowym CEV Cup…



Dzisiejszym zwycięstwem Jastrzębski Węgiel udowodnił swoją dojrzałość sportową i siłę mentalną. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłorocznej edycji Champions League śląscy siatkarze będą grali tak, jak dzisiaj, ze spokojem i wiarą we własne umiejętności. Rzeszowianie zagrali na 100% swoich możliwości, ale żaden zespół nie byłby w stanie zatrzymać „pomarańczowych". Również podopieczni trenera Travicy powinni wiele wynieść z dzisiejszego meczu. Jestem przekonana, że ta bolesna przecież porażka, gdy Puchar Polski był bliżej niż na wyciągnięcie ręki, wywoła u rzeszowian prawdziwą sportową złość. W końcu w tych rozgrywkach „zwycięzca bierze wszystko"… Możemy zatem spodziewać się Resovii grającej w Lidze Mistrzów jeszcze… lepiej. Zresztą, dzisiejsze spotkanie mogłoby spokojnie odbyć się jako mecz na szczycie włoskiej Serie A czy pojedynek w ramach turnieju finałowego Champions League. Okazało się po raz kolejny, że siatkówka jest sportem niezwykłym. Gdy zabrakło w final four Enea Cup murowanego faworyta wszelkich krajowych rozgrywek, PGE Skry Bełchatów, poziom turnieju zaskoczył wszystkich. Już dzisiaj chyba możemy wyczekiwać na przyszłoroczny finał. Może być jeszcze ciekawszy od tegorocznego…

Wszystko mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby nie spokój, z jakim w finale zagrali podopieczni trenera Santilliego. W końcu pierwszego seta lepiej zaczęła Resovia, a Grzegorz Kosok oraz Aleh Akhrem nie dawali odpocząć jastrzębskiej defensywie ani na chwilę. Na dodatek bohater dzisiejszego spotkaniu, grający w końcu na poziomie, do jakiego przyzwyczaił nas jako reprezentant kadry narodowej Rosji, Pavel Abramov rozpoczął niezbyt szczęśliwie. Wprawdzie celnie posłał piłkę zagrywką i powinien był zdobyć dla swojego zespołu punkt, ale jego as serwisowy nie został uznany. Na pierwszej przerwie technicznej zasłużenie górą byli rzeszowianie (8:5). Po wznowieniu gry coś drgnęło w grze jastrzębian, a punkt z zagrywki zdobył Grzegorz Łomacz. Młody rozgrywający od początku spotkania bardzo dobrze współpracował ze środkowym Patrykiem Czarnowskim. Mimo wszystko górą była jednak Resovia. Podopieczni trenera Travicy bardzo odważnie poczynali sobie w zagrywce, znakomicie także kontrując. Od pierwszych minut spotkania bardzo dobrze spisywał się na parkiecie Mikko Oivanen. Rafael Redwitz bardzo celnie wybierał zawodników, którym posyłał piłki i jeśli grę rzeszowian można porównać do koncertu, to Brazylijczykowi przypadłaby rola dyrygenta. Z problemami rozgrywał natomiast Łomacz i to do niego kierował uwagi szkoleniowiec podczas przerwy na żądanie Jastrzębskiego Węgla (9:13). Faktycznie, po wznowieniu gry jastrzębianie jakby złapali drugi oddech. Przeżywający ostatnio istną boiskową drugą młodość, Adam Nowik, znowu skutecznie punktował. Jednak tym, co w grze obu zespołów uderzało najbardziej, był panujący na parkiecie, niezwykły wręcz, spokój. Widać było, jak bardzo zawodnicy koncentrują się na taktyce i jak wielką wagę ma każda akcja. Sprytną kiwką Redwitz wyprowadził swój zespół na prowadzenie 16:12 i Resovia pewnie prowadziła na drugiej przerwie technicznej. Chwilę po wznowieniu gry w swoim stylu zapunktował Oivanen i wydawało się, że losy seta są już przesądzone. Nic bardziej mylnego. Jastrzębski Węgiel spokojnie i bez emocji doprowadził najpierw do wyrównania, by w chwilę później cieszyć się już z prowadzenia. Przy stanie 17:18 o czas poprosił szkoleniowiec Resovii. Rzeszowianie doprowadzili wprawdzie do wyrównania przy stanie 19:19, ale Pavel Abramov nie miał najmniejszej ochoty na to, by ktokolwiek odebrał jego zespołowi wygraną. Rosjanin spisywał się dobrze od początku meczu, a z każdą udaną akcję grał coraz lepiej. W końcu Jastrzębskiemu Węglowi udała się sztuka niezwykła. Dotychczas bezbłędni rzeszowianie zaczęli się mylić, i to seryjnie. To z kolei musieli wykorzystać jastrzębianie. Pierwszy set padł ich łupem (25:22), a spotkanie stawało się ciekawsze dosłownie z akcji na akcję…

Nie mniejszych emocji dostarczył też drugi set, a spotkanie rozwijało się zgodnie z dewizą Hitchcocka, zaczęło się od trzęsienia ziemi, a każda minuta dostarczała jeszcze większej porcji emocji. W tej partii jednak górą, i do zdecydowanie, była Resovia. Znalazło to też odzwierciedlenie w wyniku (25:22). Trzeci set z kolei był niezwykle wyrównany. Aż do pierwszej przerwy technicznej oba zespoły walczyły punkt za punkt, a z minimalnego prowadzenia cieszyła się ekipa Jastrzębskiego Węgla (8:7). Po wznowieniu gry Igora Yudina zastąpił Brazylijczyk Pedro Azenha. Od tego też momentu po raz kolejny w przyjęciu i ataku zaczął brylować Abramov. Po jego kilku udanych akcjach i punktowym potrójnym bloku wraz z Czarnowskim i Azenhą, jastrzębianom udało się „odskoczyć" na trzy punkty od Resovii (10:7). O czas poprosił trener Travica. Uwagi serbskiego szkoleniowca Resovii najwyraźniej poskutkowały, bo jego podopieczni wkrótce wyrównali (11:11). Jednak na drugiej przerwie technicznej z prowadzenia znowu mogli cieszyć się jastrzębianie, a losy seta zmieniały się jak w kalejdoskopie. 20 punkt dla swojego zespołu zdobył z zagrywki Ben Hardy. Obie ekipy grały niezwykle wyrównanie, a zwycięstwie w tej partii decydowały niuanse. Trener Santilli miał jednak w swojej talii asa, który przechylił szalę zwycięstwa w trzeciej partii na korzyść Jastrzębskiego Węgla. Pavel Abramov nie zawodził, a jego zespół wygrał tego seta 25:23, obejmując w całym spotkaniu prowadzenie 2:1.

Jastrzębianie rozpoczęli jednak czwartą partię zaskakująco słabo, natomiast rzeszowianie, jakby na potwierdzenie własnej klasy, brylowali w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Tablica wyników pokazywała już 2:7, a taki rezultat można określić krótko: knockout! Na pierwszej przerwie technicznej przewaga zawodników trenera Travicy stopniała jednak do czterech punktów (8:4). Po wznowieniu gry siatkarze obu ekip po raz kolejny potwierdzili stare porzekadło o nieprzewidywalności siatkówki. Trzy punkty z rzędu zdobyli jastrzębianie (7, 8, 9) i przy stanie 9:11 o czas poprosił trener Travica. Jeszcze jedna punktowa seria Jastrzębskiego Węgla (10, 11, 12, 13) i to śląska ekipa mogła cieszyć się ze skromnego prowadzenia nad Resovią (13:12). Po raz kolejny znakomicie jednak zaprezentował się Akhrem i po chwili rzeszowianie doprowadzili do wyrównania (14:14). Do stanu 22:22 obie ekipy grały punkt za punkt i doprawdy nie sposób było przewidzieć, który zespół zwycięży w czwartej partii. Błąd przełożenia ręki popełnił jednak Łomacz i ten moment miał się okazać kluczowym dla całego seta. Jastrzębski blok nie był w stanie powstrzymać świetnie dysponowanego Akhrema, a chwilę później rzeszowianie ostatecznie ustalili wynik czwartej partii na 25:22, doprowadzając jednocześnie do wyrównania w setach (2:2).

Tie-break zapowiadał się zatem niezwykle emocjonująco, nie sposób bowiem było wskazać faworyta do zwycięstwa. Obie ekipy grały fantastycznie, a każda przewaga była błyskawicznie niwelowana. Piątą partię lepiej rozpoczęli siatkarze Jastrzębskiego Węgla, a Oivanen nie był w stanie zatrzymać Abramova. Przy stanie 3:0 o czas dla swoich podopiecznych poprosił trener Travica. W chwilę po wznowieniu gry skutecznie po prostej zaatakował Oivanen, a rzeszowianie ruszyli do odrabiania strat. I faktycznie, już w zaledwie kilka akcji później, głównie dzięki dowodzącemu swoim zespołem z niezwykłym wyczuciem Redwitzowi, zawodnicy Asseco Resovii Rzeszów doprowadzili do wyrównania (7:7). Przy zmianie stron to właśnie ten zespół mógł cieszyć się z minimalnego prowadzenia (8:7), a na korzyść rzeszowian przemawiał fakt, że to właśnie oni odzyskali rytm gry i kolejno zdobywali punkty (6, 7, 8). Jastrzębski Węgiel szybko doprowadził jednak do wyrównania, a oba zespoły ponownie zaczęły grać punkt za punkt. Fantastycznie w zagrywce spisywał się Abramov i to właśnie dzięki niej jego ekipa wyprowadziła akcję, po której objęła prowadzenie (13:12). Trener Travica nie czekał ani chwili i poprosił o czas. Po wznowieniu gry po prostej zaatakował skutecznie Oivanen (13:13). Obaj szkoleniowcy zdecydowali się jeszcze na dokonanie kilku zmian. Łukasz Perłowski zastąpił Wojciecha Grzyba, a nietypowo, w miejscu Rafaela Redwitza pojawił się Paweł Papke. Po przeciwnej stronie siatki Grzegorza Łomacza zastąpił Sławomir Master. Ostatnie minuty spotkania to koncertowa gra Redwitza oraz Akhrema w barwach Resovii oraz Hardy’ego i Czarnowskiego w ekipie Jastrzębskiego Węgla. Mimo sprytnego rozegrania Redwitza piąty set zakończył się jednak zwycięstwem jastrzębian, a wynik partii na 15:13 ustalił Benjamin Hardy.

Zwycięstwo to dla Jastrzębskiego Węgla historyczny sukces. Po raz pierwszy bowiem triumfowali w rozgrywkach Pucharu Polski. Oba zespoły rozegrały fantastyczne spotkania, a finałowy mecz z pewnością można zaliczyć do tych, które będą wspominane latami. Gdyby w siatkówce możliwe było rozstrzygnięcie remisowe, z pewnością taki byłby właśnie wynik dzisiejszego meczu. Jednak w tym sporcie zawsze musi być jakiś wygrany i jakiś przegrany… Z pewnością jest to niezwykle bolesna porażka dla Asseco Resovii Rzeszów, w końcu rzeszowianie zagrali niewątpliwie najlepsze spotkanie w całym sezonie, wznieśli się na wyżyny swoich możliwości, a w specyfice pucharu Polski leży fakt, że drugie miejsce nie ma żadnego znaczenia… Puchar, awans do Ligi Mistrzów i niebagatelna gratyfikacja finansowa idą w ręce triumfatorów. Z pewnością bohaterem Final Four Enea Cup jest Pavel Abramov. Rosjanin dotychczas grał znacznie poniżej swoich możliwości, miał przebłyski wysokiej formy w spotkaniach z Friedrichshafen czy z Piacenza, ale wciąż nie był to ten Abramov, który 2-3 lata temu dokonywał cudów w reprezentacji narodowej. Najwyraźniej jednak pobyt w naszym kraju służy sympatycznemu przyjmującemu, wraca on bowiem nie tylko do formy, ale do najwyższej dyspozycji. Nieprzypadkowo Rosjanin otrzymał aż trzy nagrody indywidualne!

Kolejnym bohaterem turnieju finałowego jest z pewnością Rafael Redwitz. Najlepszy rozgrywający turnieju już w poprzednich spotkaniach wniósł do swojego zespołu świeżość, spokój oraz spryt, ale pełny popis swoich możliwości dał właśnie dzisiaj. Zwycięzcami są także obaj trenerzy. Roberto Santilli w ciągu kilku zaledwie dni zdołał odbudować, i to jak!, rozbity przez Panathinaikos zespół, natomiast Ljubo Travica od wielu tygodni udowadnia, że jego zespół jest w stanie osiągnąć naprawdę wszystko. Choć zwycięzca jest tylko jeden, gratulacje należą się obu zespołom. Aż żal, że nie zobaczymy już Jastrzębskiego Węgla w Lidze Mistrzów, ani nawet w CEV Cup… W końcu z taką grą jastrzębianie mogli zdziałać wielu… Z kolei możemy tylko cieszyć się na dalsze występy w Champions League Resovii. Kto wie… Z pewnością oba zespoły dostarczą nam w tym sezonie jeszcze wielu niezapomnianych chwil.

MVP spotkania wybrano Pawła Abramowa (Jastrzębski Węgiel)

Jastrzębski Węgiel – Asseco Resovia Rzeszów 3:2
(25:22, 22:25, 25:23, 22:25, 15:13)

Składy zespołów:
Jastrzębski Węgiel: Łomacz, Nowik, Abramow, Yudin, Czarnowski, Hardy, Rusek (libero) oraz Master i Azenha
Resovia: Redwitz, Grzyb, Kosok, Akhrem, Oivanen, Wika, Ignaczak (libero) oraz Papke, Perłowski i Mika

Zobacz również:
Wyniki turnieju finałowego Pucharu Polski

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Puchar Polski

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-01-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved