Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Michał Winiarski: Potrzebowałem wrzucić na luz

Michał Winiarski: Potrzebowałem wrzucić na luz

fot. archiwum

- Trzy lata spędzone poza Polską to odpowiednio długi okres, żeby się stęsknić za krajem - opowiada o swoim powrocie do PlusLigi w Magazynie Sportowym Michał Winiarski. - Do tego doszła moja kontuzja. Potrzebowałem wrzucić na luz i wrócić do Polski.

Mówią, że z pana pierwszy żartowniś w kadrze.

Michał Winiarski:Bardzo lubię się śmiać i lubię dowcipy. Nie przeszkadza mi nawet, kiedy jestem ich ofiarą. Atmosfera w zespole, wbrew temu, co niektórzy mówią, nie jest mało istotna. Jest bardzo ważna, prawie najważniejsza. Chemia w drużynie ma wpływ na wyniki.

Kiedyś siatkarze byli niemal anonimowymi postaciami, dziś, po waszych sukcesach, nawet gospodynie domowe potrafią powiedzieć, kto to jest Zagumny, Gruszka czy Pliński. Jak bardzo wicemistrzostwo świata z Japonii zmieniło pańskie życie?



Jeżeli ktoś jest podatny na rozgłos, to w jakimś stopniu mógł się zagubić. Po wicemistrzostwie nie wróciłem do kraju z resztą drużyny, tylko poleciałem do Włoch, żeby zobaczyć nowo narodzonego syna. Ominął mnie więc trwający w Polsce karnawał na naszą cześć. Ale wiem, że ludzie zaczęli mnie postrzegać inaczej. Jak mówiłem wcześniej, jestem człowiekiem zakręconym i kiedyś z moich wtop można było się pośmiać. Dziś są odbierane inaczej, jako poza. To, że kupię sobie coś nowego albo ktoś nie daj Boże napisze o moich zarobkach, jest kojarzone jednoznacznie – Winiarskiemu odbiło, zmieniły go pieniądze. A przecież się nie zmieniłem! Nadal najważniejsza jest dla mnie rodzina.

Rodzina była potrzebna do tego, żeby skupił się pan tylko na siatkówce, żeby żadne głupoty nie chodziły panu po głowie?

Potrzebowałem stabilności. W młodości wyznaczyłem sobie cele. Rodzina była najważniejszym z nich. Sportowo była nim gra w lidze włoskiej. Już w juniorach Chemika Bydgoszcz, jako szesnastolatek, powiedziałem, że kiedyś tam zagram. Pamiętam reakcję kolegów – śmiech, śmiech i jeszcze raz śmiech.

Udało się panu trafić do wymarzonych Włoch.

W Itasie Diatec Trentino grałem trzy lata i zyskałem inne spojrzenie na siatkówkę. W klubie zastałem profesjonalizm w jego najczystszej postaci i… mało styczności zawodników z alkoholem. Nikt nie musiał się martwić, czy ktoś na drugi dzień wstanie na trening. Sportowo to był udany wyjazd – zdobyłem mistrzostwo Włoch i Puchar Europy. Nauczyłem się języka, bo od początku byłem skazany tylko na siebie. Poznałem tok myślenia osób mających stabilizację i dobrobyt. We Włoszech pieniądze nie są głównym tematem rozmów, tylko gdzieś w tle.

W końcu wrócił pan z tych Włoch.

Złożyło się na to kilka czynników. Trzy lata spędzone poza Polską to odpowiednio długi okres, żeby się stęsknić za krajem. Ze Skrą rozmawiałem od połowy ostatniego sezonu i wiedziałem, że w Bełchatowie dołączę do silnego zespołu, zdolnego wygrać Ligę Mistrzów. Tak sobie pomyślałem, że jeśli jest możliwość ugrania czegoś z polskim zespołem, to piszę się na to. Do tego doszła moja kontuzja. Potrzebowałem wrzucić na luz i wrócić do Polski.

Z najsilniejszych lig w Europie nie grał pan tylko jeszcze w Rosji.

Główną przeszkodą są samoloty. Boję się nimi latać, a tam stanowią podstawowy środek transportu na każdy mecz. Z tego co wiem, samoloty w Rosji nie są pierwszego sortu i to mnie przeraża. Ale nie powiem, że nigdy tam nie zagram. Jednak dopóki będę miał możliwość występów w silnym polskim zespole, nie wyjadę do Rosji.

Kiedy zaczynał pan grać w siatkówkę, wiedział, na co się porywa?

Nie oszukujmy się, jako nastolatek bardziej bawiłem się w siatkówkę, niż w nią grałem. Owszem, trenowałem regularnie, ale kiedy w grę nie wchodzą jeszcze pieniądze, to wtedy siatkówka sprawia największą przyjemność. W mojej karierze z roku na rok robiło się coraz bardziej profesjonalnie i pojawiała się większa presja. W wieku 19 lat podpisałem kontrakt z AZS Częstochowa i zadebiutowałem w lidze. Pierwszy rok był świetny. Nikt mnie nie znał i tej presji za dużo nie miałem. Potem przyszły powołania do pierwszej reprezentacji i skończył się etap beztroskiego życia. Od siedmiu lat najdłuższy odpoczynek, jaki miałem, to było dziesięć dni. W tym sezonie przez kontuzję przytrafiły mi się dwa miesiące laby. Dopiero co ją wyleczyłem i mam duży głód grania.

Rozmawiał Łukasz Olkowicz/Magazyn Sportowy

cały wywiad w Magazynie Sportowym

źródło: Magazyn Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-01-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved