Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Czy leci z nami… prezes?

Czy leci z nami… prezes?

fot. archiwum

Jak trudno sobie wyobrazić podróż samolotem bez pilota, tak trudno sobie wyobrazić sukcesy drużyny siatkarskiej bez odpowiedniego wsparcia ze strony własnego prezesa. W tej kwestii jest jeszcze wiele do poprawienia w naszym "siatkarskim światku".

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w naszym kraju wszystko funkcjonuje w najlepszym porządku. Nasi panowie zdobyli Mistrzostwo Europy, kadrowiczki Matlaka wywalczyły brązowy medal mistrzostw Starego Kontynentu. Połowa  drużyn klubowych z najwyższej klasy rozgrywkowej tak męskiej, jak i żeńskiej w sezonie 2009/2010 bierze udział (w sporadycznych przypadkach udział ten został już zakończony) w europejskich pucharach. Stajemy się potentatem, jeśli chodzi o organizację imprez najwyższej rangi. Katowicki "Spodek" czy "Atlas Arena" w Łodzi to obiekty znane już nie tylko polskim sympatykom siatkówki. Czego zatem chcieć, jeśli mamy prawie wszystko.

Prawie wszystko to jednak nie to samo co wszystko, a nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. Wszyscy doskonale wiemy, że siatkówka to sport zespołowy. By osiągać sukcesy w sporcie zespołowym, konieczna jest odpowiednia atmosfera w całej ekipie. Ekipa to nie tylko zawodniczki i trenerzy, to również zarząd klubu wraz z prezesem. Prezes może podpisać kontrakty z najlepszymi gwiazdami i zatrudnić najlepszych trenerów, ale jeśli nie będzie potrafił stworzyć w tym zespole dobrej atmosfery, wyników nie będzie. Prezes w klubie nie może uważać siebie za najważniejszą osobę, bo tak jak cała reszta jest jednym z ogniw dobrze (oby dobrze) pracującej maszyny. Jeśli jednak jest inaczej, a prezes uważa siebie za pana i władcę, a całą resztę za narzędzia do wykonania odpowiedniej pracy, to kończy się to brakiem wyników poprzez brak atmosfery, licznymi nieporozumieniami, a w konsekwencji rozwiązywaniem kontraktów. Coś, co było przez jakiś okres czasu budowane ulega zburzeniu, a czy właśnie taki był cel?

Całkiem niedawno byłem świadkiem, jak po zwycięskim meczu w Lidze Mistrzów prezes Jastrzębskiego Węgla Zdzisław Grodecki wbiegł na parkiet i cieszył się wspólnie z siatkarzami i trenerem z pojedynczego zwycięstwa, które wcale nie gwarantowało sukcesu tej drużynie w tych rozgrywkach. Prezes Grodecki pokazał jednak, że potrafi się cieszyć nawet z małych sukcesów drużyny, bo małe sukcesy budują atmosferę w drużynie i drogę do tych większych sukcesów. Zwycięstwa jastrzębian z Friedrichshafen i Coprą Piacenza to duża zasługa również prezesa Grodeckiego. Przecież w polskich realiach mógł spokojnie po trzech porażkach w Lidze Mistrzów i grze w kratkę w PlusLidze zwolnić trenera Santilliego i nikt by się temu zbytnio nie dziwił. Przecież to prawie standard u nas. To jednak człowiek, który zna się na siatkówce i daleki jest od pochopnych decyzji. Nie zwolnił trenera, tym samym zaufał jemu i jego metodom prowadzenia zespołu. Wyszło to na dobre całemu zespołowi. Chociaż "górnicy" z Jastrzębia odpadli z Ligi Mistrzów, pokazali, że potrafią grać na bardzo wysokim poziomie, a ten poziom ciągle pnie się w górę, a nie jest burzony poprzez brak atmosfery, na straży której stoi sam prezes. – Marketingowo wyprzedzamy kluby, sportowo wygląda to już trochę inaczej, natomiast sport to jest taka dziedzina, że potrzebuje czasu i wielu innych czynników. Ja głęboko wierzę, że doświadczymy również tego postępu sportowego – mówił w jednym z wywiadów prezes Jastrzębskiego Węgla.



Wydaje się zatem, że samolot Jastrzębski Węgiel ma pilota i prędzej czy później wyląduje na właściwym lotnisku. Są niestety w naszym kraju samoloty, których pasażerowie pytają, czy leci z nami… prezes?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2010-01-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved