Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > historia siatkówki > Przyjaciele wspominają Krzysztofa Kowalczyka

Przyjaciele wspominają Krzysztofa Kowalczyka

fot. archiwum

Słuchając opinii na temat Krzysztofa Kowalczyka często spotykaliśmy się ze stwierdzeniem - Tego faceta nie da się nie lubić. Dzisiaj trenera reprezentacji i stołecznej Politechniki, szefa banku informacji wspominają jego przyjaciele.

Po śmierci Krzysztofa Kowalczyka zwróciliśmy się do jego znajomych, kolegów, przyjaciół, aby podzielili się swoją opinią na jego temat. Prosiliśmy tylko o kilka zdań, tymczasem nasi rozmówcy mogliby mówić o nim godzinami. To świadczy o tym, jak lubianym człowiekiem był Kowalczyk.

Janusz Biesiada: – Były prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej. To za jego kadencji Krzysztof Kowalczyk rozpoczął współpracę z reprezentacją.

Krzysia Kowalczyka znam bardzo długo, bo jeszcze z czasów, gdy rywalizowaliśmy jeszcze na boisku siatkarskim – on jako rozgrywający AZS-u Uniwersytetu Warszawskiego, a jak jako zawodnik gdańskiego Stoczniowca. Nasze drogi ponownie zeszły się w Polskim Związku Piłki Siatkowej. Czego bym nie powiedział o Krzyśku, to i tak będzie za mało, oceniając go jako człowieka, zawodowca, trenera czy współpracownika. Jego śmierć jest ogromną stratą dla siatkówki.

– Wszyscy, którzy go znają, mają o nim doskonałe zdanie. Doceniają jego zaangażowanie, kilkanaście lat przepracowanych dla polskiej siatkówki. Zostanie również zapamiętany jako osoba będąca twórcą polskiego programu statystycznego, pomocnego trenerom ligowym i reprezentacyjnym przez długie lata.



– Krzysztof był postacią, która wymykała się wszelkim stereotypom. Nie był w żaden sposób zawistny, złośliwy, zazdrosny. Spędzałem z nim wiele czasu, m. in. na meczach reprezentacji podczas turniejów, eliminacji do mistrzostw Europy i mistrzostw Świata, byliśmy razem na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach. Zawsze kiedy rozmawiamy o Krzysztofie na wielu twarzach pojawia się uśmiech… Osobiście, dla mnie, to wielki zaszczyt i przyjemność pracować z takim człowiekiem.

Rafał Buszek : Siatkarz Neckermann AZS Politechniki Warszawskiej, którego do Warszawy sprowadził Krzysztof Kowalczyk. W zeszłym sezonie z ataku przestawiony na przyjęcie, stał podstawowym zawodnikiem zespołu

– Pamiętam jak trener Kowalczyk wraz z Edwardem Skorkiem wypatrzyli mnie na Akademickich Mistrzostwach Polski. Trener zapytał mnie czy chciałbym spróbować sił w wyższej lidze. Oczywiście się zgodziłem i tak zaczęła się nasza współpraca. To on przestawił mnie z ataku na przyjęcie. Co prawda była to decyzja po części wymuszona problemami kadrowymi, ale w wygranym meczu z Jadarem jakoś sobie poradziłem. Muszę przyznać, że sceptycznie podchodziłem do tego pomysłu, gdyż nigdy nie grałem na tej pozycji, jednak trener Kowalczyk uspokajał twierdząc, że sobie poradzę, bo jeśli potrafię radzić sobie w obronie, to i dam radę w przyjęciu. Krzysztof Kowalczyk to trener-przyjaciel, dużo z nami rozmawiał, jeśli któryś z nas miał problem, jakieś wątpliwości, śmiało mógł się do niego zwrócić, licząc na radę.

– Będę go wspominał bardzo dobrze. Mam same miłe wspomnienia związane z nim, a jako zawodnik zdaję sobie sprawę, że to dzięki niemu znalazłem się tu, gdzie się znalazłem. Był bardzo dobrą osobą, nie tylko dla siatkówki, ale i w życiu codziennym. Bardzo żałuję, że już go nie ma…

Jolanta Dolecka: – Prezes Neckermann AZS Politechniki Warszawskiej. Krzysztof Kowalczyk na każdym kroku podkreśla wdzięczność za jej pomoc w walce z chorobą.

Pamiętam Krzysia jeszcze jako zawodnika drugoligowego AZS-u UW, później pracownika Uniwersytetu i w końcu osobę, która stała się bankiem informacji Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Gdy siedem lat temu Politechnika awansowała do Polskiej Ligi Siatkówki, mieliśmy klub w ogóle nieprzygotowany do ligi, bez pieniędzy. Szukaliśmy pomocy wszędzie… Nadeszła m.in. ze strony Krzyska, który wówczas nie prowadził żadnego zespołu, a w Warszawie przychodził na każdy nasz mecz, robił statystyki, obserwował, a później omawiał z trenerem ustawienia.

– Nigdy nie spotkałam faceta o takim sercu. Często zastanawiam się, dlaczego tak dobrzy ludzie odchodzą tak szybko, mając przed sobą plany, marzenia. Krzysiek kiedy został szkoleniowcem w Politechnice, najpierw jako asystent Edwarda Skorka, później jako samodzielny trener nie miał doświadczenia, ale uwierzyłam mu. Wiedziałam w nim młodego człowieka, chcącego ciągle się uczyć i nigdy nie żałowałam tego kroku, żałować mogę jedynie, że nie było mu dane dokończyć sezonu. Przez cały czas jego choroby rozmawialiśmy na tematy siatkówki, być może ta dyscyplina trzymała go tak długo w walce z tą ciężką chorobą. Powtarzałam mu: „Zobaczysz ile jeszcze zrobisz, czekamy na ciebie".

– Krzysiek, miał uznanie jako fachowiec, był przyjacielem tych siatkarzy. W życiu nie było takiego momentu, żeby nie porozmawiał z którymś z nich, nie został dla nich. Byłam pod wrażeniem, że tak emocjonalnie podchodzi do tego co robi, dlatego był to człowiek, o którym można mówić same dobre rzeczy. Krzysiu mając przed sobą karierę, miał szansę stać się jednym z najlepszych polskich trenerów młodego pokolenia. Niestety, nie dane mu było wykazać się umiejętnościami.

– Był wspaniałym taktykiem, miał fantastyczne odprawy przedmeczowe. Może czasami brakowało mu warsztatu trenerskiego, ale pod uwagę należy wziąć fakt, że Politechnika była jego pierwszym zespołem jaki prowadził samodzielnie. Pod jego wodzą nasz zespół rozgrywał świetne mecze, wygrał też odniósł też historyczne zwycięstwo nad Jastrzębskim Węglem.

– Był psychologiem, przyjacielem. Często pytałam go, kiedy źle wyglądał, czy stresuje się prowadząc mecze. Odpowiadał, że nie, że stresuje się gdy ma jechać na trening, gdyż chce aby wszyscy byli zadowoleni z jego zajęć. To świadczy o tym, jak bardzo się przejmował tymi chłopakami, jak bardzo mu zależało. Miał swoje zdanie, ale mimo to zawsze słuchał drugiej osoby. Nigdy nie było tak, że on wie najlepiej i basta. Z rozmów wyciągał wniosku, a następnie sklejał je w całość.

Stanisław Gościniak: Mistrz Świata, m. in. trener reprezentacji Polski, z którą wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach. Krzysztof Kowalczyk był szefem banku informacji w jego kadrze.

Krzysztof to człowiek, z którym miałem przyjemność pracować przez lata łącznie z Olimpiadą w Atenach. To chłopak, który był zaangażowany w to co robił, posiadał też ogromną wiedzę na temat siatkówki i psychologii. Był twórcą pierwszego programu statystycznego dla siatkarzy.

– Polska siatkówka straciła bardzo zacnego i szanowanego szkoleniowca. Krzysiu jako trener miał zupełnie inny styl. Dla niego liczyła się drużyna, zawodnicy… Był ich przyjacielem, niewiele starszym kolegą. To było zaskoczeniem, ale zarazem bardzo się wszystkim podobało.

– Obaj często wspominaliśmy naszą młodość, nasze losy, które wspólnie się układały. Krzysiek skończył Uniwersytet Warszawski, miał tam robić doktorat, jednak życie ułożyło się tak, że zajął się tylko siatkówką, nie mając czasu na pracę naukową. To świadczy o jego wszechstronności, o dużej wiedzy nie tylko z siatkówki, ale i z dziedzin pokrewnych.

Zdzisław Grodecki: – Prezes Jastrzębskiego Węgla, kolega i przyjaciel Krzysztofa Kowalczyka.

W swoim życiu spotykam różnych ludzi, ale drugiego takiego przyjaciela jak Krzysiu Kowalczyk nigdy. Niewielu jest takich jak on, którzy tak kochają siatkówkę i z którymi można porozmawiać na temat każdego zawodnika. Zawsze wydawało mi się, że znam go z czasów studiów na AWF-ie, ale, gdy dzisiaj się zastanawiam, to przypominam sobie, że Krzysztof przyszedł na uczelnię, kiedy ja już ją skończyłem. Nie zmienia to faktu, że znam go od zawsze. To jest, bo nie potrafię myśleć o nim w czasie przeszłym, wspaniały człowiek. Trudno mi uwierzyć w to, co się stało. Kiedy dowiedziałem się na niedzielnym meczu o jego śmierci, ryczałem jak bóbr. Nie wiem, dlaczego tacy ludzie tak szybko odchodzą, ale najwidoczniej Pan Bóg, tam na górze potrzebuje dobrych ludzi i ufam, że Krzysztof będzie wspaniale reprezentował nasze środowisko.

Jako, że jestem znany w branży z tego, że wymyślam różne rzeczy (śmiech), wymyśliłem sobie pewnego Wenezuelczyka. Potrzebowałem o nim wówczas informacji… Sądziłem, że mam w tej materii jakąś wiedzę, ale Krzysztof wręcz zasypał mnie informacjami na jego temat. To było coś fantastycznego. Nasz klub jako jeden z pierwszych, jeszcze za czasów, gdy w Jastrzębiu pracował Igor (Prielożny – przyp. red.), pracował na programie Krzysztofa, który stworzył wraz z firmą QBS. Mogliśmy na ten temat rozmawiać godzinami. Krzyś lubił opowiadać, w jaki sposób tworzył ten program, zawsze miał czas, a dla siatkówki był gotowy zrobić wszystko.

W Polsce zajął się bankiem informacji, gdyż w siatkówce był to bardzo zaniedbany kierunek, miał też zacięcie do pracy naukowej. Krzysztof miał zawód, który stał się jego pasją, hobby i w tym miejscu jest mi bardzo przykro, bo – gdy zajął się trenerką – zrobił coś fantastycznego, coś, co przez wiele, wiele lat może się nie powtórzyć. I nie mówię tego dlatego, że ostatni mecz, który prowadził, wygrał z Jastrzębskim Węglem, ale dlatego, że stworzył bardzo fajną grupę ludzi, wyciągając siatkarzy nieznanych szerokim gronom. Krzysiek pokazał, że z tych siatkarzy można zrobić drużynę. Wielka szkoda, że w takim momencie dotknęła go choroba, bo pod jego wodzą Politechnika mogłaby mieć najlepszy sezon w swojej historii występów w ekstraklasie.

Dariusz Kopaniak: – Trener i założyciel warszawskiego Metra. Współpracował z Krzysztofem Kowalczykiem przez wiele lat.

Poznałem Krzyśka w 1995r., kiedy zakładałem klub warszawskie METRO. Konsultowałem z nim kilka spraw. To właśnie Krzysiek polecił mi do pracy trenerskiej swojego studenta, Wojtka Szczuckiego. Oprócz tego Krzysiek pomagał mi przy sprawach organizacyjnych i zasiadał w Komisji Rewizyjnej METRA w latach 1999-2007. W 2001 roku, kiedy próbowałem organizować wydawanie czasopisma „Siatkarskie Forum", Krzysiek bezpłatnie prowadził dział siatkarskich nowinek technicznych oraz statystyk i pisał ciekawe artykuły i analizy. Grywaliśmy też razem rekreacyjnie na siatkarskim boisku. To były lata dobrej znajomości i pogodne wspomnienia zawsze pozostaną w moim sercu.

Adam Malik: – Szef banku informacji polskiej reprezentacji kobiet. Wraz z Krzysztofem Kowalczykiem przez lata wdrażali polski, profesjonalny program do statystyk siatkarskich – Q-Volley 3000

– Krzysiek przede wszystkim był wspaniałym człowiekiem, otwartym na nowe pomysły, twórczo myślącym. Zawsze chętnie bezinteresownie pomagał, co jest rzadkością w tych czasach. Mimo licznych osiągnięć zawodowych znany był również jako skromny trener siatkówki. Nigdy nic nie robił na pół gwizdka. Można było zawsze na nim polegać. Jak się czegoś podjął, to zawsze doprowadził do końca. Nie należał do osób, które odżywają na wielkich, międzynarodowych imprezach w światłach jupiterów. Mnóstwo czasu poświęcał na merytoryczne rozmowy związane z siatkówką i wszystkim z nią związanym. To była właściwie jego największa pasja.

– Często w rozmowach wracał do momentu, gdy został trenem Politechniki Warszawskiej i opowiadał ile serca wkłada w tę pracę jako trener, psycholog itp. Pamiętam, jak rok temu zadzwonił do mnie i zaproponował, żebym został asystentem w Politechnice. Niestety, musiałem odmówić, bo miałem już podpisany dwuletni kontrakt w PTPS. Wielka szkoda, że tak się stało, gdyż na pewno wiele nauczyłbym się jeszcze od Krzyśka.

– Poznałem go na Lidze Światowej, kiedy zaczął współpracę z reprezentacją Polski. Pracowałem wówczas w Mostostalu Azoty Kędzierzyn-Koźle. To był pierwszy klub w PLS, który używał programu do statystki komputerowej Q-Volley. I tak zaczęła się wymiana doświadczeń. Przegadaliśmy wiele nocy, w jakim kierunku powinien rozwijać się ten program. Zbliżyło nas do siebie wiele godzin spędzonych przy telefonie. Mieliśmy bowiem jeden cel – chcieliśmy, żeby polska myśl informatyczna coś "wygrała" na arenie europejskiej i pomogła polskiej lidze. Myślę, że w pewnym sensie udało nam się to osiągnąć. Stworzyliśmy pierwsze banki informacji na temat męskiej i kobiecej siatkówki. Reprezentacja kobiet zdobywała dwukrotnie tytuł mistrzyń Europy i uzyskała najlepszy wynik w historii na olimpiadzie, gdy stosowany był właśnie ten program.

– Oczywiście, że nie obyło się bez problemów. Jak zwykle to bywa, główny polegał na braku finansowego wsparcia tego oprogramowania. Konkurent w postaci włoskiego "Data Volley" miał świetny budżet przeznaczony na reklamę i rozwój kolejnych modułów. Natomiast nasz "Q-Volley" powstawał metodami bardziej chałupniczymi. Oczywiście nad jego profesjonalizmem czuwała firma QBS, która pisała ten program i liczyła na coś więcej niż tylko satysfakcję. Ten czas przy tworzeniu programy spędzony z Krzyśkiem był bardzo owocny, ponieważ spotkali się ludzie, którzy byli autentycznymi zapaleńcami i chcieli po prostu stworzyć program "Q-Volley 3000", niezależnie od piętrzących się przeszkód. W działaniach tych brali udział tacy ludzie jak: prof. Zenon Ważny, Krzysztof Kowalczyk, Krzysztof Kwapień, Jan Kubań i ja.

– Krzysiek miał też swój udział w ułatwieniu pracy dzisiejszych statystyków przez to, że jako pierwszy wprowadził analizy siatkarskie do polskiej ligi – co dużo przyspieszyło rozwój tej dziedziny sportu. Teraz jest o wiele prościej. PZPS wprowadził "Data System", dzięki któremu już dziesięć minut po meczu można z serwera ściągnąć mecz i zabrać się za jego analizę. Z Krzyśkiem musieliśmy wszystko robić od zera. Pracowaliśmy nad każdą minutą meczu, co dawało nam wiele dodatkowym informacji, ale również przekładało się na bezsenne noce. Razem rozwijaliśmy "Q-Volley", ale chyba mało kto tak dobrze, jak on znał się na programach statystycznych. Będzie nam go brakowało właściwie w każdej dziedzinie. Zawodnikom jako trenera, a ci, którzy mieli przyjemność znać go bliżej, stracili świetnego przyjaciela i kumpla. To duża strata dla polskiej siatkówki, bo był jej oddany, jak mało kto. Poświęcił jej bowiem całego siebie!

Edward Skorek: Mistrz Olimpijski i mistrz Świata. Współpracował z Krzysztofem Kowalczykiem na Uniwersytecie Warszawskim, wspólnie prowadzili również AZS Politechnikę Warszawską.

Krzysiek to wyjątkowa postać w dziejach siatkówki. Chłopak, który sympatię zdobywał sobie od razu. Był bezpretensjonalny, bez zawiści, pracujący w zaciszu. Nie starał się robić wokół własnej osoby wiele zamieszania, jednak bardzo zaangażowany w to co robił. Mam przykłady pracy z Krzyśkiem nie tylko z czasów, gdy wspólnie prowadziliśmy AZS Politechnikę, ale również z Uniwersytetu Warszawskiego. Nigdy nie ukrywałem, że moim zamiarem było, aby Krzysiek przejął po mnie prowadzenie sekcji.

– Był uwielbiany przez moich podopiecznych (siatkarzy AZS UW – przyp. red.). Kiedy zachorował, jako że miałem z nim kontakt, chłopcy często pytali mnie jak się czuje, przesyłali pozdrowienia. Krzysiek to postać, która głęboko utkwiła w pamięci chłopaków jak i moim. Był bardzo zaangażowany w to, co robił, chociaż wcale tego nie okazywał, poświęcał siatkówce wiele chwil, starał się z chłopakami mieć dobry kontakt, rozumieć ich problemy wychodząc naprzeciw im problemów.

Jacek Stychno: –  Były fizjoterapeuta polskiej reprezentacji mężczyzn. Z Krzysztofem Kowalczykiem współpracował m. in na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach. Obecnie związany z MKS-em Dąbrowa Górnicza.

Nigdy nie zapomnę człowieka, kolegi, przyjaciela – zawsze otwartego na potrzeby innych ludzi. Nie było dla niego problemów i zadań, których nie wykonałby bezinteresownie i z pełnym zaangażowaniem. Na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach potrafił pracować po 15-20 godzin na dobę przez trzy tygodnie. Można było do niego przyjść z każdym problemem, zawsze był pomocny. Takich ludzi jest coraz mniej. Rodzina może być z niego dumna. Odszedł człowiek, może mniej widoczny niż inni „na świeczniku", który nigdy się nie rozpychał łokciami, ale pokazał wszystkim, jak się pracuje w sporcie dla innych. Krzysiek, miałem szczęście Cię poznać i przyjemność z Tobą pracować.

Robert Strzałkowski: – Asystent Krzysztofa Kowalczyka w zespole AZS-u Politechniki Warszawskiej.

Trudno mi się przestawić na czas przeszły w wypowiedziach na temat trenera Kowalczyka. Można o nim mówić tylko w samych superlatywach. Niewielu jest ludzi, a tym bardziej trenerów, którzy mogli dorównać mu pod kątem charakteru, opanowania i ciągłej pogody ducha. Był to człowiek o olbrzymiej wiedzy z zakresu siatkówki, umiejącym sprzedać drużynie to, co miał w sobie najlepszego. Trener – przyjaciel to chyba najtrafniejsze określenie. Jakiś czas temu wypowiedział zdanie, którego nie sposób zapomnieć – „Można z nami wygrać, ale nie można nas pokonać". Przegrał z chorobą, ale pamięć po nim zostanie w głowach wielu ludzi na długie lata.

Dariusz Urbański: Jeden z najbliższych przyjaciół Krzysztofa Kowalczyka. Były rozgrywający Legii Warszawa. Razem tworzyli Akademię Siatkówki w Łomiankach, która w ich planach miała w przyszłości stać się zapleczem dla AZS Politechniki Warszawskiej

Krzysiek to złoty człowiek, człowiek dusza, człowiek, który poświęcił się siatkówce. Był wspaniałym kolegą i trenerem, zawsze o ogromnej kulturze osobistej. Poznałem go na warszawskim AWF-ie, gdzie wraz z Jackiem Nawrockim (trenerem PGE Skry Bełchatów – przyp. red.) trzymaliśmy się razem. Można o nim mówić tylko w samych superlatywach. Kiedy prowadził Politechnikę, chciałem stworzyć klub młodzieżowy, który stałby się zapleczem dla „Inżynierów". Krzysztof pomagał mi organizować AS-a Łomianki, poświęcał się bez reszty pracując tu i tam. Wiedział, jak wielką rolę w siatkówce odgrywa psychologia, dlatego szedł w jej kierunku.

Można z nim było porozmawiać na każdy temat. Był to człowiek nie znający słowa „nie", jeśli coś trzeba było zrobić, robił co mógł, aby pomóc. Wszyscy kojarzą go z siatkówką – można powiedzieć, że się jej zaprzedał (śmiech), ale czy problem dotyczył spraw rodzinnych, biznesowych, czy życiowych, każdy mógł się do niego zwrócić, każdy mógł na niego liczyć.

Andrzej Warych: – Szef Wyszkolenia Sportowego Polskiego Związku Piłki Siatkowej

Dla mnie pozostanie tytanem pracy, który miał pomysł, zrealizował ten pomysł, opracowując system siatkarskich obserwacji. Poza tym trudno mi jest mówić, bo wbrew temu, co można by sądzić, był mi bardzo bliską osobą. Nadawaliśmy na temat siatkówki na tej samej linii i muszę przyznać, że w czasie jego choroby bałem się z nim spotkać, a to dlatego, że nie byłem w stanie mu pomóc. W pamięci będę go miał jako bardzo mądrego człowieka, z którym zawsze można było szczerze i serdecznie porozmawiać. Był ciepłym chłopakiem o dużej wiedzy i kulturze osobistej.

Był całkowicie oddany siatkówce. W momencie kiedy współpracował z reprezentacją nieraz pracował po 24 godziny na dobę. Zawodnicy i trenerzy zawsze mogli na niego liczyć. Był niezawodny w organizowaniu wszystkich niezbędnych dla reprezentacji informacji.

Krzysztof jako człowiek był niezwykle zrównoważony, spokojny, ujmujący wszystkich swoim zachowaniem, wiedzą i umiejętnościami. Myślę, że ktoś, kto był na uroczystości pogrzebowej miał najlepszy tego dowód… Widział rzeszę ludzi, która przyszła oddać mu hołd. Jego myśli szkoleniowej pozostanie w siatkówce na zawsze, a on sam w pamięci wielu ludzi pozostanie jako uroczy człowiek, mądry i dobry szkoleniowiec bez reszty poświęcony siatkówce. Ale nie tylko… Bo także i domowi.

Szymon Zejer: Drugi trener AZS-u Białystok. Z Krzysztofem Kowalczykiem zetknął na Uniwersytecie Warszawskim z zespole AWF-u. Pomagał również przy szkoleniu młodzieży w Akademii Siatkówki w Łomiankach.

Poznaliśmy się cztery lata temu. Jako młody trener na specjalizacji prowadziłem AZS AWF Uniwersytet Warszawski. Trener Kowalczyk współpracował wówczas z Edwardem Skorkiem. Po studiach Krzysztof zaproponował mi pracę w swojej firmie (Taśmy PK – przyp. red.) i tam tak na prawdę zaczęła się nasza współpraca. Później pomagałem Krzysiowi i Darkowi Urbańskiemu w Łomiankach w Akademii Siatkówki.

– Krzysiek to bardzo otwarty człowiek, do którego można było przyjść z każdym problemem. To człowiek, który dał mi pracę, zaufał młodemu chłopakowi po studiach, proponując mu również współpracę przy AS-ie Łomianki. Zawsze bardzo chętnie pomagał i nie było z tym żadnych problemów. Pamiętam, że gdy został trenerem w Politechnice przyjeżdżał do firmy na 8.30 i siedział w niej do momentu wyjazdu na trening. Krzysio to genialny strateg, ktoś napisał o nim – chodzący komputer. Bo tak było. Na temat przeciwnika, jak i siatkarzy miał mnóstwo informacji.

Zobacz również:
Małgorzata Gotowiec: Krzysiu… Wielu o Tobie nie zapomni

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
historia siatkówki, inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2010-01-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved