Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Po prostu Pestka

Po prostu Pestka

fot. archiwum

- Siatkówka jest pasją, której warto się poświęcić, tak po prostu! - powiedziała w wywiadzie dla Strefy Siatkówki libero Trefla Sopot Izabela Śliwa, która wspomina również o swojej macierzystej Wiśle Kraków oraz planach na przyszłość.

Weronika Grabowska: Powiedz jak wspominasz, pamiętasz swoje dzieciństwo?

Izabela Śliwa:Pamiętam, że był to niesamowicie beztroski czas w moim życiu – ciągłe zmiany miejsca zamieszkania, życie "na walizkach", podróże i nowe znajomości. Nie ukrywam, że bardzo mi się to podobało i traktowałam to raczej w kategoriach dobrej zabawy, niż problemu, że znowu trzeba zmienić szkołę i otoczenie. Szybko nawiązywałam dobry kontakt z rówieśnikami i świetnie się odnajdowałam w nowych, ciekawych miejscach. Poza tym moje dzieciństwo to niekończące się zabawy piłką, które rekompensowały mi wszelkie negatywne aspekty w owym czasie.

Kiedy poczułaś, że sport stanie się twoim powołaniem?



Hmm… nie wiem czy w ogóle był taki moment w moim życiu. Było tak zapewne dlatego, że od urodzenia miałam piłkę przed oczami i poza nią nic, innego nie widziałam. Nie było ani jednej chwili, w którym musiałabym się zastanawiać, czy chcę być sportowcem. Naprawdę uważałam, że to takie oczywiste…

Myślałaś kiedyś o innej dyscyplinie niż siatkówka?

Nie. Aczkolwiek pamiętam, że będąc dzieckiem lubiłam bawić się w tenisistkę i pewnie to byłaby jakaś alternatywa (śmiech). Poza siatkówką bardzo lubię biegać, ale to dyscyplina indywidualna, a ja zdecydowanie wolę zespołowe.

Miliony ludzi uwielbiają siatkówkę, za co ty ją kochasz?

W naszym przypadku to miłość idealna, więc kocham siatkówkę za wszystko i za nic… Za to, że zawsze mnie uszczęśliwia i nawet ewentualne porażki nie przekreślą tego, że ciągle robię, to co lubię. Siatkówka pozwala mi walczyć samej ze sobą i pokonywać trudności. Dyscyplinuje i uczy życia oraz tego jak sobie w nim radzić. Ponad to uczy szacunku do koleżanek, ludzi związanych ze sportem i nie tylko. Dzięki niej mogę nabrać do samej siebie dystansu i pokory. Siatkówka jest pasją, której warto się poświęcić – tak po prostu!

Naprawdę trudno to opisać czy wyrazić jakimikolwiek słowami. Uważam, że koleżanki i koledzy z boiska, doskonale mnie zrozumieją, bo jeśli można robić coś przez blisko trzydzieści lat, dzień w dzień, to coś w tym musi być. W tym miejscu przesyłam mojej mamusi (Magdalenie Śliwie – przyp. Red.) serdeczne pozdrowienia.

Twój pierwszy kontakt z profesjonalną siatkówką to…?

Osobiście nie pamiętam, ale z tego co słyszałam, to mama zabrała mnie na pierwszy obóz sportowy, gdy miałam roczek. Odkąd sięgam pamięcią miałam okazję, by obserwować, jak wielki sportowy świat wygląda i działa "od kuchni" i być może dlatego później nie przeżywałam specjalnych rozczarowań w zderzeniu z profesjonalną siatkówką.

Zaczynałaś grę w Wiśle Kraków. Opowiedz o czasie spędzonym w klubie i pozytywnych wrażeniach…

Czas spędzony w Wiśle mogę z czystym sumieniem nazwać wspaniałym, wyjątkowym oraz niepowtarzalnym. Grałam w Krakowie w kategorii młodzieżowej, poprzez III, II i I ligę. Było to wiele pracowitych sezonów, ponieważ ja, jako dość nieprzeciętnie utalentowany rocznik w Wiśle, będąc kadetką czy juniorką, grałyśmy również w ligach seniorskich. Tutaj chciałabym bardzo podziękować trójce trenerskiej – Grażynie Śrutowskiej, Ewie Musiał i Lesławowi Kędrynie, za to, że wysłuchali moich błagalnych próśb i pozwolili mi grać na pozycji libero, a nie na rozegraniu. Myślę, że swojej decyzji nie żałują, bo przez te wszystkie lata bardzo starłam się rozwiać ich wszystkie wątpliwości (śmiech). Dziękuję również za to, że postawili na nasz rocznik, bo zaprocentowało to dwoma medalami Mistrzostw Polski (ostatnie medale w krakowskiej Wiśle były 20 lat temu – przyp. red.). Oprócz czysto sportowych sukcesów, nawiązałam tutaj wiele przyjaźni, które trwają do dnia dzisiejszego i nie ukrywam, że bez nich byłoby mi bardzo ciężko. Są takie osoby, od których można się wiele w życiu nauczyć i brakuje mi teraz słów, aby wyrazić wdzięczność za to, że zawsze były, są i będą przy mnie. Mówi się, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą – ja wiem, że przy mnie są osoby dla, których liczę się ja, jako ich Pestka, a nie siatkarka, Izabela córka Magdaleny. Codziennie staram się chociaż w najmniejszym stopniu odwdzięczać za wszystko, co dla mnie robią. Wiem, że moje sukcesy są w dużej mierze ich sukcesami. Zawsze cieszą się ze mną po zwycięstwach i pocieszają po porażkach, a w razie potrzeby dodają mi wiary w lepsze jutro. Ponad to codziennie spędzamy ze sobą godziny, rozmawiając przez telefon. Wiem, że gdyby miało mi coś głupiego wpaść do głowy, to mimo tych sześciuset dzielących nas kilometrów, sprowadzą mnie "na ziemię" zanim zdążę o tym w ogóle poważnie pomyśleć. Wtedy moi bliscy szybko przypominają mi, o tym jaki jest mój cel, i co mam jeszcze do zrobienia, a wiem, że jest tego jeszcze sporo. Dziękuję Wam.

Pamiętasz kiedy i gdzie dostałaś swoje pierwsze powołanie do kadry?

Takich rzeczy się nie zapomina. Pierwsze powołanie do kadry dostałam w czasie trwania Finałów Mistrzostw Polski Kadetek w 2007 roku. O powołaniu wiedzieli najpierw moi rodzice, ale nie pisnęli mi ani pół słówka. Pewnie dlatego, że nie chcieli wywoływać u mnie dodatkowych emocji, których i tak było sporo w związku finałami. Po przegranym finale z Gedanią, kiedy trzymałyśmy w rękach, pierwsze w życiu srebrne medale, zasiadłyśmy z Wiślaczkami w busie, gotowe by wracać do Krakowa. Wtedy wstał trener Kędryna i powiedział – "Dziewczyny dziękuję Wam za ten sukces, ale muszę Wam powiedzieć, że naszym kolejnym wspólnym sukcesem jest to, że Pestka została powołana do kadry narodowej na…" – zdania już nie dokończył, bo okrzyki i śmiech przez łzy, wypełniły cały autobus. Było to 17 marca i pamiętam tą chwilę, jakby to było wczoraj. Ile razy przywołuję ją w pamięci to się wzruszam. W trakcie mojego pierwszego sezonu w kadrze narodowej, grałam na pozycji przyjmującej, bo wtedy na libero grała Angelika (Bulbak – przyp. red.). Później co prawda zamieniłyśmy się rolami, aczkolwiek nie ukrywam, że rola wchodzącej z ławki bardzo mi się podobała. Stojąc w kwadracie dla rezerwowych, po prostu chce się grać, a z drugiej strony można mentalnie wspierać koleżanki grające na boisku i to zajęcie również dawało mi wiele satysfakcji. Zawsze starałam się wykonywać jak najlepiej, powierzone mi zadania, również w momentach, gdy zostałam wzywana do przyjęcia zagrywki, w najciekawszych momentach meczu. To były bardzo ważne doświadczenia, które na pewno w jakiś sposób zaprocentowały w przyszłości. Dzięki temu lepiej dogadywałyśmy się później z Angeliką – kiedy ja grałam, a ona wchodziła, każda z nas wiedziała czego ma się po sobie spodziewać. Między nami zawsze była zdrowa rywalizacja i uważam, że obie na tym skorzystałyśmy.

Gra w kadrze to jedno z twoich marzeń? Czy myślisz o tym, by związać swoje życie i przyszłość z siatkówką?

Tak. Myślę, że to marzenia każdego sportowca. Prywatnie przywiązuję dużą uwagę do patriotyzmu i mimo swoich sportowych aspiracji uważam, że Polskę powinni reprezentować na daną chwilę najlepsi zawodnicy i zawodniczki, i co najważniejsze nie powinno tutaj występować żadne samolubne podejście. Odśpiewanie wraz z koleżankami Mazurka Dąbrowskiego przed spotkaniem to naprawdę nie lada przeżycie. Indywidualną sprawą jest czy sportowiec dojdzie do wysokiej formy, czy po prostu dorośnie mentalnie, by zasłużyć sobie na kadrowe występy. Wbrew pozorom, do tego również trzeba dorosnąć, bo tutaj chodzi o reprezentowanie na sportowych arenach, naszej Ojczyzny. Jeśli chodzi o drugą część pytania to nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, podobnie jak w przypadku, początków mojej przygody z siatkówką. Aktualnie wiem, że na pewno, chcę grać i na razie końca tej przygody nie widzę. Codziennie modlę się o zdrowie, bo zdaję sobie sprawę, że jeśli fizycznie nic nie będzie mi zagrażać, to chęć, zapał, upór i energię do siatkówki zawsze znajdę.

Jaka jest Pestka, gdy wychodzi na boisko?

Nie wiem… Podczas meczu funkcjonuję w zupełnie innym wymiarze. Już podczas rozgrzewki wkraczam w swoją meczową osobowość i skupiam się wyłącznie na grze. Bywam czasami impulsywna, ale jak trzeba to chyba dość opanowana. Z reguły i tak jest mnie wszędzie pełno i momentami mam wrażenie, że 81 m² to dla mnie za mało. Koleżanki z klubu są już raczej oswojone z moją dość żywiołową postawą i często słyszę "Ty znowu masz dzisiaj ADHD…?" – z resztą, to zdarza się, nie tylko na boisku.

Libero, to bardzo odpowiedzialna rola i funkcja na boisku… Jak ty to widzisz i jak czujesz się w tej roli?

Tak, to prawda. Jest to bardzo odpowiedzialna rola. Kiedy drużynie nie idzie w przyjęciu, to właśnie wszystkie oczekiwania i stres spadają na libero. Często przecież słyszymy – "jeśli nie libero, to kto?", a przecież jesteśmy tylko ludźmi. W gruncie rzeczy to właśnie osoby grające na tej pozycji, przyjmują na siebie wszystkie ciosy i w przeciwieństwie do przyjmujących, nie możemy sobie odbić ewentualnego niepowodzenia zdobyczą punktową. Nie powiem, są takie momenty, kiedy chciałoby się wejść pod siatkę i dopomóc drużynie, gdy nie idzie, ale niestety nie mam takiej możliwości. Oprócz tego często jestem "wysłanniczką" trenera, ponieważ przekazuję koleżankom informacje płynące z ławki trenerskiej wtedy, gdy nie może zrobić tego osobiście. Libero to bardzo specyficzna pozycja – pociesza kiedy jest źle, mobilizuje wtedy gdy nic nie wychodzi, uspokaja kiedy robi się nerwowo i dodaje wiary nawet gdy na tablicy jest 24:0 dla przeciwnika, bo libero nigdy wierzyć nie przestaje, pociesza i tupie nogą kiedy trzeba! Uważam, że na tej pozycji, nie raz bardziej liczy się charakter, niż umiejętności. Krótko mówiąc, libero według mnie to zderzenie szaleństwa ze stoickim spokojem i mimo, że to szaleństwo zdecydowanie łatwiej mi przychodzi, to czuję się w tej roli, chyba jak śliwka w kompocie.

Obecnie grasz w Sopocie, jak ci tam?

Idealnie.

Jesteście bezkonkurencyjne! Jak to się robi?

Przed sezonem postawiono nam jasny cel. Od startu ligi robimy wszystko, by go osiągnąć. W przyszłym sezonie mamy bić się o czołówkę PlusLigi Kobiet i nie jest tajemnicą, że teraz gramy o awans i spoczywa na nas duża presja. Tutaj w Sopocie, wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Począwszy od kibiców, poprzez zarząd i kierownictwo klubu, sztab szkoleniowy i każdą z nas. Ciężko pracujemy, właśnie po to, by sukces osiągnąć. Dlaczego? Bo "sukces jest prosty".

Rozumiem, że doskonale się rozumiecie z dziewczynami i trenerem, a atmosfera w drużynie jest świetna…?

Tworzymy nowy i młody zespół i wcześniej nie miałyśmy okazji grać ze sobą. Większość z nas przyszła do Sopotu z różnych klubów i każda ma swoje indywidualne przyzwyczajenia i odmienne charaktery. Nie musimy się wszystkie lubić, ale najważniejsze jest to, że potrafimy o tym rozmawiać i rozwiązywać problemy poza boiskiem, jak i na nim, co już wielokrotnie udowodniłyśmy. Szanujemy się nawzajem i tworzymy prawdziwą drużynę. Wspólnie ciężko trenujemy i, wychodząc na boisko, zawsze walczymy o zwycięstwo. Jeśli do końca tak będzie, to nie musimy się niczego obawiać, bo nic nam nie będzie w stanie zagrozić. Mamy tego pełną świadomość i to właśnie jest piękne, w sportach zespołowych. Z tego miejsca dziękuję prezesom, za to, że niczego nam nie brakuje, trenerom i koleżankom za cierpliwość i serce, które wkładają w każdy trening, a kibicom za wspaniały doping i wsparcie.

Twój cel na obecny sezon? Pokrywa się on może z wyzwaniami postawionymi przez zespołem?

Zdecydowanie tak. Indywidualne aspiracje póki co zachowam dla siebie. Teraz skupiam się na tym, aby drużyna miała ze mnie jak najwięcej pożytku, bo to co najważniejsze jest jeszcze przed nami.

Co robisz oprócz gry w siatkówkę. Na co najchętniej znajdujesz czas?

Oprócz gry w siatkówkę? Gdybym mogła to najchętniej nie wychodziłabym z hali treningowej. Co lubię? Książki jak najbardziej tak, aczkolwiek gryzie mnie sumienie, że nie są to pozycje uniwersyteckie, które dziwnym trafem zawsze leżą za daleko, zwłaszcza ostatnio. Poza tym zawszę znajduję czas, by połączyć się i porozmawiać z bliskimi mi ludźmi w Krakowie i okolicach.

Czy jest jakieś pytanie, na które zawsze chciałaś odpowiedzieć, a do tej pory nikt go nie zadał?

Tak. Zadałaś je, pytając o moją macierzystą Wisłę Kraków. Naprawdę bardzo się cieszę, że mogłam odpowiedzieć na to pytanie.

Rozmawiała Weronika Grabowska (Strefa Siatkówki )

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-01-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved