Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Piotr Gruszka nie przepada za dresami

Piotr Gruszka nie przepada za dresami

fot. archiwum

- Od początku pamięci mam to w sobie: jestem większy od innych - powiedział Magazynowi PRIME Piotr Gruszka. - Na szczęście oprócz wzrostu miałem jeszcze charakter przywódcy. Górowałem więc nie tylko centymetrami.

Piotr Gruszka, siatkarz, Mistrz Europy 2009, zajął trzecie miejsce w plebiscycie na najlepszego sportowca roku. Zanim zaczął grać w siatkówkę, startował chyba we wszystkich dyscyplinach lekkoatletycznych. Zdobył nawet tytuł mistrza województwa w pchnięciu kulą. Dziś jest utytułowanym siatkarzem, Mistrzem Europy 2009, Wicemistrzem Świata 2006, Mistrzem Europy Juniorów 1996, pięciokrotnym Mistrzem Polski i trzykrotnym olimpijczykiem.

I tata, i brat grali w siatkówkę, więc wybór był ułatwiony – mówi Gruszka Magazynowi PRIME. – W dzieciństwie napatrzyłem się na siatkówkę i wiele odbić lub zbić miałem chyba w głowie, bo właściwie bez specjalnego trenowania techniki dorównywałem innym.

Szybko trafił do reprezentacji narodowej. Dziś wie, że miał w życiu sportowym dużo szczęścia. – Mógłbym opowiadać, jak ciężko na to pracowałem, ale nie, chyba miałem dużo szczęścia i dawało mi to kupę radości!



Siatkówka to jednak gra zespołowa. Jak dogaduje się z kolegami z drużyny? Czy są ze sobą związani emocjonalnie także poza boiskiem?

Absolutnie nie. Nawet się nie musimy lubić! Niektórzy z nas to typowi indywidualiści. Ale gdy już wchodzimy do sali, następuje jakby zmiana rzeczywistości. Nie istniejemy osobno. Niewiele jest indywidualnych zagrań, czasem jakiś as, kiwka, ale blok indywidualny się nie uda. Trzeba podwajać, potrajać i jeszcze z tyłu asekurować. Podobnie z atakiem. I nie ma znaczenia, czy kogoś poza boiskiem się lubi, czy choćby akceptuje. Na to nie ma czasu. Decydują ułamki sekund. I nad tym się najwięcej pracuje. Tego w telewizji nie widać. Zamiast się lubić, mamy się szanować – zapewnia Gruszka.

Piotr rozgrywa rocznie 80-90 meczów. Nie nudzi go to, bo – jak sam twierdzi – wciąż ma apetyt na grę jak nastolatek. – Żyję tym, kocham to. Cieszę się nawet po przegranym meczu, jeżeli był dobrze zagrany. Może dzięki temu nigdy nie puszcza go optymizm. – Ja mam lekko. Na przykład wielu kolegów spędza przecież czas bez rodziny. Ja w czasie Ligi Światowej też, ale grając w wielu miastach Polski, Włoch, Turcji, wszędzie przeprowadzałem się z żoną. Nigdy nie byłem sam. Córka też się świetnie adaptowała.

Czy Piotr Gruszka widzi jakieś minusy sportowego życia? Po namyśle przyznaje, że musi często rezygnować z życia towarzyskiego i rodzinnych wakacji wtedy, gdy mają je wszyscy. Można też ponarzekać na ciągłe podróże i zmiany stref czasowych, które bywają męczące. Wiele do życzenia pozostawia też polska medycyna sportowa. Coś jeszcze? – Nie przepadam za ubieraniem się w dresy, ale w tej pracy garniturów raczej się nie używa. Szkoda. Bo lubię założyć dobrą koszulę, krawat, marynarkę, tylko że okazji mam jak na lekarstwo.

Całą rozmowę Przemysława Osuchowskiego z Piotrem Gruszką
można przeczytać w najnowszym, zimowym numerze Magazynu PRIME.

źródło: Magazyn PRIME

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne, PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2010-01-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved