Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Marcin Prus – Niezapomniany idol część 4

Marcin Prus – Niezapomniany idol część 4

fot. archiwum

Przedstawiamy ostatnią część rozmowy z utalentowanym siatkarzem, ale przede wszystkim wielkim człowiekiem. Marcin Prus opowiada o życiu prywatnym oraz jakie uczucia towarzyszą graczowi kiedy nie może grać w podstawowej szóstce.

Po urodzeniu twojej córki zmieniłeś się jako człowiek?

Marcin Prus: Przede wszystkim musiałem dorosnąć do zupełnie innych spraw. Jeżeli chodzi o moją córkę, Natalkę to zawsze bardzo dobrze się rozumieliśmy i lubiliśmy przebywać w swoim towarzystwie. Pierwsza kąpiel, pierwsze przewijanie to było coś wspaniałego.

Rozpieszczasz ją?



Rozpieszczam, ale trzymam ją dość twardą ręką. Wejść mi na głowę może, ale wie, że są określone granice. W pewnych sytuacjach trzeba być konsekwentnym i tego się trzymam. Nie jestem zwolennikiem bezstresowego wychowania, bo tak się psuje dzieciaki i traci się szacunek w ich oczach. To ojciec i matka mają być autorytetem, a nie jakiś tam kolega ze szkoły. Chcę wychować dobrego człowieka i na tyle na ile mogę będę plan realizował. Myślę, że mam odpowiednie podejście do tej sprawy. A czy się zmieniłem? Sądzę, że każdy człowiek odpowiedzialny za to co robi, to musi być przygotowany na zmiany. Musiałem usystematyzować wiele tematów. Zawsze chciałem, żeby moje dziecko miało wszystko.

I ma wszystko?

Tak, ma wszystko co ja mogę jej dać. Chciałem być ojcem mając 22 czy 23 lata. Wiedziałem, że chcę mieć dziecko w niedalekiej przyszłości i byłem już na to przygotowany. Zdawałem sobie przy tym sprawę, że kończy się młodość i zaczyna dorosłe życie. Byłem przygotowany na to, co przyniesie los i wspólnie z Anią na to czekaliśmy.

Chcesz mieć jeszcze jedno dziecko?

Jestem miesiąc po rozwodzie, więc życie muszę ułożyć sobie od nowa. Czas pokaże, co będzie. Należę do tych szczęściarzy, którzy co chcieli mieć to mieli. Doceniam każdą chwilę, jaką przynosi mi życie. W planach na pierwszym miejscu zawsze będzie Natalia i jej dobro. Mam radosne, zdrowe dziecko, z którym utrzymuję bardzo dobre relacje. Co ma być to będzie, na siłę nie będę się w nic pakował, bo to może nie wróżyć niczego dobrego. Teraz trochę się pozmieniało, ale ja nie chce się zmieniać, bo nie widzę w tym żadnego celu.

Zastanawiałeś się kiedyś jeżeli nie siatkówka to, co byś w życiu robił?

Tak jak mówiłem, nie jestem typem kibica. Hmm… Naprawdę nie wiem. Każdy z nas chciał być za młodu strażakiem, policjantem czy też nauczycielem. Ja od samego początku chciałem być sportowcem. W wolnym czasie lubię też pooglądać dobry mecz piłki nożnej czy pójść na ryby. To jest taka moja odskocznia od wszystkiego, ale z tego chyba bym się nie utrzymał (śmiech). Otworzyliśmy z przyjacielem portal sportowy twoj-sport.pl, taką odmianę naszej klasy dla sportowców, by kontynuować sportowe zamiłowania…

Dlaczego akurat wybrałeś siatkówkę?

Ojciec był lekkoatletą, mama siatkarką. Tato chciał, bym poszedł w jego ślady, bo jak twierdzi na sprawach indywidualnych lepiej się wychodzi. W szkole był profil siatkarski, a w zasadzie klasa sportowa, która była ukierunkowana na siatkówkę. Ten sport był jakby narzucony odgórnie. Okazało się, że można pewne rzeczy we mnie na tyle poukładać, aby stworzyć zawodnika. Były momenty, kiedy stanowiłem o sile Starogardu, później reprezentacji. Jeżeli było się w kadrze kraju, w określonej grupie wiekowej, to bezsensem było z tego rezygnować. To co mogłem, osiągnąłem. Na mistrzostwach świata zostałem wybranym MVP – najbardziej wartościowym zawodnikiem turnieju. Grałem przecież z ludźmi o rok starszymi. Zdobyliśmy wspólnie mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy. Pojechałem też na mistrzostwa świata seniorów do Japoni. Przygotowywaliśmy się do tej imprezy dziewięć miesięcy, a ja na niej nie zagrałem ani jednej piłki. Byłem trochę zniesmaczony, ale są etapy przez które człowiek musi przejść po kolei i ja to robiłem. A dlaczego siatkówka? Sprawiało mi to radość oraz przyjemność. Grałem tak długo, jak tylko mogłem…

Nie było ci żal, że nie zagrałeś w jakimś meczu podczas tych mistrzostw świata w Japoni?

Zawsze jest człowiekowi żal i w środku to boli. Natomiast to, kto wejdzie na parkiet zależy od trenera, my nie mamy na to wpływu. Musimy uszanować jego decyzje, bo tworzymy zespół.

A kiedy najbardziej było ci szkoda meczu w którym nie zagrałeś?

Miało to miejsce jak chłopaki z SKS-u nie zabrali mnie na wyjazd do Pucka. Zabrakło miejsca w nysce i bardzo mnie to zabolało (śmiech). Dziadek powiedział mi wtedy – Marcin jeszcze będą Cię prosić żebyś z nimi jeździł. Wypłakałem wiaderko rzewnymi łzami i zapomniałem. To chyba był taki jedyny moment, no i jeszcze Mistrzostwa Świata. Zawodników może być 6 na pakiecie i 12 w składzie i albo było się dobrym, albo było się poza boiskiem. Boli też to, że mogło być jeszcze wiele spotkań do wygrania, wiele do przegrania, ale nie było nawet możliwości sprawdzenia tego. Mając 22 czy 23 lata mój świat siatkarski się załamał. Trzeba żyć dalej i się w tym nie gubić się. Wspominanie i rozpamiętywanie tego co by było, gdyby mija się z celem.

Dlaczego tak uważasz?

Bo czasu i tak się nie wróci, a do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Ty zostałeś w Kędzierzynie-Koźlu, podoba ci się to miasto?

Mieszkam tu od jedenastu lat i krzywda mi się nie dzieje. Funkcjonuje w swoim światku i jest mi tu dobrze. Wszędzie mam blisko, a jak współpracowałem z Polsatem przy siatkówce to było wyjątkowo przydatne.

Czemu już z nim nie współpracujesz?

Troszeczkę zmieniła się koncepcja. Podciągane jest to pod kryzys, więc ja w to wierzę. Nie mam najmniejszego powodu, żeby kolegom z Polsatu nie ufać. Wiedzą, że zawsze mogą na mnie liczyć. Byliśmy dla siebie na telefon i myślę, że nadal tak jest.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-12-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved