Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Zbigniew Bartman: Gazprom to specyficzny klub

Zbigniew Bartman: Gazprom to specyficzny klub

fot. archiwum

- Strumieniami nie, ale lubili się napić po meczach. Nie piwa. Alkoholi wyższych procentowo - mówi Zbigniew Bartman w rozmowie dla "Przeglądu Sportowego". Zawodnik zmienił kilka dni temu siatkarski klimat z rosyjskiego na włoski.

Tylko tydzień pozostawał pan bez pracy. W piątek podpisze pan kontrakt z Prismą Taranto.

Miałem lepszą finansowo ofertę z innego włoskiego klubu, ale zdecydowałem się na Prismę Taranto, bo tutaj będę miał większe możliwości gry. Wczoraj po raz pierwszy trenowałem z nowymi kolegami i jestem zadowolony z przyjęcia. Poza boiskiem też przebywamy ze sobą. Innej możliwości nie ma, bo na tym samym piętrze oprócz mnie mieszka siedmiu innych zawodników. W południe spotkaliśmy się w kuchni i wspólnie gotowaliśmy obiad.

Z pańskich słów wyłania się niemal sielski obraz życia we Włoszech. Miła odmiana po Gazpromie Surgut.



Gazprom to specyficzny klub – ten sam człowiek jest tam prezesem, dyrektorem i trenerem. Alfą i omegą. Z nim nie można dyskutować, bo uważa się za nieomylnego. Zresztą trenerem był tylko z nazwy. W tygodniu nie pojawiał się na treningach tylko przysyłał asystentów. Widzieliśmy go dopiero 10 minut przed meczem, wpisującego ustawienie drużyny. Miał nietypowe metody prowadzenia zespołu. Żeby nas zmobilizować, wygłaszał monolog składający się z samych przekleństw.

Jak pan to wytrzymywał? Pan też jest w gorącej wodzie kąpany.

Od pierwszych dni w Surgucie przyjąłem zasadę, że udzielam się jak najmniej. Momentami to był dobry kabaret. Trener wpadał do szatni i wyzywał zawodników. Ukradkiem zasłaniałem twarz i śmiałem się z niego, ale tak, żeby nie widział. Wyjazd do Rosji na pewno był dobrą szkołą życia. Choć w nazwie klubu jest Gazprom, czyli potężny koncern gazowy, pojawiły się kłopoty finansowe i przez dwa miesiące nie otrzymałem wypłaty. Dlatego rozwiązałem kontrakt. I tak mogę mówić o szczęściu, bo dostałem z klubu jakiekolwiek pieniądze, a pozostali zawodnicy ciągle czekają na pensję. Miałem grać w profesjonalnym klubie, ale okazał się on amatorski. Nasza praca w siłowni była zupełnie niezorganizowana, każdy robił, co chciał. Rosjanie posiedzieli pół godziny i szli do szatni na kolejnego papieroska.

Nie denerwowało pana takie podejście kolegów? Przegrywaliście mecz za meczem…

Każdy jest kowalem swojego losu. Pewnie gdybym zwrócił im uwagę, odebraliby mnie jako intruza, starającego się zmienić ich porządek, ich fajne życie.

Alkohol lał się strumieniami?

Strumieniami nie, ale lubili się napić po meczach. Nie piwa. Alkoholi wyższych procentowo.

Rosjanie to specyficzny naród. Polakowi trudno tam się zaaklimatyzować.

Oni uważają, że w Rosji jest wszystko. Prezes szczycił się tym, że nigdy nie był za granicą, bo jemu to nie jest potrzebne. Część kolegów z drużyny najdalej była w Soczi. Tysiące kilometrów od Surgutu, nad Morzem Czarnym, ale to nadal Rosja. Wiedzę o świecie mieli ograniczoną i na niektóre tematy trudno było z nimi dyskutować. Do tego dochodził wypaczony obraz historii. Uważają, że to oni wyzwolili Europę w 1945 roku, a udział aliantów w II wojnie światowej był minimalny. Byli przekonani, że ich wiedza jest święta i się z nią nie dyskutuje. Odpuszczałem, żeby nie postrzegali mnie jako wroga. W Rosji komunizmu padł, ale mentalność została ta sama. Jednostka nie znaczy tam nic. W Polsce czasami też każda wyróżniająca się osoba jest uważana w społeczeństwie za nietypową i złą.

Więcej w „Przeglądzie Sportowym"
Rozmawiał Łukasz Olkowicz

źródło: sports.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-12-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved