Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Po bloku: „Mądr Polak po szkodzie”

Po bloku: „Mądr Polak po szkodzie”

fot. archiwum

Cieszy mnie niezmiernie, że po przesławnym japońskim laniu tak duża część środowiska siatkarskiego i dziennikarskiego zaczęła nagle podzielać mój punkt widzenia odnośnie kompletnego bezsensu sztucznego rozdymania przez FIVB kalendarza różnego rodzaju dziwacznych imprez...

… które mają na celu wyłącznie zbicie kasy. Szkoda tylko, że podzielają go po, a nie przed, bo teraz trąci to lekką hipokryzją.

Kiedym opisywał wątpliwe pożytki z podróży do krajów naftą płynących, a wiśnią kwitnących, nikt nawet się nie zająknął o przeciążeniach, męczących podróżach, zmianach stref czasowych, wycieńczeniu i innych plagach trapiących naszych kadrowiczów. Przeciwnie, wszędzie słyszałem o zaszczytach i splendorach, jakie będą naszym udziałem z tytułu walki o „klubowe mistrzostwo świata" oraz „puchar wielkich mistrzów" (słyszałem, że niedługo będzie rozgrywany puchar małych mistrzów, to jest drużyn, które w kontynentalnych czempionatach zajęły miejsce ostatnie). Po katarskim drugim miejscu trąbiono o „historycznym sukcesie Skry Bełchatów", napawano się indywidualną nagrodą dla Bartka Kurka, a trener Castellani stwierdzał, że będzie wyjątkowo zły, kiedy biało-czerwoni nie staną w Japonii na podium. Media epatowały czytelników i widzów rewanżem za wszystkie klęski, doznane z rak Brazylii, no, wszystko było cool, a nawet, powiedziałbym, trendy.

Wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedyśmy wzięli bęcki kolejno od Japonii, Kuby i Brazylii, przy czym można powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że Brazylia rozsmarowała nas na chlebie. O, wtedy głos dali i panowie redaktorzy, i zawodnicy, i niektórzy obserwatorzy. O tym, że siatkarze podpierali się nosami ze zmęczenia, że takie rozgrywki to nie rozgrywki tylko ubojnia zawodników, i tak dalej w tym tonie. Dlaczego dopiero po? I czy ci sami panowie zareagowaliby tak samo, gdyby wynik naszych zmagań był odwrotny, to jest gdyby Brazylia legła w prochu u naszych stóp? Otóż przypuszczam brzydko, że nie. Wtedy wszystko byłoby pięknie i cacy, a impreza potwierdziłaby po raz kolejny, że polska siatkówka po prostu wymiata. Larum o ochronę naszych zawodników podniosło się dopiero wtedy, kiedy dostaliśmy lanie.



W przypuszczeniach tych utwierdza mnie poniekąd prezes katarskiego wicemistrza świata klubów znanych i nieznanych, broniący jak niepodległości tezy, iż arabski wyjazd wielką wiktorią był, bo zawodnicy dostali takie same medale jak na mundialu, a Katarczycy nauczyli się mówić Pi – Dżi – I, co z kolei jest z kolei niewyobrażalnym sukcesem marketingowym w zakresie budowania świadomości marki sponsora, czyli polskiej firmy energetycznej PGE. Cóż, według mnie, jeżeli prezes tak lubi medale, prościej byłoby może zamawiać je u grawera raz w miesiącu, a nawet, zważywszy budżet Skry, raz w tygodniu (nawet ozdobione brylantami) i rozdawać zawodnikom i działaczom przed każdym ligowym spotkaniem (sądzę, że przy odpowiedniej zachęcie finansowej za każdym razem mógłby je wręczać przedstawiciel FIVB). Gonienie zawodników do Azji na idiotyczną imprezę dla zdobycia iluś tam kawałków posrebrzanej blachy uważam za pomysł wątpliwy, tak samo jak pomysł budowania w azjatyckim kraju opartym na ropie świadomości marki producenta i sprzedawcy energii bazującym na węglu, w dodatku oddzielonego od Kataru pewną ilością kilometrów, a po drodze Morzem Śródziemnym i Alpami (przypomina to żywo budowanie marki wódki Absolut wśród abstynentów). Nie będę jednak z prezesem się spierał, popatrzę sobie za to, jak będą wyglądali jego chłopcy po czekających ich spotkaniach Ligi Mistrzów oraz ligi krajowej. Widać jednak wyraźnie, że gdyby w Japonii, podobnie jak w Katarze, było „pudło", to obecnie wyklinana impreza zostałby odtrąbiona jako sukces niebywały.

Dla mnie na szczęście obie wspomniane imprezy były kompletną paranoją, i to paranoją organizacji, miejsca i czasu, i pochlebiam sobie tylko, że nie muszę teraz udawać, że to, co mówiłem wcześniej to był tylko ściema, bo naprawdę myślałem zupełnie inaczej. Niemniej jednak problem jest, i to duży. Wiadomo powszechnie, że FIVB jest instytucją skostniała, pazerną na pieniądze, mało albo wręcz niereformowalną oraz rządzącą się prawami bardzo dalekimi od demokracji. Wiadomo również powszechnie, że Polska nie ma na tyle znaczącego głosu, aby w pojedynkę wpłynąć na decyzje wspomnianego gremium, a o znalezienie podobnie myślących partnerów będzie bardzo trudno (pomimo licznych deklaracji werbalnych), ponieważ oznaczałoby to możliwość schizmy, czyli powtórki z organizacji bokserskich, które całkowicie spsiały, kreując jednocześnie czterech czy iluś tam urzędujących mistrzów świata. Wiadomo też nie od dziś, że znacznie chętniej niż na Europę federacja spoziera na Afrykę i Azję, gdzie co prawda nie ma wyników sportowych, ale jest ogromna mas krajów, ludzi i kasy. Cóż więc zrobić, aby generalnie nie iść na razie pod prąd, a jednocześnie wyeliminować albo przynajmniej osłabić chore pomysły włodarzy światowej siatkówki?

Pomysł jest wyłącznie jeden, prosty, choć nie tak łatwy do zrealizowania. Wymaga dwóch rzeczy objęcia szkoleniem centralnym co znacznie większej ilości zawodników niż obecnie (tu kadra B się kłania), i przyzwyczajenia tzw. mas do tego, że nie na każdej imprezie będą grali teoretycznie najlepsi, co się przekłada na to, że na niektórych turniejach biało – czerwoni będą na razie zbierać cięgi. Ale rotacja zawodników to jedyne, co można zrobić aby nie wejść w otwarty konflikt z FIVB, a tym samym narazić się na wykluczenie z imprez, które dają medale nie katarskie, ale prawdziwe, przy jednoczesnym zachowaniu biologicznej substancji reprezentacji, to jest nie doprowadzenie czołowych zawodników do stadium inwalidztwa trwałego. Niech na puchary wielkich, małych i malutkich mistrzów jeżdżą młodzi, niech w klubowych mistrzostwach świata, kontynentu, dorzecza czy metropolii występują zmiennicy z silnych klubów. A ponieważ rozwiązanie takie wymaga mimo wszystko czasu, najlepiej zabrać się do tego od razu. Inaczej znowu po kolejnej bezsensownej sportowo imprezie (zwłaszcza przegranej) będziemy lizać straty i liczyć rany, to jest, tfu, liczyć straty i lizać rany, utyskując na ten podły FIVB. Bo, jak mówił poeta:

Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie";
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Ze i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

P.S. "Czasem i Homerowi zdrzymać się przychodzi, lecz w długiej dzieła pracy zasnąć się też godzi", mawiał Horacy. Ja też zdrzemnąłem się nieźle: Katar w Afryce – przepraszam.

Napisz do autora: andrzej.karbownik@siatka.org

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne, Po bloku

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-11-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved