Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Podsumowanie sezonu: Nieobliczalni Inżynierowie

Podsumowanie sezonu: Nieobliczalni Inżynierowie

fot. archiwum

Przed sezonem zespół AZS Politechniki Warszawskiej, który miał najmniejszy budżet ze wszystkich drużyn grających w PlusLidze, z góry skazywany był na pożarcie. Rozgrywki ligowe szybko jednak zweryfikowały te opinie.

Stołecznej drużynie mało kto dawał jakiekolwiek szanse w rywalizacji z najlepszymi drużynami w Polsce. Tymczasem warszawscy „Inżynierowie”, obok kędzierzyńskiej ZAKSY, stali się największą rewelacją pierwszej części sezonu zasadniczego. Spora w tym zasługa Krzysztofa Kowalczyka , który na stanowisku szkoleniowca zastąpił Jerzego Taczałę .

Po zakończonych barażach o utrzymanie z KS Poznań włodarze klubu postanowili znacznie przebudować warszawską drużynę. Zadania tego podjął się wspomniany już Krzysztof Kowalczyk. Jego asystentem został student poznańskiego AWF-u, Robert Strzałkowski , który w drużynie pełnił rolę masażysty i statystyka. W AZS-ie całkowicie przebudowano środek bloku. Tomasza Kowalczyka (AZS Olsztyn), Marcina Malickiego (Avia Świdnik) i Jakuba Markiewicza (Morze Szczecin) zastąpiono wypożyczonym ze Skry juniorem Metra Warszawa, Karolem Kłosem , Jarosławem Teplingiem z pierwszoligowego Energetyka Jaworzno oraz mistrzem Ukrainy, Iurijem Gladyrem z Lokomotivu Kijów. Przemeblowaniu uległo również przyjęcie. Z poprzedniego sezonu na tej pozycji pozostał jedynie Jakub Radomski . Z Resovii sprowadzono Karela Kvasnickę , z Kielc Andrzeja Skórskiego , a z Ukrainy sięgnięto po Serhiy`a Kapelusa . Zmiany dotknęły również rozgrywających… Po trzech latach pożegnano się z Pavlem Chudikiem , który po kilkunastu latach spędzonych w Polsce trafił do czeskiego VK Ferram Opava. Jego miejsce zastąpił wypożyczony ze Skry, drugi rozgrywający mistrzów Polski, Bartłomiej Neroj . Z Bełchatowa sprowadzono również Roberta Milczarka .

Jak większość zespołów PlusLigi, tak i „Inżynierowie” przygotowania do nowego sezonu rozpoczęli w sierpniu. Zaczęło się od obozu kondycyjnego w Szczyrku, gdzie Krzysztof Kowalczyk skupił się na treningu siłowym i wytrzymałościowym swoich zawodników. Podobny przebieg miało zgrupowanie w Kielnarowej, gdzie stołeczni siatkarze pojechali na początku września. Po okresie ciężkich treningów przyszedł czas na pierwsze gry. Swoją formę sprawdzili na Międzynarodowym Turnieju w Piłce Siatkowej o Puchar Prezydenta Miasta Krosna. Inżynierowie co prawda ulegli rzeszowskiej Resovii, ale dzięki wygranej z Lokomotivem Charków i Jastrzębskim Węglem ostatecznie znaleźli się na 2. miejscu, zaraz za ekipą z Ukrainy. 2. pozycję podopieczni Krzysztofa Kowalczyka zajęli również w Iławie. Tam ich rywalami były drużyny AZS-u Olsztyn, Delecty Bydgoszcz i Jadaru Radom. Ostatnim sprawdzianem dyspozycji siatkarzy Politechniki był rozgrywany na Ursynowie III Memoriał Zdzisława Ambroziaka. Tam akademikom ze stolicy przyszło się zmierzyć z mistrzem i wicemistrzem Polski, a także dwukrotnie z debiutującym w rozgrywkach PlusLigi, Treflem Gdańsk.



Inauguracja sezonu w wykonaniu Politechniki wypadła bardzo pomyślnie. W kończącym 1. kolejkę spotkań PlusLigi meczu, Inżynierowie pod Jasną Górą 3:2 pokonali AZS Częstochowa. Tydzień później, w kolejnych akademickich derbach, ulegli podopiecznym Mariusza Sordyla 1:3. Wielka radość w obozie warszawiaków zapanowała po meczu w Jastrzębiu. Stołeczni co prawda przegrali 2:3, ale po raz pierwszy w historii „urwali” punkty ekipie ze Śląska. Kilkanaście dni później akademicy ponownie byli o krok od sprawienia ogromnej sensacji. Tym razem na Mostowej, gdzie ponownie musieli uznać wyższość rywala – ZAKSY Kędzierzyn-Koźle

Siatkarze z Warszawy pokazali, że świetnie potrafią grać na wyjazdach, walcząc jak równy z równym z pretendentami do mistrzowskiego tytułu. Niestety, nie potrafili tego udowodnić na własnym parkiecie. Po porażkach z mocnymi zespołami z Olsztyna i Rzeszowa liczono, że Halę Arena Ursynów uda się odczarować w spotkaniu z zespołem będącym w zasięgu Inżynierów – Delectą Bydgoszcz. Niestety, siatkarze z grodu nad Brdą, prowadzeni wówczas od kilku dni przez Waldemara Wspaniałego okazali się zaporą nie do przejścia. Dzięki zwycięstwu 3:1 bydgoszczanie wywieźli ze stolicy bardzo cenne, trzy punkty.

Po tej porażce trener Kowalczyk próbował dokonać zmian w nastawieniu zawodników do gry, jak również bardziej zintegrować drużynę. Służyć temu miały obowiązkowe spotkania siatkarzy i trenerów w środowe wieczory. Drużyna się integrowała, a warszawski szkoleniowiec zmagał się z nie lada problemem… Po meczu z Delectą do kontuzjowanego Karela Kvasnicki „dołączył” drugi przyjmujący, Andrzej Skórski . Trener zdecydował się na przesunięcie z ataku na przyjęcie rezerwowego przyjmującego, Rafała Buszka . Z kolei zmiennikiem Radosława Rybaka został Janusz Gałązka . W takim składzie stołeczni w trzech setach pokonali radomski Jadar, a tydzień później Trefla Gdańsk. Buszek, z meczu na mecz, na nowej pozycji radził sobie coraz lepiej. Mimo że Kvaśnicka i Skórski powrócili do zdrowia, on dalej miał pewne miejsce w wyjściowym składzie.

W międzyczasie Krzysztof Kowalczyk myślał co zrobić, aby jego siatkarze przełamali się przed własną publicznością. Z pewnością nie sądził, że może to nastąpić już w najbliższym meczu w Warszawie ze Skrą Bełchatów. Kowalczykowi po zwycięstwie w Gdańsku udało się w końcu namówić włodarzy klubu na dostawienie w Arenie dodatkowych trybun. Miało to służyć większemu wsparciu drużyny przez kibiców, którzy dotąd zasiadali tylko po jednej stronie. Efekt? Blisko 3000 sympatyków siatkówki, niezapomniana atmosfera i… kolejna sensacja, która wisiała w powietrzu. Kto wie, jak zakończyłby się mecz, gdyby Inżynierowie w tie-breaku przy stanie 13:13 „skończyli” piłkę? Mecz zakończył się zwycięstwem mistrzów Polski, ale jeden punkt w konfrontacji z bełchatowianami był ogromnym sukcesem.

Jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia przyszedł czas na rewanże. Na początek mecz z „podtekstami” z AZS-em Częstochowa, w którym „Inżynierowie” obrócili w perzynę podopiecznych Radosława Panasa . Po Nowym Roku 0:3 Rybak i Spółka ulegli w Uranii AZS-owi Olsztyn. Mecz zakończony w trzech setach, ale dwa pierwsze, toczone na przewagi, były niezwykle zacięte. Tydzień później na Ursynowie, również po zaciętym boju, akademicy z Warszawy zainkasowali kolejne trzy punkty. Tym razem okazali się pogromcami Jastrzębskiego Węgla, zwyciężając 3:1.

Wydawało się, że tak grający zespół nie tyle wykona plan minimum, jakim było utrzymanie się w lidze, ale z powodzeniem może walczyć o 5. lokatę w rundzie zasadniczej. Dobra współpraca na linii zawodnicy-trener została przerwana kilka dni po meczu z Jastrzębskim Węglem. We wtorek, 13 stycznia Krzysztof Kowalczyk poinformował zawodników, iż z powodów zdrowotnych musi na kilka tygodni opuścić zespół. Nad klubem zaczęły zbierać się coraz czarniejsze chmury. Najpierw choroba trenera, a następnie wiadomość o wycofaniu się sponsora tytularnego wstrząsnęła drużyną. To co z tak ogromnym trudem zostało zbudowane przez Kowalczyka zaczęło się powoli rozpadać.

Do czasu znalezienia zastępcy na miejsce Krzysztofa Kowalczyka, zespół prowadził dotychczasowy drugi szkoleniowiec Inżynierów, Robert Strzałkowski . Na „dzień dobry” Strzałkowskiego czekało spore wyzwanie. Do Warszawy przyjeżdżał wicelider tabeli – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Jak na złość, najmłodszemu trenerowi PlusLigi kłopotów nie brakowało. Wiadomo było, że zespół zagra bez Radosława Rybaka, który wznowił treningi po przebytej grypie. Pod znakiem zapytania stał również występ przeziębionych: Bartłomieja Neroja i Iurja Gladyra oraz zmagającego się z kłopotami żołądkowymi – Rafała Buszka. Ostatecznie cała trójka zagrała przeciwko ZAKSIE, ale w dniu meczu, na porannym rozruchu kontuzji uległ dotychczasowy pierwszy libero, Robert Milczarek. O ile Rybaka trudno było zastąpić na ataku, tak Milczarek miał równego sobie następcę. Mowa o Damianie Wojtaszku, który wielokrotnie w tym sezonie wchodząc na zmiany, znacznie przyczyniał się do uspokojenia w drużynie przyjęcia. Akademicy ponownie pokazali charakter, ustępując faworytowi z Kędzierzyna-Koźla dopiero po tie-breaku. Trzy dni później Strzałkowskiego czekało kolejne wyzwanie… rewanżowe spotkanie w Pucharze Polski z Jadarem Radom. Politechnika co prawda wygrała 3:2, ale do awansu do ¼ finału zabrało ośmiu małych oczek. Trzy dni później Strzałkowskiego czekał kolejny ważny sprawdzian.

Po kilkunastu tygodniach poszukiwań włodarze klubu w końcu znaleźli osobę, która na stanowisku szkoleniowca, na czas kłopotów zdrowotnych miała zastąpić Krzysztofa Kowalczyka. Wybór padł na niezwykle doświadczonego trenera, Ireneusza Mazura . Inauguracja PlusLigi dla Mazura nie była udana. Porażka w Bydgoszczy z Delectą, jak również z Jadarem w Warszawie, przy dobrej postawie drużyn sąsiadujących z Politechniką w tabeli, sprawiły, że „Inżynierowie”, chcąc uniknąć gry w barażach, zaczęli liczyć punkty. Odetchnąć z ulgą mogli dopiero po bardzo nerwowym spotkaniu z Treflem, którego bohaterem był młodziutki Karol Kłos. Wywalczone w tie-breaku dwa punkty zapewniły stołecznym pewny byt w PlusLidze oraz udział w I rundzie play-off, który przypieczętowali kolejną niespodzianką – pięciosetówką ze Skrą w Bełchatowie.

Na zakończenie rundy zasadniczej, Inżynierów czekał wyjazd na Podpromie. Tam podopieczni Ljubo Travicy nie dali żadnych szans ekipie z Warszawy, w „godzinę z prysznicem” wygrywając 3:0.

W play-off siatkarzom Ireneusza Mazura przyszło zmierzyć się z ZAKSĄ, zespołem, z którym udowodnili, że potrafią grać jak równy z równym. Już pierwszy play-off tych drużyn pokazał, że sprawa awansu do następnej rundy nie będzie taka oczywista. Dość pechowo przegrany po pięciu setach mecz sprawił, że następnego dnia z zespołu Politechniki całkowicie zeszło powietrze. Po dwumeczu w Kędzierzynie-Koźlu w rywalizacji było już 2:0 dla ZAKSY. A sprawa awansu do półfinału mistrzostw Polski została przesądzona w trzecim, wygranym przez kędzierzynian meczu 3:1. Inżynierom przyszło zatem walczyć o miejsca 5-8, gdzie ich rywalem był AZS Częstochowa. W tej parze stołeczni również nie stali wcale na straconej pozycji. O tym kto zagra o miejsce 5. decydował trzeci mecz rozgrywany w Częstochowie. W nim podopieczni Ireneusza Mazura prowadzili co prawda 1:0, ale spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1 dla częstochowian. Warszawiakom pozostała zatem walka o 7. miejsce z bydgoską Delectą. Pierwsze spotkanie tych drużyn, tak jak w sezonie zasadniczym zakończyło się zwycięstwem podopiecznych Waldemara Wspaniałego 3:1. Tydzień później górą również byli bydgoszczanie, którzy dzięki drugiemu zwycięstwu zakończyli rozgrywki na siódmej pozycji.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved