Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Łukasz Kruk – Siatkarz, inwestor i dawca szpiku

Łukasz Kruk – Siatkarz, inwestor i dawca szpiku

fot. archiwum

Łukasz Kruk z reprezentacją juniorów wywalczył złote medale mistrzostw Europy i świata. Jako dojrzały siatkarz nie bał się zaryzykować i podpisał kontrakt z II-ligowym wówczas Treflem Gdańsk, z którym awansował do PlusLigi.

Od pewnego czasu inwestuje w nieruchomości. Wspólnie z żoną kupują, przebudowują i urządzają mieszkania, które później wynajmują. Działa w organizacji charytatywnej, promującej dawstwo szpiku kostnego. Po zakończeniu kariery sportowej najchętniej otworzyłby restaurację.

Rozgrywający Trefla Piłka Siatkowa Gdańsk nie pamięta konkretnego momentu, w którym zainteresował się siatkówką. – Siatkówka była obecna w moim życiu od zawsze – przyznaje. – Tata, Ryszard jest trenerem. Gdy byłem dzieckiem, prowadził zespół Chełmca Wałbrzych. Odkąd pamiętam, bywałem z nim na treningach, meczach. W każde wakacje, ferie jeździliśmy całą rodziną na obozy z drużyną siatkarzy .

Mógł zostać koszykarzem



Nie interesowała go piłka nożna. Chętnie grywał w koszykówkę. Były to lata ogromnej popularności tej dyscypliny i jak sam stwierdza, pewnie, gdyby nie tata, zająłby się koszykówką. Na trening, jako pełnoprawny uczestnik, przyszedł po raz pierwszy, gdy był uczniem pierwszej klasy szkoły podstawowej. – Zaczynałem z Krzysztofem Ignaczakiem. Byliśmy najmłodsi. Trenowaliśmy z chłopakami średnio o pięć lat starszymi, między innymi Krzysztofem Janczakiem – wspomina.

Łukasz szybko rósł i uczył się siatkówki. Gdy był w czwartej klasie podstawówki, miał ponad 180 centymetrów wzrostu. Od początku miał predyspozycje do gry na pozycji rozgrywającego, chociaż zdarzało mu się, głównie z racji warunków fizycznych, występować jako atakujący. – Wydaje mi się, że rozgrywający to najlepsza pozycja na boisku. Wiąże się z odpowiedzialnością i stresem, ale po to się gra, aby sobie z nimi radzić. Rozgrywający podejmuje decyzje i to jest dobre – wyjaśnia Łukasz.

Nigdy nie myślał o „przestawieniu”. Nie miał chwil załamania, zwątpienia. Ma świadomość, że wypełnia na boisku niewdzięczną i często niedocenianą przez kibiców rolę. Przyzwyczaił się przez lata do tego, że często największą odpowiedzialnością za porażkę obarczany jest właśnie rozgrywający, chociaż „obrywa się” wszystkim siatkarzom. – Trzeba przyzwyczaić się do krytyki i ją przyjmować – podsumowuje.

Szczęśliwa przygoda z Radomiem

Po raz pierwszy w zespole seniorów zagrał w barwach Chełmca jako uczeń pierwszej klasy liceum. Jest jednym z najmłodszych w historii zawodników, którzy zadebiutowali w ekstraklasie. W kolejnym sezonie trafił do Morza Szczecin, z którym zdobył brązowy medal mistrzostw Polski. Przez lata grał w wielu zespołach polskiej ekstraklasy. – Często zmieniałem kluby, ale chciałem grać, a nie siedzieć na ławce. Dlatego, gdy okazało się, że w Częstochowie mam być trzecim rozgrywającym, skazanym na siedzenie na ławce rezerwowych, skorzystałem z propozycji klubu z Bielska-Białej, który walczył o utrzymanie, ale miałem szansę na walkę o miejsce w podstawowym składzie – opowiada.

Po dziesięciu sezonach występów na najwyższym szczeblu rozgrywek zdecydował się na grę w Jadarze Radom, który zamierzał wywalczyć awans do ekstraklasy. – Nie żałuję tej decyzji. Awans wywalczyliśmy, sportowa przygoda z Radomiem się skończyła, ale zyskałem żonę – dodaje z uśmiechem.

Joannę poznał wiele lat wcześniej w Zakopanem. Podobnie, jak on, uprawiała siatkówkę i w stolicy polskich Tatr trenowała na zgrupowaniu z koleżankami z AZS Politechnika Radomska. Łukasz był na zgrupowaniu kadry juniorów. Ich drogi na kilka lat rozeszły się, ale po ponownym spotkaniu w Radomiu luźna znajomość przerodziła się w gorące uczucie, którego owocem jest córeczka Lena. – Do tej pory oboje lubimy góry i raz w roku staramy się je odwiedzić – zapewnia Łukasz.

Z Treflem do ekstraklasy

Gdy działacze Jadaru po wywalczeniu awansu zerwali z nim kontrakt, został „na lodzie”. Otrzymał propozycję z Trefla Gdańsk, drugoligowej drużyny z aspiracjami i ambitnym planem szybkiego awansu do grona najlepszych. Oprócz niego z propozycji drugoligowca skorzystał między innymi były reprezentant Polski, Jarosław Stancelewski. W składzie znalazło się wielu zawodników „z przeszłością” w ekstraklasie i pierwszej lidze. – Zbudowany został bardzo silny zespół. Wiedzieliśmy, że za rok zagramy w pierwszej lidze. Było fajnie. W trakcie sezonu przegraliśmy tylko trzy sety – mówi Łukasz.

Sezon gry w drugiej lidze wspomina z uśmiechem i pewnym sentymentem. Każdy z rywali chciał zagrać jak najlepiej przeciwko plejadzie gwiazd. Czasem w składzie gdańszczan na boisku pojawiali się zmiennicy i wtedy mecze miały niezwykle zacięty przebieg, jak zakończony zwycięstwem na przewagi w każdej partii mecz z Wilgą Garwolin. – Nazwy niektórych drużyn były bardzo egzotyczne, czasem nie wiedzieliśmy, gdzie dokładnie leżą miejscowości, w których mamy zagrać. Czasem było ciężko o mobilizację, a czasem grało się przyjemnie. Były mecze, w których wystawiałem po 20 „krótkich” do Jarka Stancelewskiego – opowiada.

W kolejnym sezonie, po kolejnych wzmocnieniach, na sześć kolejek przed zakończeniem rundy zasadniczej zapewnili sobie 1. miejsce w pierwszej lidze. Finałową rywalizację o awans do ekstraklasy wygrali bez straty seta. Pomorska drużyna dołączyła do grona najlepszych zespołów w Polsce i rozpoczęto kompletowanie składu. – Szukano rozgrywającego światowego formatu, ale ostatecznie ściągnięty został Jakub Bednaruk. Ucieszyłem się, bo wiedziałem, że z nim będzie mi łatwiej nawiązać rywalizację o miejsce w podstawowym składzie – przyznaje.

Zdaniem Łukasza Kruka , w Polsce obcokrajowcy w każdej drużynie stawiani są na piedestale. Trudno z nimi rywalizować. Uważa, że dobrym rozwiązaniem jest model przyjęty w rosyjskiej ekstraklasie, gdzie w zespole może grać tylko dwóch obcokrajowców. – Rozumiem, że obecność światowej klasy zawodników pomaga podnieść poziom klubowej siatkówki, ale zapominamy o tym, aby szkolić kolejne pokolenie siatkarzy. W przypadku rozgrywających, obawiam się, że gdy Paweł Zagumny zakończy karierę, okaże się, że nie mamy jego następców i reprezentacja będzie miała poważny kłopot – przekonuje.

Kadra… zamknięty rozdział

Nie myśli o grze w kadrze, chociaż zdobywał z reprezentacjami kadetów i juniorów medale największych imprez. Po raz pierwszy w 1995 roku, w Barcelonie brązowy medal mistrzostw Europy kadetów. W kolejnych latach, dwa złote medale Mistrzostw Europy i Świata z kadrą juniorów, pod wodzą Ireneusza Mazura.

W drużynach, które prowadził trener Mazur grałem w sumie pięć lat, z czego ostatnie dwa w reprezentacji seniorów. Miałem pecha, bo w tym czasie Zagumny i Andrzej Stelmach byli zawsze do dyspozycji szkoleniowca. Nie przytrafiło im się nawet najmniejsze przeziębienie. Ale zagrałem w dziewięciu towarzyskich spotkaniach – wspomina.

To, że nie myśli o grze w reprezentacji, nie oznacza, że chce zakończyć karierę. Wręcz odwrotnie. Chce grać jak najdłużej. Ma 31 lat i nie wybiera się na „emeryturę”. Przyznaje, że czasem myśli o przyszłości „po sporcie”. Nie planuje zostać trenerem siatkówki. Jeśli miałby związać się z uprawianą obecnie dyscypliną, to raczej jako dyrektor klubu lub menedżer.

Najchętniej otworzyłbym w Radomiu restaurację – zdradza. – W naszym domu króluje kuchnia włoska. Żona znakomicie gotuje. Ale golonka czy schabowy też pojawiają się na naszym stole. Osobiście bardzo lubię sushi, ale to dość droga przyjemność. Myślę, że sprawdziłbym się w roli restauratora .

Akcje i nieruchomości

Sport zajmuje w jego życiu bardzo wiele czasu, dlatego każdą wolną chwilę stara się spędzać z najbliższymi, żoną Joanną i córeczką Leną, która jest jego oczkiem w głowie. Mówi, że zwyczajnie nie ma na nie czasu, na hobby, a uprawiania innych dyscyplin zabraniają mu zapisy w kontrakcie. Przed kilkoma laty inwestował na giełdzie, ale to wymagało codziennego, kilkugodzinnego śledzenia kursów akcji. Dlatego pieniądze zaczął inwestować w nieruchomości.

Mamy swoją „specjalizację”. Kupujemy kawalerki i przerabiamy je na mieszkania z dwoma oddzielnymi pokojami, małą sypialnią i pokojem dziennym – wyjaśnia Łukasz. – Ja zajmuję się stroną techniczną. Wiem już gdzie postawić ściany, żeby mieszkanie stało się bardziej funkcjonalne. Nie mogę powiedzieć, że umiem projektować, ale potrafię narysować, czego oczekuję od wykonawcy .

Joanna zajmuje się dekorowaniem wnętrz. Chce, aby przygotowane do wynajęcia mieszkanie nie tylko służyło przyszłym lokatorom, ale i wyglądało efektownie.

Wyszukuję meble i różne drobiazgi w Internecie – mówi Joanna. – Nie zawsze są to starocie, ale zawsze ładne rzeczy. Do własnego mieszkania kupiliśmy na przykład indyjskie meble, tylko stylizowane na stare .

O tym, że Joanna potrafi urządzić mieszkanie, świadczy fakt, że ich domem zainteresowała się redakcja jednego z popularnych miesięczników, poświęconych wnętrzom. – Wysłałem zdjęcie ze zgłoszeniem i ostatnio gościliśmy dziennikarzy i fotografów. Przywieźli ze sobą całe mnóstwo sprzętu. Sesja trwała cały dzień, ale to było miłe doświadczenie .

Wsparcie dla potrzebujących

Państwo Krukowie zaangażowali się w akcje charytatywne. Pomagają w zbiórce pieniędzy dla chorej na białaczkę Martynki i propagują ideę rejestracji dawców szpiku kostnego.

Zaczęło się po śmierci Agaty Mróz – wyjaśnia Joanna. – Byłam na premierze filmu „Lekcja Agaty”. Poznałam jej męża, Jacka Olszewskiego i ludzi związanych z siatkarskim fanklubem honorowych dawców krwi, którzy organizowali w całym kraju zbiórkę krwi dla Agaty. Film zrobił na mnie duże wrażenie i postanowiliśmy z Łukaszem zaangażować się w działalność prowadzonej przez Jacka fundacji .

Zarówno Joanna, jak i Łukasz zarejestrowali się jako dawcy szpiku kostnego. Zachęcają do tego także innych. Pomagali w tworzeniu kalendarza fundacji. Ich córka polubiła Lilianę, córeczkę Agaty Mróz. Teraz organizują zbiórkę pieniędzy dla cierpiącej na białaczkę Martynki. – Mamy koszulki różnych zawodników, zarówno piłkarzy, jak i siatkarzy. Sporo pomogli nam Sebastian Pęcherz, Krzysiek Ignaczak i grający w Grecji Piotr Włodarczyk. Dzięki nim mamy co licytować. Wierzymy, że uda się nam zgromadzić potrzebne pieniądze, czyli 150 tysięcy euro – zapewniają pełni entuzjazmu Joanna i Łukasz.

Łukasz Kruk – Siatkarz Trefla Piłka Siatkowa Gdańsk. Ma 31 lat. Gra na pozycji rozgrywającego. Wychowanek Chełmca Wałbrzych. Były zawodnik Morza Szczecin, AZS Yawal Częstochowa, BBTS Bielsko-Biała, Stilonu Gorzów, Jastrzębia Borynia, Gwardii Wrocław, Chemika Bydgoszcz i Jadaru Radom. Od 2006 związany z Treflem. Mistrz świata juniorów (1997), mistrz Europy juniorów (1996) i brązowy medalista mistrzostw Europy kadetów (1995). Rozegrał 9 spotkań w reprezentacji Polski seniorów. Żona Joanna, córka Lena.

*Autorem tekstu jest Jerzy Stobiecki

 

528.gif

źródło: Magazyn Siatkówka

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved