Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Siergiej Tietiuchin: Nie chcę odchodzić bez złota

Siergiej Tietiuchin: Nie chcę odchodzić bez złota

fot. archiwum

Czy można powiedzieć coś nowego o człowieku, który setki razy był już bohaterem różnych publikacji? Korespondentka „Sowietskiego Sportu” udała się do Biełgorodu, aby tam porozmawiać o rzeczach, które zazwyczaj pozostają poza szerokim kadrem: o dzieciach i biznesie, o sędziach, gazie łzawiącym w Grecji i niezrealizowanych dotąd marzeniach.

Mamo, a może ja bym dzisiaj nie poszedł do szkoły? – na wszelki wypadek pyta mały Pasza . A co chcesz robić cały dzień? – Grać w siatkówkę! – bez namysłu odpowiada 8-letni syn Siergieja Tietiuchina .

 

Paszka, to prawdziwy fanatyk – opowiada Siergiej Tietiuchin. – Miał zaledwie półtora roku, a już rozmawiając z nami piłkę do koszykówki po podłodze toczył. Zamiast kreskówek oglądał mecze z udziałem Michaela Jordana. A potem przerzucił się na siatkówkę. W ciągu tych dwóch lat, które spędziliśmy w Kazaniu (nie było tam dziecięcej sekcji) sąsiadów o mało do szaleństwa nie doprowadził odbijając piłkę od ścian mieszkania. A teraz przychodzi ze szkoły, szybko zakłada dres i biegiem na salę .



 

Dzieci mamy zupełnie różne. Paszka – jest bardzo poważny, odpowiedzialny, jeśli wieczorem lekcji nie odrobi, rano sam wcześniej się obudzi. A dla starszego, Wani, najważniejsze, żeby mama nie zauważyła, że zadania nie są odrobione. W głowie u niego wrze, język wywieszony, z każdej sytuacji wyjdzie obronną ręką. Dziadek jest przekonany, że Wańka będzie rozgrywającym. Jednocześnie Wania bardzo spokojnie podchodzi do sportu. Będzie siatkarzem – to będzie, nie będzie – to nie będzie. Z kolei Pasza wyraźnie wie, że chce być sportowcem. I dla niego istnieje tylko jedno miejsce – pierwsze .

 

Nie puścić go na trening – to najgorsza dla niego kara! – śmieje się Natalia, żona Tietiuchina .

 

Za co karzecie?

 

Za dwójki. Oni nie tylko sportowcami powinni być, ale i wykształconymi ludźmi. Minęły te czasy, kiedy sportowcy mogli sobie pozwolić na bycie nieukami.

 

A w Lokomotiwie, jakie kary są praktykowane?

 

Jeśli na treningu wykonasz zagrywkę pod siatką, musisz przynieść kawę z automatu, który stoi w szatni – uśmiecha się Tietiuchin.

 

Pić kawę nauczył się Pan we Włoszech?

 

Bardziej lubię zieloną herbatę. We Włoszech żyliśmy według rosyjskich tradycji: tam również grali Jakowlew, Sawieliew, Dinejkin. A potem do mnie i rodzina przyjechała: akurat wtedy, kiedy dochodziłem do siebie po wypadku…

 

Jak Natalia dowiedziała się o wypadku?

 

Mówi, że czuła tego wieczoru, że coś niedobrego się wydarzy. A rano zadzwonili i powiedzieli o mojej niefortunnej przejażdżce – smutno uśmiecha się Tietiuchin . – My wtedy z Romą Jakowlewem mieszkaliśmy niedaleko od siebie. Postanowiliśmy się spotkać. Pojechaliśmy do Parmy, ale nie płatną autostradą – wielką, czteropasmową – tylko bezpłatną. A później – wyprzedzanie, czołowe zderzenie. Na szczęście i my i człowiek z drugiego samochodu przeżyliśmy. Mnie wtedy z kawałków składano: pokruszony łokieć, połamane palce stóp. Kilka dni po wypadku Paszka się urodził, a za miesiąc Natalia z dwójką dzieci była już u mnie we Włoszech .

 

Żona Siergieja pracuje niedaleko od niego. W tym samym rejonie Biełgorodu, gdzie znajduje się hala sportowa „Kosmos”, trzy lata temu powstał jej salon piękności. I od tamtej pory osiągnął „kosmiczną” popularność.

 

W pewnym momencie zrozumiałam, że nie dam rady być gospodynią domową – przyznaje się Natalia. – Kiedy wróciliśmy z Włoch do Biełgorodu zaczęłam myśleć, czym by się tu zająć. Nie mogę powiedzieć, że zawsze marzyłam, żeby mieć salon piękności. Tak wyszło. Myślałam o kawiarni dla dzieci. Były też inne pomysły. Trzy lata zeszły na uzgodnieniu formalności, wybudowaniu i wykończeniu budynku. Jako pierwsi w mieście zaczęliśmy wprowadzać aparatową kosmetykę. I teraz możemy nie patrzeć na wysokość kontraktu Sierioży. Gdyby coś, to biznes nas wyżywi .

 

UCIECZKA ZE SZPITALA

 

Jest Pan zadowolony z sukcesów w tym sezonie?

 

Jeśli mówi Pani o sporcie, to stosunkowo tak. Dobrze, że wygraliśmy Puchar CEV – jako jedyni z Rosjan odnieśliśmy zwycięstwo w Europie. Ale przykro, że do finału Superligi się nie dostaliśmy. A byliśmy w stanie!

 

A w rezultacie „gwiezdnym” składem (przed sezonem do „Lokomotiwu” wrócili dawni liderzy: Chamutckich, Kosariew, Tietiuchin) gracie, tylko o piąte miejsce…

 

Powinniśmy wygrać z Zenitem jeszcze w pierwszym meczu ćwierćfinału. Prawdopodobnie zmęczenie przeszkodziło: dopiero, co wróciliśmy z Grecji, gdzie zdobyliśmy Puchar CEV. Drugi mecz wygraliśmy łatwo, a w trzecim – znowu katastrofa. Kazań z kolei odwrotnie, zagrał jeden z najlepszych meczów w sezonie. W żadnym z elementów nie było braków. A my widocznie tak bardzo chcieliśmy zwyciężyć, że po prostu spaliliśmy się. Gienadij Jakowlewicz (Szypulin – główny trener Lokomotiwu Biełgorod) nawet ze szpitala uciekł, żeby być z drużyną. Hospitalizowano go z obustronnym zapaleniem płuc, powinien być 21 dni w szpitalu. A on tam spędził cztery dni – i po cichu uciekł na samolot do Kazania. Do chwili obecnej nie może wyzdrowieć – cały czas ma podawane kroplówki .

 

Szypulin wygadał się, że chce, żeby z czasem zajął Pan jego stanowisko.

 

Ohhh – ciężko wzdycha Tietiuchin . – Jeszcze w środku sezonu Szypulin zaproponował mi, żebym był grającym trenerem. To stało się po tym, jak asystent Szypulina, Brazylijczyk Marcos Miranda wrócił do ojczyzny. Odnotowaliśmy wtedy pięć, czy sześć porażek pod rząd. Uchyliłem się od rozmowy: „mam grać w siatkówkę, czy drużyną kierować?” Na dwóch stołkach nie usiedzisz. Są trenerzy, którzy i tak nie potrafią się przestawić: będąc na ławce widzą się na boisku. Na ten temat długo rozmawiałem z Władimirem Romanowiczem Alekno. Powiedział mi: jeśli będzie możliwość zacznij od razu pracować w dobrej drużynie. Żeby jakoś z głową się w to wszystko zanurzyć. Ale ja na razie nie jestem jeszcze gotów .

 

SĘDZIOWIE ODERWALI NAM GŁOWY

 

Wróćmy do finału Pucharu CEV. Mówi się, że po zwycięstwie wielu siatkarzy łzę uroniło. Przy czym wcale nie z sentymentu…

 

Rzecz w tym, że hala koszykówki w Atenach, w której odbywał się finał znajduje się obok stadionu piłkarskiego – tam w 2004r odbyła się ceremonia otwarcia olimpiady. I tak się złożyło, że po naszym meczu grał tam Panathinaikos z AEK. I widocznie piłkarscy fanatycy postanowili się „rozgrzać”. Widzowie, którzy oglądali transmisję, na pewno widzieli, jaka mgła była na hali: to kibice odpalili świece dymne. Potem, już przy wyjściu ze stadionu urządzili taką bójkę, że policja musiała zastosować gaz łzawiący. A on przez wentylację trafił do hali…

 

Tak, więc łzy nam płynęły wcale nie z radości – uśmiecha się Siergiej. – Trzeba było w czasie wręczania medali okrywać się mokrymi ręcznikami. Ale najgorsze działo się na ulicy. Jakbyśmy się na wojnie znaleźli: dookoła wybuchy i ogień… Mojej mamie zapaliły się od petardy spodnie. A za naszymi kibicami Grecy uganiali się z kamieniami .

 

Uciekli?

 

Na szczęście tak. Jakimś cudem się uratowali. Zostało im może z 15 metrów, żeby dojść do autokaru, kiedy na horyzoncie pojawił się 500-osobowy tłum. Nasi kibice oceniwszy sytuację „dali nogę”. Pobiegli do hali, żeby się tam ukryć. A w ślad za nimi poleciały palące się pochodni. Potem my już podjechaliśmy swoim autobusem i ich zabraliśmy. I hiszpańska drużyna pomogła w ewakuacji naszych kibiców. Szczerze mówiąc, ja teraz nie tylko grać, ale nawet odpoczywać w Grecji nie mam ochoty .

 

Greckim kibicom nie udało się wpłynąć na sędziów w finałowym meczu?

 

Nie. Sędziowali mecz bardzo przyzwoicie. Zdarzyły się trzy, czy cztery sporne sytuacje, ale to normalne .

 

A były takie wpadki sędziów, które decydowały o losach meczu?

 

Pewnie. I to niemało. Najbardziej przykre jest to, że poważnych uchybień dopuszczają się wykwalifikowani sędziowie, którzy sędziują olimpiadę i inne duże turnieje. Niedawno, kiedy graliśmy z „Zenitem” w ćwierćfinale, w trzecim meczu, w końcówce jednego z setów było wyraźne dotknięcie bloku. A sędzia to zignorował. Chociaż na 100% jestem przekonany, że to widział .

 

Pamiętam jeszcze jak graliśmy (trzy lata temu) w finale Superligi z Dynamo. Prowadziliśmy 2:1, czwarty mecz był u nas. Sędziowie wyraźnie byli nastawieni przeciwko Biełgorodowi. Nigdy nie widziałem, żeby nasi kibice się tak zachowywali: na boisko poleciały butelki, monet. Ale przecież bezpodstawnie się nie rozzłościli: sędziowie po prostu „odrywali” nam głowy! Niezbyt przyjemnie to wspominać, wydaje mi się, że sport jednak powinien być uczciwy .

 

Błąd sędziego można udowodnić?

 

Jeśli i można, to bardzo ciężko. Napiszesz skargę, to federacja powie, że podejmie kroki. I myślę, że na tym się wszystko zakończy .

 

Czy nie czas wprowadzić system video powtórzeń, tak jak w tenisie?

 

Najwyższa pora! Błędy sędziów trzeba ograniczyć do minimum. Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego do tej pory tego nie zrobiono. To jest zupełnie nieskomplikowane technicznie i chyba niezbyt drogie. Prawdopodobnie dla kogoś jest to niewygodne. Jak z video powtórzeniami sędziowie mogą decydować o sytuacji na boisku? Wystarczy im raz gwizdnąć w odpowiednim momencie, żeby wykończyć drużynę .

 

BAGNOLI PRZEKONAŁ MNIE, ŻE MOGĘ POMÓC REPREZENTACJI

 

Siergiej wychodzi na to, że oszukiwał Pan kibiców.

 

Ogólnie staram się być uczciwym .

 

Mówił Pan, że po igrzyskach w Pekinie Pana noga już nie postanie w reprezentacji. A tymczasem pańskie nazwisko pojawiło się we wstępnym składzie na LŚ 2009r.

 

Mówiłem – uśmiecha się Tietiuchin . – Ale wtedy rzeczywiście myślałem, że na reprezentację już nie znajdę sił. Wszystko mi się sprzykrzyło. Nie chce się odchodzić bez złota. Zostaną niezrealizowane ambicje i co ja z nimi będę robić?

 

Dlaczego my od tak dawna nie wygrywamy?

 

Cały czas czegoś brakuje. Czego dokładnie, boję się, że ani ja, ani nikt inny nie będzie w stanie określić. Może wie to Daniele Bagnoli? Nie miałem wątpliwości, że wygramy w Pekinie. A Mistrzostwa Europy w Moskwie. Finał, przechodząca piłka – skończyć ją – i złoto w kieszeni. Czego jeszcze trzeba?

 

Długo musiał nowy trener reprezentacji namawiać Pana do powrotu?

 

Jeszcze przed jego przyjazdem zdecydowałem: jeśli zawołają w tym roku – to idę. Omówiłem to z bliskim, w pełni mnie utwierdzili w tej decyzji. A potem Bagnoli mnie przekonał, że mogę pomóc drużynie. Znaleźliśmy optymalny wariant. Nie będę grał we wstępnym etapie, odpocznę trzy – cztery tygodnie. Potem dołączę do tej części drużyny, która będzie trenować w Anapie. Zagram w finale, jeśli się do niego dostaniemy, i będę się przygotowywać do wrześniowych Mistrzostw Europy .

 

To może i do igrzysk w Londynie Pan zostanie?

 

Być może. Życzenia – to morze. A czy zdrowia starczy. Wszyscy myślą: trzeba go chronić. Ale tak się nie da! Przywykłem wszystko na maksimum robić, nie żałując siebie. Odpoczywać można na urlopie, ale kiedy wychodzisz na boisko, to trzeba orać. Przy czym nie tylko w meczach, ale i na treningach. Kiedy przyjechałem do Kazania, byłem w szoku od tego, jak pracują Amerykanie – Lloy Ball i Clayton Stanley. Harują na treningach dwa razy więcej niż niektórzy młodzi zawodnicy. W reprezentacji USA podobni im „oracze” – i dlatego wygrali igrzyska. A jak pracuje Giba na treningach? U nas niektórzy myślą: teraz odpuszczę, a w finale zagram „na świeżego”. To nie przejdzie. Sprawdzone .

źródło: Sowiecki Sport, volley24.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved