Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Dlaczego Trefl rozsypał się jak puzzle?

Dlaczego Trefl rozsypał się jak puzzle?

Kazimierz Wierzbicki zbudował przed laty w Sopocie wspaniałą drużynę koszykówki. W siatkówce poległ już w pierwszym sezonie, tracąc przy tym wielką kasę. A przecież to miał być sukces sportowy i marketingowy zarazem.

Po historycznym awansie do PlusLigi właściciel firmy Trefl zabrał się do budowania drużyny. Miało być efektownie i z pompą. – Najpierw chcę wypełnić halę – opowiadał Wierzbicki. – To dlatego sięgnąłem po Łukasza Kadziewicza, który jest gwiazdą nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie.

Trefl płacił niemało, sięgał po kolejne głośne nazwiska, m.in. Serbów Bojana Janicia i Marco Samardzicia, Brazylijczyka Bruno Zanuto oraz polskiego mistrza Włoch w barwach Itasu Trentino Jakuba Bednaruka. Nie wziął jednak trenera, który mógłby zapanować nad wspomnianymi gwiazdami. Niemal każda z nich to charakterki, które pamięta większość polskich szkoleniowców. 35-letniemu, niedoświadczonemu Wojciechowi Kaszy to się nie udało. Po przyzwoitym początku ligi drużyna przegrywała mecz za meczem, w dodatku jeszcze przed inauguracją groźnej kontuzji doznał Zanuto, który miał być największą siłą ataku Trefla.



Spokojnie, wyjdziemy z dołka – pocieszał się Wierzbicki, ufając ciągle Kaszy. Na zmianę trenera zdecydował się dopiero pod koniec rundy zasadniczej. Chętnych na to stanowisko było jak na lekarstwo, zdecydował się w końcu nieznany bliżej młodszym kibicom Jerzy Strumiło, który ostatnie lata spędził w Belgii i Turcji.

Piątkowe spotkanie z Jadarem Radom było dla Trefla walką na śmierć i życie. Ale gdańszczanie tak nie podeszli do sprawy, może poza swoim szefem. Ten podenerwowany był od początku, choć starał się trzymać fason. Przed spotkaniem podarował jeszcze trenerowi rywali puzzle, produkt firmowy Trefla, a później uciekł na trybuny, gdzie w spokoju chciał obejrzeć pierwszej zwycięstwo od 15 spotkań.

W barażach gra się do czterech zwycięstw. W pierwszym meczu w Radomiu wygrał Jadar 3:1. – Nie pękniemy, utrzymamy ligę dla Gdańska – zapowiadał Strumiło.

Spotkanie było słabe, ale Trefl zaczął dobrze. Wygrał pierwszego seta, w drugim miał dwie piłki setowe, ale poległ w końcówce. Mimo że sytuacja nie była zła, siatkarze tego klubu nie zachowywali się jak drużyna. Nawet po wygranej piłce Kadziewicz potrafił posprzeczać się z Krukiem. Z obcokrajowcami nie było lepiej – Zanuto też kilka razy burczał kolegom pod nosem. Drużynie nie pomógł również trener, który przy stanie 6:12 stwierdził, że set może już jest przegrany, ale można wygrać kolejnego. Kadziewicz zaś w trzecim secie, kiedy przy stanie 7:16 przed zagrywką podbijał sobie piłkę głową, po czym zaserwował w siatkę…

To jest praktycznie koniec marzeń Gdańska o wielkiej siatkówce, bo dwa kolejne mecze rozegrane zostaną w Radomiu. Zamiast sukcesów i pełnych trybun został kac i wydrenowana kieszeń Wierzbickiego. Właściciel nic nie powiedział po przegranym spotkaniu, bo uciekł z hali.

Dyrektor Trefla Wojciech Kubicki z niedowierzaniem kręcił głową. – Nie umiem odpowiedzieć, jak drużyna z Kadziewiczem, Samardziciem, Zanuto, Krukiem, Bednarukiem, a wcześniej Janiciem może nie utrzymać się w lidze? Zadaję to pytanie od wielu tygodni. Nikt nie umie tego wytłumaczyć.

*Autorem tekstu jest Przemysław Iwańczyk

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2009-03-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved