Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Ateński marsz Siergieja Tietiuchina

Ateński marsz Siergieja Tietiuchina

W weekend w stolicy Grecji odbędzie się Final Four Pucharu CEV mężczyzn. Wśród uczestników jest biełgorodzki „Lokomotiw”. O tym, z jakimi nastrojami udaje się do Aten rosyjska drużyna opowiedział jej kapitan, Siergiej Tietiuchin.

Siergiej, pan już trzykrotnie – w składzie „Lokomotiwu” Biełgorod i kazańskiego „Dynama TatTransGaz” – wygrywał Ligę Mistrzów. Ma pan medale z olimpiad i z innych ważnych turniejów. Nie mniej utytułowani są Pana koledzy z „Loko” – Wadim Chamutckich i Aleksander Kosariew. Czy dla was Puchar CEV to naprawdę poważne zawody?

Oczywiście. Wygrywać chce się zawsze, bez względu na to, w jakich zawodach się gra. Tym bardziej, że nasza drużyna w Pucharze CEV na razie jeszcze nie wygrywała, więc tym bardziej dołożymy wszystkich sił, żeby wypełnić tę lukę. A ateński finał zakończy sobą pewien etap w życiu naszej drużyny. Na początku sezonu postawiono przed nami trzy olbrzymie zadania: udanie wystąpić w Pucharze Rosji, w Pucharze CEV i mistrzostwie Rosji. Niestety do finału Pucharu Rosji nie udało się nam dostać, ponieważ na początku sezonu mieliśmy pewne problemy. Ale potem już sprawy ułożyły się pomyślnie i w Pucharze CEV zakwalifikowaliśmy się do ostatecznego etapu. Uważam, że w tej chwili mamy duże szanse, żeby wygrać to trofeum.



Tylko, że „Final Four” odbywa się w Atenach z udziałem miejscowej drużyny – „Panathinaikosu”. Brzemienne może być w skutkach to, że sędziowie, tak jak to bywa w Grecji prawie zawsze biorą stronę gospodarzy. A i greccy kibice słyną, z nieposkromionego zachowania. Jesteście w stanie sobie z tym poradzić?

Nie mamy wyboru. A to, że sędziowie w Grecji stale gwiżdżą na korzyść gospodarzy, to rzeczywiście prawda. Sam się z tym zetknąłem. A i z trybun na boisko bez przerwy coś leci – monety, zapalniczki, papiery. Nam się, co prawda udało i w pierwszym meczu gramy nie z „Panathinaikosem” tylko z hiszpańską „Unicają”. Tak, że z Grekami, jeśli się spotkamy to tylko w drugim meczu. Mam nadzieję, że finałowym.

Nawiasem mówiąc, Biełgorod także pretendował do przeprowadzenia „Final Four”.

Tak. I z tego, co mówiono mieliśmy prawie 100% szanse na zorganizowanie tego turnieju. Tym bardziej, że Biełgorod ma pomyślne doświadczenia w przeprowadzeniu finału Ligi Mistrzów. Ale władze Europejskiej Konfederacji Siatkówki podjęły decyzję na naszą niekorzyść.

A jak pan myśli, dlaczego wybrano Ateny?

O ile mi wiadomo, prezydent Europejskiej Konfederacji Siatkówki, Andre Meyer obiecał Grekom, że jeśli ich klub trafi do decydującego etapu, to zdobędą oni prawo do przeprowadzenia „Final Four”. I tak to wyszło.

W dwa dni po powrocie z Grecji czeka was pierwszy ćwierćfinałowy mecz rundy play-off z kazańskim „Zenitem”. Zdążycie odpocząć?

Normalnie, pewnie nie. To w ogóle jest nienormalna sytuacja, że trzeba grać w takim trybie. Błąd popełniła nasza federacja i ludzie, którzy układali kalendarz rozgrywek. Przecież daty finałów europejskich pucharów były znane wcześniej. Ale stało się tak, jak się stało i teraz po Atenach czeka nas Kazań.

Właściwie mogliście pierwszy mecz przeciwko „Zenitowi” grać u siebie w Biełgorodzie, gdybyście w ostatnim meczu regularnej fazy rozgrywek Superligi na swoim boisku pokonali „Fakieł”. „Lokomotiw” wygrał pierwszego seta, ale ostatecznie mecz przegraliście. Co było przyczyną porażki?

Zmęczenie. Ciężko jest grać na dwa fronty – w europejskich pucharach i w Superlidze. Do tego mamy w drużynie niemłodych zawodników. Są także zbyt młodzi gracze, którym również trudno jest grać w takim reżimie. Ale robić tragedii z tej porażki nie warto. Na wyjeździe też można zwyciężyć.

A nie dziwi pana fakt, że „Fakieł”, w składzie, którego nie ma znanych gwiazd zajął w regularnej fazie rozgrywek pierwsze miejsce?

Nie. To bardzo solidna drużyna z dobrym składem i świetnym trenerem Borysem Kolczinsem, jednym z najbardziej doświadczonych w Rosji. On potrafi mądrze przygotować swoich podopiecznych.

Wróćmy do „Zenita”. To, że pan, a także Aleksander Kosariew i Wadim Chamutckich jeszcze niedawno graliście w składzie kazańskiej drużyny pomoże wam w nadchodzącym ćwierćfinale?

Chyba nie. Prędzej może zaszkodzić. Miejscowi kibice zawsze wspaniale nas traktowali, atmosfera jest tam dobra. Mogą się pojawić zbyteczne emocje… Ale myślę, że sobie poradzimy.

W tym sezonie „Lokomotiw” już dwukrotnie pokonał „Zenit” – u siebie i na wyjeździe. Przewaga jest po waszej stronie?

Te zwycięstwa nie mają żadnego znaczenia. Play-offy – to coś zupełnie innego. Tutaj jest szczególny nastrój, emocje, atmosfera. I sukces przychodzi do tych, którzy mają charakter. I tam gdzie jest prawdziwa drużyna.

*Tłumaczenie – Krystyna Kula, volley24.pl

źródło: volley24.pl, volleyservice.ru

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Więcej artykułów z dnia :
2009-03-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved