Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Po bloku: Przyczyny upadku Ikara

Po bloku: Przyczyny upadku Ikara

fot. archiwum

W piątek rano pogoda była wyjątkowo paskudna. Niebo płakało deszczem pomieszanym ze śniegiem, a wiatr przenikał do szpiku kości. Jednak ludzie śpieszyli normalnie do pracy, sklepy były otwarte a radio nadawało muzykę rozrywkową.

Nikt nie zauważył, że oto pognębione zostały dotkliwie nasze siatkarskie europejskie aspiracje.

Nie opuszczono flag do połowy masztów po odpadnięciu naszych zespołów w ćwierćfinałach siatkarskiej Ligi Mistrzów, nie rozkołysały się żałobnym tonem dzwony jasnogórskie, nie przestały bić na czas smutku źródła wody mineralnej w Muszynie. Milczał pan prezydent, tak skory do celebracji różnych narodowych klęsk, a ministerstwa spraw zagranicznych zaprzyjaźnionych państw nie przesyłały nam depesz kondolencyjnych. Ot, zupełnie jak na obrazie Breughla „Upadek Ikara”: życie toczy się dalej, a porażki sportowe (bo chyba przypadek Ikara można potraktować jako pierwszy sportowy lot na orientację), nawet bolesne, są jedynie małym fragmentem rzeczywistości, obchodzącym tak naprawdę tylko część społeczeństwa, i to wcale nie tę największą. Prawdę tę zrozumiano dobrze i w Częstochowie i w Muszynie, kwitując porażki bez narzekań na zły los, na sędziów, publiczność czy dziennikarzy i cyklistów. Cóż, tym razem przeciwnik był lepszy, my robiliśmy błędy i cześć. Następnym razem może będzie lepiej. Proste? Nie do końca.

Okazuje się bowiem (a przynajmniej tak stoi w wypowiedziach prasowych) że nie wszyscy nasi pucharowi reprezentanci przegrali wskutek mniejszych umiejętności, braku należytej koncentracji, czy wreszcie nie do końca trafionego doboru kadry czy trenerskich omyłek. Takie prozaiczne przyczyny są udziałem li tylko siatkarskiego plebsu, który tak czy inaczej skazany jest na nieuchronną porażkę. Najlepsi nie przegrywają z tak błahych powodów, przyczyny ich niepowodzeń są głębsze i, co najważniejsze, absolutnie od nich niezależne. No bo cóż może poradzić najlepszy nawet, budowany za należności z tytułu świadczonych w pocie czoła usług marketingowych zespół, kiedy z powodu słabości ligi zmuszony jest do ciągłej gry ze słabeuszami? Jak w warunkach braku oporu lokalnych przeciwników wykuć błyszczącą jak japoński miecz formę, która pozwoli na pokonanie drużyny z moskiewskiego przedmieścia, na co dzień walczącą z takimi mocarzami europejskich parkietów jak Metaloinvest (o średniej wieku około 20 lat), Jugra Samotłor, Jarosławicz, Ural Ufa czy Lokomotiw Nowosybirsk? Po prostu nie da rady. O ile zespoły klubow grających w Pus Lidze nie zrozumieją potrzeb ikony polskiej siatkówki i radykalnie nie wzmocnią składów, co wreszcie podniesie poprzeczkę zmagań ligowych na wyższy poziom, nie ma co marzyć o sukcesach aktualnego (i chyba przyszłego) mistrza Polski w europejskich pucharach. Sądzę więc, że niezbędne jest natychmiastowe wysłanie przez władze PLS do wszystkich klubów okólnika, w którym zaleci się natychmiastowe dokonanie odpowiednich transferów oraz podniesienie poziomu gry, pod sankcją wykluczenia z rozgrywek oraz stosownych kar finansowych. Dopuszczenie do gry będzie możliwe wyłącznie po przedstawieniu pisemnego zobowiązania w zakresie utrzymania tegoż jej poziomu, który będzie oceniała komisja w składzie analogicznym do tego, który dokonywał wyboru aktualnego selekcjonera.



Ważne jest również zdrowie psychiczne zawodników walczących o finałowy turniej Ligi Mistrzów. Nie da się bowiem ukryć, że pomimo słabego oporu przeciwników w rozgrywkach krajowych (co powoduje skutki jak wyżej), gracze naszego czołowego zespołu grają pod nieustanną presją psychiczną. Przyczyn owej presji psychicznej nie określono, przez co utrudnione jest dobranie stosownych środków zaradczych, ale stosując się do podstawowych zasad logiki myślę, że należałoby już przed rozpoczęciem rozgrywek ligowych i pucharowych przyznać naszym bohaterom stosowne tytuły (oczywiście na piśmie), co z pewnością zdejmie z nich dużą część presji psychicznej spowodowanej małą, ale jednak niepewnością co do końcowych wyników tychże rozgrywek, zobowiązując jednocześnie wszystkie pozostałe drużyny, aby w meczach z wyłonionym w ten sposób tryumfatorem dawały z siebie naprawdę wszystko, stawiając opór do ostatniego tchu. Wielkość wysiłku przeciwników będzie komisyjnie mierzona za pomocą zdalnie odczytywanych wskaźników (tętno, ciśnienie, oddech, zakwaszenie organizmu) a zespoły wykazujące się zbyt niskimi wskaźnikami będą karane administracyjnie. W ten sposób zagwarantujemy osiągnięcie maksymalnej formy sportowej przy minimalnej presji psychicznej. Innego rozwiązania tego zagadnienia doprawdy nie widzę.

Niezbędne jest także spowodowanie zmiany nastawienia przeciwników w pucharowych spotkaniach. Ostatnio zdarzyło się bowiem, że widząc niemoc mistrza Polski w kończeniu pierwszego ataku, złośliwie przestali stosować zagrywkę trudną na rzecz wyłącznie łatwej, co było ewidentnym chwytem poniżej pasa, ponieważ wszelkie analizy wykazywały niezbicie że kto jak kto, ale Rosjanie stosują zagrywkę wyłącznie trudną, i na zagrywkę trudną była ustawiona cała taktyka zespołu. O takich sprawach winno się uprzedzać przed meczem, ponieważ nie można wymagać od pochłoniętego już sprawami reprezentacji narodowej trenera, aby na bieżąco reagował na jakieś widzimisię przeciwnika. I należy przy tym twardo obstawać, nawet jeżeli pod drugiej stronie siatki stoi koalicja rosyjsko – niemiecka, która, jak wiadomo ciągle nam bruździ już od czasów wojen północnych. Bez wprowadzenia tak elementarnych zasad rywalizacji nie można nawet marzyć o znaczących sukcesach.

Ze swojej strony dorzuciłbym jeszcze niedozwolone praktyki lekarskie, polegające na medycznym wspomaganiu w formie wycinania wyrostka robaczkowego, przez co borykający się przez cały sezon z wahaniami formy Paweł Abramow gra potem jak z nut, i to właśnie w meczu z Polakami. Praktyki takie winny być zakazane z urzędu i ścigane przez Komisję Antydopingową, chyba że w polskiej drużynie większość zawodników wyrostki jeszcze posiada i wycinanie ich indywidualne lub grupowe mogłoby być na zasadach benchmarkingu używane do budowania formy.

Pora na konkluzję. Zatem, niechże mi wybaczą włodarze klubu, o którym mowa, że ich tak na śmiech podaję. Ale należy zawsze pamiętać, że granica między wielkością i śmiesznością jest wyjątkowo cienka, dlatego balansowanie na jej krawędzi nie należy do bezpiecznych. Nikt nie zaprzeczy, że lepszego zespołu w Polsce aktualnie nie mamy, więc w przypadku jego porażek zbędne jest szukanie skomplikowanych i zatrącających o cały świat usprawiedliwień, bo porażki te bolą wszystkich kibiców siatkówki. Zbędne jest również szukanie wyimaginowanych wrogów i ukrytych spisków. Siatkówka to sport jak inne, więc ważniejsze jest wyciąganie wniosków z niepowodzeń i doprowadzenie wreszcie do sytuacji, kiedy polska drużyna podniesie w górę ten najcenniejszy klubowy puchar. I proszę mi wierzyć, w takiej chwili, w tej jednej, jedynej chwili będzie ona bez wątpienia dobrem narodowym. Bez wątpienia, jak również bez nalegania na uznanie tego faktu jako prawdy objawionej i jedynie słusznej.

Napisz do autora: andrzej.karbownik@siatka.org

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, Po bloku

Więcej artykułów z dnia :
2009-03-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved