Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Daniele Bagnoli: Wchodzę w rosyjską mentalność – cz. II

Daniele Bagnoli: Wchodzę w rosyjską mentalność – cz. II

Przedstawiamy czytelnikom Strefy Siatkówki drugą część wywiadu z aktualnym terenem reprezentacji Rosji w siatkówce, Daniele Bagnoli, z którego dowiadujemy się, czy w siatkówce możliwe jest rosyjskie panowanie.

Czy dwa sezony, spędzone w Rosji, mocno zmieniły pańskie wyobrażenie o rosyjskiej siatkówce?

Teraz rozumiem, że kiedy dopiero zaczynałem pracę w Dynamie, to praktycznie niczego nie wiedziałem o waszej siatkówce. Nie mogę powiedzieć, że teraz wiem wszystko. Ale przez ten czas zmieniłem punkt widzenia na wiele spraw. Nawisem mówiąc, w tym samym okresie siatkówka rosyjska zrobiła odczuwalny krok naprzód. Poziom Superligi znacząco wzrósł – a to jeden z głównych warunków postępu. Boję się tylko, aby kryzys finansowy nie zahamował tego procesu. Będzie bardzo szkoda jeśli kluby, w których i tak nie było wiele pieniędzy, ale które w ostatnim czasie zaczęły stwarzać liderom poważną konkurencję, znowu wycofają się na poprzednie pozycje. A takie ryzyko, jak słyszałem, istnieje.



Włoskie podejście do siatkówki mocno się różni od rosyjskiego. W „sbornej” zamierza pan zmieniać nasz system, czy raczej dostosowywać się do niego?

Przecież ja już dwa lata wchodzę w rosyjską mentalność. I z każdym nowym krokiem lepiej i lepiej rozumiem, jak wpływać na rosyjskich graczy. We Włoszech siatkarz jest zdolny do utrzymywania maksymalnego stopnia koncentracji przez całe 2,5 godziny treningu, tutaj to praktycznie niemożliwe. Nierzadko się słyszy: „No przecież to tylko trening, coach, a nie prawdziwy mecz”. Nie mówię o wszystkich. Ale mimo to nie przestaję powtarzać; dopóki gracz widzi dużą różnicę pomiędzy meczem a treningiem, niczego nie osiągnie. Powinno się angażować tak, jakby grało się rozstrzygający mecz. Inaczej, jeżeli będzie naprawdę potrzeba, nie zagra się tak. Oczywiście, nie można stawiać znaku równości pomiędzy klubem a reprezentacją. W wielu nawet bardzo silnych rosyjskich klubach nie ma realnej konkurencji pomiędzy pierwszą szóstką a pozostałymi zawodnikami. To prowokuje dekoncentrację na treningach. Jednak w reprezentacji, to obiecuję, ta sprawa będzie wyglądała inaczej. Albo siatkarze od razu zrozumieją, że powinni zapomnieć o klubowym przymykaniu oczu, do którego przywykli, albo usiądą na ławce.

Nie boi się pan, że tak ostre słowa będą chłodno przyjęte przez wielu kandydatów do „sbornej”? I nie boi się pan problemów we wzajemnych stosunkach z rosyjskimi kolegami? W naszym kraju niechętnie przyjmuje się obcych. W swoim czasie wywierane na siebie naciski odczuwali i David Blatt, i Guus Hidddink – zagraniczni trenerzy reprezentacji Rosji w koszykówce i piłce nożnej.

Ja, jeżeli szczerze, jeszcze do końca nie zrozumiałem, co właściwie sądzą o mnie rosyjscy trenerzy. Ale proszę mi wierzyć, nie jest to dla mnie problemem: włoska siatkówka z okresu „złotych” lat 90 – tych rosła wyłącznie dzięki specjalistom zagranicznym…

Ma pan już receptę, jak wygrać mistrzostwa Europy 2009 w Turcji?

Mam. A takie same recepty mają trenerzy Bułgarii, Polski, Włoch, Hiszpanii.. Silnych drużyn, które chcą zostać mistrzem Europy jest dużo. A złoto zawsze jest tylko jedno. I droga do zwycięstwa jest także jedna. Codzienna, męcząca praca. I jeszcze zrozumienie przez każdego członka „sbornej” tego prostego faktu, że równocześnie z nim tak samo pracują również konkurenci. Można ich wyprzedzić tylko wtedy, jeżeli wykona się swoją pracę lepiej. Nie tylko na samych mistrzostwach Europy, ale również w trakcie przygotowań do nich. Właśnie ona wszystko wstępnie określa.

Liga Światowa, gdzie konkurentami Rosji będą właśnie te drużyny, z którymi przyjdzie jej potem spotkać się w Turcji to jeden z etapów tych przygotowań?

W jakimś stopniu tak. I uwzględniając, że na mecze Ligi można zgłosić 14 graczy, latem w Anapie będzie trenować 28 siatkarzy. Nie wszyscy z nich zostaną zgłoszeni do turnieju. Ale obie grupy będą traktowane równorzędnie i trenować według takiego samego schematu. A ilu siatkarzy będzie kontynuowało jesienią przygotowania do mistrzostw Europy, na razie nie wiadomo. Nawiasem mówiąc, po turnieju finałowym LŚ czeka nas jeszcze turniej kwalifikacyjny do mistrzostw świata 2010. Na pewno jedna grupa będzie grala tam, natomiast druga pojedzie na Puchar Prezydenta Kazachstanu.

Czy to prawda, że zamierza pan prosić federację o zmianę systemu rozgrywek ligowych mając na uwadze dobro reprezentacji?

W tym sezonie żadnych nowinek już nie będzie. A odnośnie przyszłego sezonu istotnie mam parę propozycji. Dotyczą one turniejów o 9 – 12 miejsce i walki w play–off o 5 miejsce. Między innymi chciałbym, aby kluby, które przegrały w seriach ćwierćfinałowych przerywały walkę w lidze. Lub, co najmniej, kandydaci do reprezentacji grający w tych klubach po takiej porażce od razu byliby urlopowani.

Jak dotąd ani raz nie poruszyliśmy jeszcze tematu pekińskiej olimpiady. Jak pan ocenia wynik osiągnięty tam przez reprezentację Rosji?

Nie można mówić tylko o olimpiadzie. Na rok przed nią były jeszcze mistrzostwa Europy, gdzie Rosjanie byli bardzo blisko złota, ale przegrali finał z Hiszpanią. W Pekinie również mogli pokonać w półfinale reprezentację USA. To był najpiękniejszy mecz turnieju. I po wyniku 13:15 w breaku odczuwanie pewnego niespełnienia jest w pełni usprawiedliwione. Tu właśnie jest czas, aby wrócić do problemu mentalności. Chcę dać do zrozumienia rosyjskim siatkarzom: tę jedyną, decydującą piłkę można „wyrwać” w najróżniejszych miejscach. W obronie, w jakimś wybiegu taktycznym, w ataku – chytrym, a nie obowiązkowo silnym. Jednak modelować takie sytuacje należy wyłącznie na treningach. Właśnie dla tej jednej, decydującej piłki zawodnicy wylewają tam pot.

W finale ME 2007 z Hiszpanami nasza reprezentacja również przegrała tie – break – 14:16. I takich pechowych porażek ma w swojej historii mnóstwo. Wychodzi na to, że nie są one przypadkowe?

Dla mnie to oczywiste. Tak, to prawda – ostatnia piłka jest najtrudniejsza. Ale nie ma w niej nic przypadkowego. W Rosji przywykło się myśleć, że jej aktualne reprezentacja jest najmocniejsza na świecie. Ale Włosi, którzy jak gdyby utracili pozycję lidera, dalej wygrywają tę ostatnia piłkę daleko częściej niż Rosjanie. Koncentracja – to najważniejszy czynnik każdego sukcesu. Bez niej nie ma wiary w zwycięstwo. I nie można, przegrywając w tie – breaku 13:15 cieszyć się mylą, że wygrało się brąz. Należy zawsze myśleć, że przegrało się pierwsze miejsce. Trzecie miejsce jest udziałem tych, którzy nie są gotowi do walki o złoto. A rosyjska „sborna” powinna być do tego gotowa. Szczególnie przy stanie 13:13 olimpijskiego półfinału z Amerykanami. Innymi słowy: chcieć wygrać, to nie najważniejsza sprawa. Wszyscy chcą. Trzeba być gotowym do zwycięstwa. I do tego, że dla niego trzeba wiele poświęcić.

U pana w Dynamie gra Semen Połtawski, jeden z najbardziej utalentowanych siatkarzy świata, który do tej pory nie wykorzystał do końca swego potencjału. W duże mierze z powodu problemów w stosunkach z trenerami. Nie boi się pan, że również w „sbornej” będzie z nim niełatwo? I kogo w Dynamie może pan wymienić jako wzór do naśladowania w sferze stosunku do treningów?

Drugi rok próbuje objaśnić Połtawskiemu ważność tej samej decydującej piłki, o której tylko co rozmawialiśmy. Nie mogę nazwać Semena człowiekiem niereformowalnym, ale… Co się tyczy drugiej części waszego pytania, to na myśl przychodzi mi od razu Jurij Bierieżko. Jego mentalność jest maksymalnie bliska modelowi włoskiemu. Na treningach zawsze daje z siebie wszystko, co tylko ma, a czasami nawet więcej. Przy czym proszę nie zrozumieć tego tak, że jest to krytyka pod adresem pozostałych zawodników Dynama. Po porostu o pewnych problemach, jeżeli maja one miejsce, należy mówić głośno. Ja w każdym razie patrzę w przyszłość z optymizmem.

Interesuje pana, kto będzie pańskim zastępcą w Dynamie? I czy ważne jest, aby system treningowy w klubie nie uległ zmianie?

Najważniejsze aby tutaj był dobry trener. A system treningowy winien być przede wszystkim nowoczesne, a nie koniecznie mój. Przy czym nie tylko w Dynamo, ale we wszystkich rosyjskich klubach. Jeżeli już próbować osiągnąć postęp w mentalności, to u wszystkich równocześnie. Opierając się ma międzynarodowej siatkarskiej kulturze. Nasze postrzeganie sportu stopniowo się rozwija. Proszę mi wierzyć, że od czasu kiedy Rosja uczyła cały świat jak grać w siatkówkę wiele się zmieniło. Technika, szybkość gry, taktyka – wszystko! Dlatego nie można opierać się na tym, co dawało wyniki 30 lat temu. Trzeb wiedzieć, jak się dzisiaj trenuje i w Brazylii, i we Włoszech, i w Polsce. Aby brać od konkurentów to, co najlepsze i obracać to przeciw nim samym. Oczywiście, jest też inna droga. Kiedyś, w latach 70- tych, Japonia samodzielnie dokonała rewolucji w światowej siatkówce. I, uznając że to już wystarczy, zamknęła się całkowicie przed światem. Od tego czasu gra Japończyków, kiedyś pozwalająca nawet na zdobywanie olimpijskiego złota prawie się nie zmieniła. I gdzie oni teraz są, ci Japończycy?

Czy triumfatorzy z Pekinu, Amerykanie, mogą zacząć zwyciężać na wszystkich turniejach tak jak przed nimi Brazylijczycy, a jeszcze wcześniej Włosi? I czy jest możliwe ustanowienie na świecie innej „dynastii” – rosyjskiej?

W zeszłym roku reprezentacja USA dokonała cudu. I nie wierzę, że będzie miała miejsce kontynuacja. W składzie tej drużyny było tylko trzech wyróżniających się graczy – Вall, Stanley i Priddy. Wszyscy pozostali to poziom średni. Tak więc w Pekinie zwyciężyły nie nazwiska, a amerykańska mentalność. Ten „system”, który stworzył jeszcze w latach 80 – tych Doug Beal, i który potem stosowały i Włochy, i Brazylia i Serbia. Oparty na sprowadzonym praktycznie do granic możliwości słabych i silnych stron przeciwnika oraz najsroższa dyscyplina taktyczna. Ale przy takim doborze wykonawców reprezentacja USA mimo wszystko jest bardzo wrażliwa na ciosy. Co do Rosji.. Przed mówieniem o nowej erze najpierw potrzebne jest najpierw jedno wielkie zwycięstwo. Przesłanki po temu są. Pozostaje Przy czym nie zamierzam robić z Rosjan Brazylijczyków lub Włochów. Boże uchowaj. Ale musimy koniecznie wziąć od innych wszystko co najlepsze, połączyć z tym wszystkim, co jest najlepsze w Rosji – a jest niemało – i przestać na koniec pojmować siatkówkę jako grę wyłącznie atletyczną. Dziś jest daleko ważniejsze unikanie błędów, niż mocne uderzanie piłki. To należy wyjaśnić raz na zawsze.

Mieszkając w Moskwie często tęskni pan do Włoch?

Nie. Żadnej nostalgii. Moja rodzina czuje się tu po prostu wspaniale. A Włosi to w ogóle naród emigrantów. Łatwo przysposabiamy się do każdej kultury.

Ma pan już ulubione miejsca w rosyjskiej stolicy?

Nie jestem wielbicielem clubbingu. I czasu nie ma. Tak jak i na zwiedzanie miasta, czym chcę się zająć podczas następnej zimy, po mistrzostwach Europy. Ale, oczywiście, mam w Moskwie swóją ulubioną pizzerię. Jakże Włochowi bez tego? (śmiech).

Udaje się panu czasem porozmawiać z trenerem koszykarskiej drużyny CSKA, Ettore Messiną, który jest podobno pańskim dobrym znajomym?

Tylko przez telefon. Widzieliśmy się tylko parę razy – w tej samej pizzerii. Ale to były przypadkowe spotkania.

Czy podziela pan pogląd, że włoska kuchnia jest najlepsza dla sportowców?

Dla mnie kuchnia włoska jest jednym z symboli mojej ojczyzny. Żyć bez niej nie mogę. Chociaż Błaga często przygotowuje mi rosyjskie dania. Lubię wszystkie rodzaje zup. I jeszcze przyzwyczaiłem się w Moskwie do czerwonego kawioru. I tylko wina i makaronu uznaję wyłącznie włoskie.

Są w Rosji rzeczy, do których do tej pory nie może pan przywyknąć?

Tutaj jest mało słońca. I ogromne korki. Ale tak na pewno odpowiadają wszyscy cudzoziemcy. Za to w Moskwie wszędzie można palić. Dla mnie to wielka radość. We Włoszech z miejscami do palenia jest dużo trudniej.

Jak daleko jest pan na drodze nauki języka rosyjskiego?

Niedaleko – to fakt. (śmiech). Ale żona biegle mówi po włosku. Za to nauczyłem się już wszystkich rosyjskich liter. Dlatego łatwo przychodzi mi czytanie treści drogowskazów w metrze.

А jeździ pan metrem?

Oczywiście. Lepszego sposobu na walkę z moskiewskimi korkami nie ma. Nawiasem mówiąc, byłem olśniony pięknem waszej kolei podziemnej. Byłem w metrze w Tokio, Sankt – Petersburgu, ale takiego nie widziałem nigdzie. W ogóle naród rosyjski jest bardzo utalentowany. I w swojej historii stworzył znacznie więcej przedmiotów do dumy, niż inne narody, mieniące się bardziej rozwiniętymi.

W metrze często pana poznają?

Bywają przypadkowe spotkania. Ale zwykli przechodnie nie. Może po tym wywiadzie ktoś w końcu poprosi o autograf?

*Autor: Aleksiej Biezjazycznyj, Władimir Możajcew

Tłumaczenie i opracowanie: Andrzej Karbownik

źródło: inf. własna, Sport Express

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Więcej artykułów z dnia :
2009-03-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved