Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Leszek Dejewski: W duszy jestem i pozostanę siatkarzem

Leszek Dejewski: W duszy jestem i pozostanę siatkarzem

fot. archiwum

Leszek Dejewski już ćwierć wieku związany jest z klubem z Jastrzębia. Tutaj grał jako siatkarz, tutaj również kończył zawodową karierę. Obecnie jest drugim trenerem Jastrzębskiego Węgla. - W duszy jestem i pozostanę siatkarzem - podkreśla asystent Roberto Santilliego.

Pamięta pan kiedy po raz ostatni miał na sobie koszulkę z numerem i krótkie spodenki?

 

Leszek Dejewski : – W zeszły czwartek (śmiech). Przez cały czas w większym, czy mniejszym stopniu staram się uprawiać sport. W Jastrzębiu gram w Amatorskiej Lidze Siatkówki, gdzie co dwa tygodnie rozgrywamy spotkania. Czynny udział biorę również w Mistrzostwach Polski Oldbojów. W tej imprezie występuję od momentu, kiedy osiągnąłem wiek oldboja. Mogę się pochwalić, że nasze miasto, jako jedyne brało udział we wszystkich tego typu rozgrywkach, będąc jedną z czołowych drużyn MPO .



 

Zatem może zapytam inaczej, pamięta pan swój ostatni mecz, w którym grał zawodowo?

 

Tak, było to w 2001 roku w meczu o brązowy medal z Czarnymi Radom. Na dwie ostatnie akcje na boisko wpuścił mnie trener Jan Such. Wtedy wiadomo już było, że po tym sezonie zakończę zawodowe granie w siatkówkę .

 

A teraz przyglądając się grze siatkarzy Jastrzębskiego Węgla nie ma pan ochoty ściągnąć butów z kołka i wbiec na boisko?

 

Oczywiście, że są takie momenty. W duszy jestem i pozostanę siatkarzem, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że mój czas już minął i nie miałbym czego szukać na boisku .

 

To wróćmy do początku. Dość późno rozpoczął pan przygodę w siatkówką?

 

To prawda. W siatkówkę zacząłem grać dopiero w ósmej klasie szkoły podstawowej w rodzinnym Bielsku-Białej. Moim pierwszym trenerem był pan Wiktor Krebok prowadzący zespół BBTS-u Włókniarz Bielsko-Biała. Można powiedzieć, że był on moim siatkarskim ojcem, który po trzech latach gry na Podbeskidziu wziął mnie ze sobą do Jastrzębia .

 

Minęło sporo czasu, czy znajomość z trenerem przetrwała?

 

Tak, do dziś utrzymujemy bardzo ciepłe stosunki. Spotykamy się przy okazji różnych spotkań i zjazdów trenerskich .

 

Czyli przez pański życiorys przewinęły się tylko dwa kluby – BBTS i KS Jastrzębie?

 

Dokładnie. W maju minie 26 rok pracy w Jastrzębiu z roczną przerwą w Turcji w zespole Emlak Bank Ankara .

 

Jak się pan znalazł w Turcji?

 

W 1991 r. po zdobyciu brązowego medalu mistrzostw Polski postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. Nadarzyła się okazja wyjazdu do Turcji. W zdobyciu kontraktu bardzo pomógł mi ówczesny trener Jastrzębia, pan Orlikowski. Wtedy z Polski wyjechało sześciu zawodników, stanowiących nad Bosforem bardzo mocną ekipę. W Turcji może poziom nie był za wysoki, ale bardzo miło wspominam tą przygodę. A dodam, że przywiozłem stamtąd jeszcze tytuł wicemistrza Turcji (śmiech) .

 

Ale miał pan również epizod w Stanach Zjednoczonych…

 

Wraz z Wieśkiem Popikiem, Pawłem Wrzeszczem, Albertem Semeniukiem, Andrzejem Kowalem i Przemkiem Michalczykiem wziąłem tam udział w rozgrywkach ligi amatorskiej. Wszystko zorganizował pan Kwoka z Rzeszowa, który mieszka za oceanem i jest zapalonym sympatykiem siatkówki. Od wielu lat ściągając zawodników z Polski na Otwarte Mistrzostwa Stanów Zjednoczonych w Piłce Siatkowej. Z chłopakami tworzyliśmy bardzo mocny zespół, który wywalczył złoty medal. To była wspaniała i niezapomniana zabawa pod wodzą Huberta Wagnera, który był naszym trenerem. W Stanach Zjednoczonych spędziliśmy trzy miesiące grając i pracując, bo na bilet powrotny trzeba było w jakiś sposób zarobić (śmiech) .

 

Otarł się pan również o reprezentację Polski.

 

W 1985 r. zostałem polecony Hubertowi Wagnerowi przez ówczesnego asystenta reprezentacji Polski, Wiktora Kreboka. Byłem jednym z nielicznych drugoligowców występujących w kadrze. W sumie zagrałem trzy oficjalne mecze podczas sparingów w Grecji. Wziąłem też udział w kilku zgrupowaniach reprezentacji .

 

Wspomniał pan, że w Jastrzębiu jest już ponad ćwierć wieku…

 

Jestem z tego bardzo zadowolony. Nie lubię zmian, taki mam charakter. Przyjeżdżałem do Jastrzębia z nastawieniem na pozostanie maksymalnie na dwa lata, sądziłem, że pójdę dalej w „świat”. Zostałem na dłużej i nie żałuję tego kroku. Okazało się, że przez 25 lat klub cały czas się rozwija i pnie się coraz wyżej w hierarchii polskich drużyn .

 

Był pan świadkiem wielkich chwil tego klubu, doświadczył też tych mniej przyjemnych momentów, jednak ostatnimi czasy o sile Jastrzębskiego Węgla jest coraz głośniej. Czy największe sukcesy są jeszcze przed wami?

 

Wierze, że przez cały czas będziemy w czołówce polskich zespołów. Kiedy zdobywaliśmy mistrzostwo Polski, nikt na nas specjalnie nie liczył. Mieliśmy wtedy bardzo zgrany zespół i to w tamtym czasie wystarczyło. Teraz poziom siatkówki w Polsce bardzo się podniósł. Na pewno trudniej jest teraz osiągnąć jakiś spektakularny wynik, niż miało to kiedyś. W Polsce już nieraz pokazaliśmy na co nas stać, teraz czas najwyższy czas, aby na arenie międzynarodowej pokazać swoją wartość!

 

Bardzo długo pracuje pan w roli drugiego szkoleniowca, nie myśli pan, aby samodzielnie poprowadzić jakiś zespół?

 

Za bardzo nie widzę się w roli pierwszego trenera, chociaż wiem, że powinienem spróbować. Myślę, że mój czas jeszcze nadejdzie w Jastrzębiu, a z drugiej strony, tak mocny klub jakim jest Jastrzębski Węgiel powinien mieć trenera z >>nazwiskiem<<, który będzie osobowością dla zawodników. Myślę, że gdybym otrzymał swoją szansę byłbym młodym trenerem, może nie z racji wieku, a doświadczenia trenerskiego. Wydaje mi się, że Jastrzębie nie jest jeszcze na to przygotowane .

 

Może to brak wiary we własne siły?

 

Pracowałem z bardzo dobrymi szkoleniowcami. Mam to szczęście, że przez moją karierę przewinęli się tacy trenerzy jak Wiktor Krebok, Hubert Wagner, Jan Such, Igor Prielożny, Ryszard Bosek, Tomaso Tottolo, czy Roberto Santilli. Są to bardzo znane nazwiska. Na pewno coś z pracy z tymi trenerami zapamiętałem, ale na dzień dzisiejszy niech Jastrzębski Węgiel prowadzi >>trener z nazwiskiem<<, a ja… Będę pracował na to nazwisko .

 

Wspomniał pan o tym, że pracował z wieloma trenerami, czyj warsztat trenerski najbardziej przypadł panu do gustu.

 

Polscy trenerzy mnie wychowali jako zawodnika, za co jestem im bardzo wdzięczny. Mistrzostwo Polski zdobyliśmy z trenerem Prielożnym, który chyba jako jeden z pierwszych w lidze był trenerem – obcokrajowcem,. Nasza współpraca wyglądała naprawdę bardzo dobrze, sporo się od niego nauczyłem. Zarówno zarząd, kibice jak i zawodnicy byli z niego bardzo zadowoleni. Prielożny wprowadził wiele nowinek z Zachodu, których polscy trenerzy nie znali. Obecni szkoleniowcy, którzy pracują w Jastrzębiu kontynuują właśnie tą szkołę. Chodzi tu głównie o statystykę i przygotowanie do meczów. Wcześniej wiele rzeczy robiliśmy zupełnie inaczej .

 

Jastrzębski Węgiel jako pierwszy wprowadził w Polsce włoską „myśl szkoleniową”?

 

To prawda. Może trening nie różni się za bardzo, ale przygotowanie do meczu oraz zupełnie inne nastawienie mentalne do siatkówce cechuje trenerów wywodzących się z włoskiej szkoły siatkówki .

 

Dwa lata temu był pan asystentem Tomaso Totollo. To trener, który słynął z dość niekonwencjonalnego sposobu motywowania drużyny.

 

Każdy trener ma swoje sposoby motywowania zawodnika. Warto przypomnieć, że Tomaso Totollo przyszedł do Jastrzębia w bardzo trudnym dla nas okresie, kiedy słabo graliśmy. Zmieniając Ryszarda Boska musiał zrobić coś niekonwencjonalnego, aby dotrzeć do zawodników, by z grupy indywidualistów stworzyć zespół. On tego właśnie dokonał poprzez farbowanie włosów czy sms`y. Było również kilka innych rzeczy, które naprawdę mocno cementowały ten zespół .

 

Ale podobne podejście miał trener Orlikowski, który pracował w Jastrzębiu kilkanaście lat wcześniej…

 

Trener Orlikowski zanim trafił do Jastrzębia prowadził reprezentację Polski juniorów. Zapewne stamtąd zapożyczył swoje sposoby na scalanie zespołu. Na treningach wprowadził tańce, wspólne wypady w góry, na dyskotekę czy wyjścia na piwo .

 

W pańskie ślady poszedł syn, Jakub…

 

Trudno, aby Kuba nie poszedł w moje ślady skoro od dziecka spędzał popołudnia ze mną na hali (śmiech). Kuba jest środkowym i mimo że nie jest za wielki jak na siatkarza na tej pozycji, siatkówkę „wyssał z mlekiem matki”. Syn gra w II lidze, skończył szkołę, pracuje w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Jastrzębiu .

 

Środkowym został, bo chciał pójść w ślady ojca?

 

Nie, to trenerzy ustawili go na takiej pozycji, bo w momencie kiedy zaczynał grać w siatkówkę był jednym z wyższych zawodników. Wydaje mi się, że to mu troszeczkę przeszkodziło, chociaż nie wiadomo jakim byłby siatkarzem, gdyby nie grał na środku?

 

Jakub gra w pobliskim Rybniku, czy podgląda pan syna na meczach?

 

Bardzo rzadko, bo w każdy weekend praktycznie gramy. Widziałem kilka jego spotkań w Raciborzu (grał w Rafako – red. red.), czy Krośnie (później przeniósł się do Karpat – dod. red.), ale w Rybniku nie udało mi się jeszcze być na meczu. To wspaniałe uczucie, kiedy widzi się syna grającego na boisku!

 

Zdarza się, że daje pan mu wskazówki odnośnie gry na boisku.

 

Bardziej rozmawiamy na te tematy w domu. Kuba jest już trenerem, więc ma już swoje przemyślenia na ten temat. Odkąd rozpoczął prace w Szkole Mistrzostwa Sportowego zadaje dużo pytań odnośnie prowadzenia zespołu. Wcale się mu nie dziwię, chce wiedzieć jak jak najwięcej by sprawdzić się w swojej pracy .

 

* rozmawiał Tomek Tadrała (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-02-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved