Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Po bloku: Facta, non verba

Po bloku: Facta, non verba

fot. archiwum

Starożytni zauważyli, że czyny, czyli zaistniałe, obiektywne i mierzalne zdarzenia mają znacznie większe znaczenie od wypowiadanych słów. Powiem szczerze, że, przynajmniej według mnie, prawda ta winna docierać do znacznie większej ilości osób niż ma to miejsce w tej chwili.

Ostatnie tygodnie szczególnie obfitowały w słowa. Padały na konferencjach prasowych, podczas transmisji spotkań siatkarskich, w rozmowach z dziennikarzami i na kongresach. I nie sposób oprzeć się wrażeniu, że równowaga pomiędzy nimi a towarzyszącymi im czynami jest nie do końca stabilna.

Nie ukrywam, że szczególnie zmroziły mnie wypowiedzi skądinąd szanowanego przeze mnie zarówno za osiągnięcia sportowe jak i szkoleniowe trenera S., który niedwuznacznie zasugerował, jakoby pewne wyniki spotkań ligowych nie były wyłącznie efektem boiskowych zmagań, ale jakichś bliżej nieokreślonych zakulisowych rozgrywek, prowadzonych przez wiadomą osobę. Wypowiedź taką skłonny byłbym zrozumieć, gdyby towarzyszyły jej odpowiednie do jej wagi kroki formalne, przez które rozumiałbym na przykład wystąpienie do władz Plus Ligi z wnioskiem o wdrożenie postępowania wyjaśniającego w przedmiotowej sprawie, z przedstawieniem konkretnych dowodów uzasadniających podejrzenie działania w złej wierze. Jeżeli kroki takie nie zostały podjęte, to inkryminowane słowa noszą jedynie charakter brzydkiego pomówienia, jak również zamierzonego częściowego uchylania się od odpowiedzialności za niezrealizowanie celu sportowego prowadzonego przez siebie zespołu. Szczególnie zaś przykrym w tej sprawie jest fakt, że pomówiony został młody zespół wraz z jego równie młodym trenerem, czyli ludzie, którzy startują dopiero do wielkiej (mam nadzieję) kariery, i co może nie pozostać bez wpływu na jej dalszy rozwój. Bo nieprawdą jest, że takie sytuacje nie pozostają bez śladu. Za kilka lat, gdy okoliczności całego zajścia zblakną w ludzkiej pamięci, a stare gazety dawno zamienią się w papier toaletowy, ktoś, kto będzie decydował o zatrudnieniu zawodnika czy trenera przypomni sobie mgliście, że „coś było kiedyś na rzeczy” i może nie podejmie tej najważniejszej w ich życiu decyzji? Zgodnie z zasadą „on ukradł zegarek, czy jemu ukradli – ważne, że był zamieszany w sprawę kradzieży zegarka”? Dlatego sądzę że, choć zło już się stało, cała sprawa nie powinna skończyć się dość rozrywkową karą nałożoną na trenera S. ale, o ile poza słowami nie ma on żadnych innych argumentów na rzecz udowodnienia postawionej przez siebie tezy, formalnymi przeprosinami i zespołu AZS Częstochowa, i jego szkoleniowca. Wiadomej osoby również. Tak po prostu nakazuje ludzka przyzwoitość.

Podobnie wiele słów padło z okazji szumnie relacjonowanego I Kongresu Polskiej Siatkówki Młodzieżowej. Mam jednakże wrażenie, czytając oficjalne stanowisko jego uczestników, że gdyby mocno ścisnąć je w garści szukając konkretów, to pozostałość byłaby znacznie skromniejsza niż ta, która pozostaje po wyciśnięciu połówki cytryny. Jeżeli to ma być efekt dwudniowych obrad, to przepraszam bardzo, ale przedmiotowych obrad można by w ogóle nie organizować, ograniczając się li tylko do sporządzenia w jakimś kameralnym gronie samego oświadczenia, ponieważ zawarte w nim sformułowania są wyłącznie mieszaniną „oczywistej oczywistości” o której wszyscy jako tako kumaci w siatkówce młodzieżowej ludzie wiedzą oraz wiernopoddańczych deklaracji w stosunku do PZPS i jego prezesa. Cóż bowiem innego oznacza sformułowanie, że uczestnicy kongresu „z zadowoleniem przyjmują realizację programu rozbudowy zaplecza polskiej siatkówki” albo „z satysfakcją odbierają deklarację Prezesa PZPS o przekazaniu Zarządowi do rozpatrzenia i realizacji wniosków zgłoszonych w czasie posiedzenia”? Po pierwsze, jakiego, do diabła, programu? Inicjatywa, choć cenna i ciekawa, utworzenia na bazie malutkiej (bez obrazy) prywatnej uczelni, istniejącej od 5 miesięcy (!) jakiejś bliżej nieokreślonej akademii (obszar jej funkcjonowania jest na razie zwykłym zbiorem haseł) ma być programem? Przepraszam, a gdzie założenia dydaktyczne, gdzie kadra naukowa, gdzie środki, gdzie określenie zakresu nauk pobieranych w owej akademii, gdzie planowana ilość szkolonych kandydatów, gdzie specjalizacje, gdzie ścieżka kierowania adeptów owej akademii do pracy szkoleniowej, itd., itp. I czy należy rozumieć, że program ów zacznie być realizowany dopiero za cztery lata, ponieważ tyle mniej więcej winien trwać okres studiów studentów owego światłego tworu, zakładając, że uporządkowane zostaną sprawy organizacyjne, a nabór rozpocznie się w tym roku? I czy akademia to ów cały program rozbudowy zaplecza? Czy ktoś ów program widział (to jest spisane zamierzenia, terminy, osoby odpowiedzialne i wielkość środków przydzielonych na realizację poszczególnych zamierzeń)? Słowa, słowa, słowa, słowa. I PR.



Po drugie, czy słuchanie głosów doradczych jest zjawiskiem tak niezwykłym, że zaistnienie takiego zjawiska musi być powodem niespotykanej zaiste satysfakcji wnioskodawców? I czy przypadkiem władze PZPS nie są ciałem wybieralnym, które z racji swoich obowiązków statutowych zobowiązane jest do reprezentowania interesów wszystkich członków związku, w tym również do rozpatrywania wszystkich zgłaszanych wniosków i uwag?. Bo jeżeli tak, to po cóż takie pompatyczne deklaracje? Słowa, słowa, słowa, słowa…

Wiem z doświadczenia, że zarządzanie dużymi organizacjami nie jest bułką z masłem i jestem jak najdalszy od myśli, że w zakresie szkolenia młodzieży PZPS robi mało albo nie robi nic zgoła. Więcej powiem, jestem skłonny przypuszczać, że pracuje nad tym zagadnieniem dzień i noc. Ale skromnym komentatorom siatkarskiego rynku, którym też (podkreślam: też) zależy na rozwoju polskiej siatkówki oprócz szumnych słów (czasami niebezpiecznie ocierających się o frazesy) oraz gustownych zdjęć prezesa (to w fotelu na tle piłek było jednak nieco sfuszerowane, bo wyraźnie brakowało na nim korony i berła) należy się chyba trochę więcej. Troszeczkę – może jakieś roczne sprawozdanko z tego co planowano, z tego co zrobiono, ile za to zapłacono, jakie to dało efekty, jakie są kolejne planowane zamierzenia i na kiedy, ot, taka standardowa informacyjka, która po prostu potwierdziłaby stan istniejący i pozwoliłaby spać spokojniej. Dając nadzieję na zobaczenie czynów, nie słów.

Jak bowiem napisał w „Słowach ukrytych” Bahá`u`lláh:

Zaprawdę powiadam ci: ze wszystkich ludzi najopieszalszym jest ten, kto próżno wadzi się słowami, albo też wynieść się stara nad brata swego. Mów: O bracia, niech czyny – nie słowa – będą ozdobą waszą.

Napisz do autora: andrzej.karbownik@siatka.org

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, Po bloku

Więcej artykułów z dnia :
2009-02-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved