Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > W Meczu Gwiazd Rosjanie lepsi od „legionistów”

W Meczu Gwiazd Rosjanie lepsi od „legionistów”

Surgut przywitał zagranicznych gości znakiem firmowym Rosji – mrozem. Ale choć na dworze było – 38 stopni, to na parkiecie i w hali, gdzie odbywał się Mecz Gwiazd Superligi atmosfera była znacznie gorętsza.

Surgut to miasto leżące w samym sercu Syberii, przeto kiedy zagraniczne gwiazdy wysiadły z samolotu, którym przyleciały do tego miasta, przeżyły lekki szok. Temperatura na zewnątrz była naprawdę imponująca, bo około minus czterdziestu stopni mrozu. Przyzwyczajony do trochę innych temperatur Giba na próżno usiłował okryć się trochę lekkomyślnie założoną dość cienką kurteczką, podobnie wyglądali Amerykanie Stanley i Ball, którzy jednak znaleźli w sobie na tyle hartu ducha, aby stwierdzić, że przy takim mrozie należy grać znacznie szybszą siatkówkę – dla rozgrzewki. Ale ostatecznie wszyscy cudzoziemcy odtajali dopiero na drugi dzień, kiedy ich drużyna zebrała się w pełnym składzie. Bo specjalnie na tę okazję wyczarterowanym samolotem przyleciało tylko sześciu legionistów – oprócz Giby, Stanley’a i Ball’a jeszcze Gardner, Veres i Schops. Inni docierali do Surgutu różnymi drogami. Jako ostatni dołączył do zespołu znany polskim kibicom Richard Lambourne, który razem z kolegami z Lokomotiwu Biełogorie, ledwo zdążył na rozpoczęcie meczu, o którym opowiadamy czytelnikom Strefy na podstawie wrażeń naocznego obserwatora, korespondenta Super Ekspresu, Aleksjeja Biezjazycznego.

Pomimo pewnej niepunktualności kilku gwiazd nikt nie miał o nią pretensji, bo przecież w przypadku takich spotkań kwestia sportowa schodzi trochę na drugi plan, natomiast na pierwszy wysuwa się stworzenie widowiska dla publiczności oraz możliwość zamienienie choć paru słów ze starymi przyjaciółmi.



Bo właściwie kiedy siedmiu mistrzów olimpijskich z reprezentacji USA ma okazję zobaczyć się ze sobą w trakcie napiętego sezonu? Kiedy Giba ma okazję widzieć się ze swoim przyjacielem z reprezentacji, Dante? Właśnie przy okazji takich spotkań. Już było na rozgrzewce było widać, że wszystkie te małe radości dają cudzoziemcom niekłamaną satysfakcję. Wszystkie negatywne emocje związane z czołowym zderzeniem z rosyjską zimą natychmiast poszły w zapomnienie. Szczególnie, że atmosfera w nabitej do kresu wytrzymałości hali była naprawdę gorąca. Organizatorzy spotkania, czyli kierownictwo klubu Jugra–Smotłor na czele z prezesem Rafaelem Chabibulinem spisali się naprawdę na dużą piątkę..

No, a w reprezentacji Rosjan też dawały się zauważyć sentymentalne nastroje. Na przykład u wybranych przez kibiców do wyjściowej szóstki Aleksjeja Kazakowa i Andrieja Jegorczewa, którzy już zapomnieli, kiedy ostatnio razem rozpoczynali mecz po jednej stronie siatki. Co tam zresztą mecz, na pytanie, kiedy w ogóle ostatni raz zostali powołani razem do kadry mogą odpowiedzieć tylko najwięksi erudyci. Oczywiście, humor dopisywał wszystkim, dlatego ciągle miały miejsce przekomarzania się i żarty. Pierwszy z nich miał miejsce jeszcze w Moskwie, przed samym wylotem, kiedy środkowy Aleksjej Kazakow (217 cm wzrostu) i libero Aleksjej Werbow (185 cm) umówili się, że w trakcie meczu zamienią się koszulkami i… specjalnością. No bo dlaczego by nie? Regulamin spotkania pozwalał na takie figle.

Ostatecznie, pomysł nie został wcielony w życie. Za to właśnie obaj Aleksjeje byli najbardziej widoczni na boisku, oczywiście w czasie kiedy się na nim znajdowali. Miało się wrażenie, jak gdyby trener Rosjan Boris Kolczins (jeszcze jeden powód do sentymentalnych wrażeń – przecież był długo w kadrze, jeszcze za czasów Gienadija Szipulina) polecił swoim rozgrywającym jak najczęściej uruchamiać Kazakowa na siatce. No, a czapowaniem zagranicznych gwiazd w hurcie i w detalu Kazakow zajął się już sam. „Boże miłosierny, w klubie Kazak tak się nie stara!” – skomentował natchnioną grę byłego wieloletniego reprezentanta Rosji jego klubowy kolega z Uralu Ufa, Konstantin Uszakow, który nie wystąpił w meczu z powodu kontuzji, ale który przyleciał do Surgutu aby odebrać certyfikat przynależności do elitarnego „Klubu 200” (klub reprezentantów Rosji mających na koncie co najmniej 200 występów w „sbornej”). Co do Werbowa, to ten kandydat do wspomnianego klubu po prostu nie mógł się nie starać, bo główne „działa” legionistów – Giba, Dante, Stanley, Priddy – bynajmniej nie zamierzały robić z siebie głupków na boisku.

Wszystkim bardzo spodobała się w pierwszym secie niezwykle mądra gra Semena Połtawskiego (i nic dziwnego, bo okazało się że słynna ekstrakcja zęba, po której zawodnik długo dochodził do siebie, nie dotyczyła zęba mądrości, ale „szóstki”). Na wyróżnienie zasłużył również Maksym Michajłow, który zmienił Połtawskiego, i rozstrzelał groźnych przeciwników swoimi asami pod koniec drugiego seta i w środkowej części trzeciego. I jeszcze…. Stop. Mimo wszystko, wyróżnianie kogokolwiek w takich spotkaniach nie jest wskazane. Przecież show tworzyli wszyscy. I zawodnicy, i trenerzy (kto nie widział defilady trenera legionistów, Daniele Bagnoli po wyczytaniu jego nazwiska, ten wiele stracił), i czarujące dziewczyny – cheerleaderki, i nawet będący już stałym punktem rosyjskich wielkich wydarzeń siatkarskich porywający występ orkiestry wojskowej pod batutą Aleksandra Pawłowa..

Jedyne, co wzbudzało trochę niesmaku, to wynik na tablicy świetlnej. Wielu rosyjskich wielbicieli siatkówki miało nadzieję, że po klęskach w dwóch poprzednich spotkaniach tym razem legioniści nie pozwolą sobie na gładką porażkę. I mimo wszystko tak się nie stało. Było jak zwykle – 3:0 dla Rosji. Choć atmosfera na parkiecie była tak samo gorąca lub gorętsza jak w Rio de Janeiro.

Jeżeli ktoś myśli, że nie zależało mi na wyniku, to się myli – powiedział po meczu Daniele Bagnoli, paląc nerwowo papierosa za papierosem. – W zeszłym roku też przegrałem analogiczny mecz. I teraz miałem ochotę na rewanż, ale.. Rywale zagrali wyśmienicie. To pokazuje po raz kolejny, do czego są zdolni rosyjscy gracze, jeżeli nie grają pod presją.

Kiedy rosyjscy dziennikarze podkreślili świetna grę weteranów, którzy od dawna nie byli powoływani do kadry i zapytali, czy taki na przykład Kazakow ma szansę na powołanie przez Bagnolego do „sbornej”, ten odparł: – Na razie nie jestem trenerem „sbornej”. A Kazakowa nie zaliczam do weteranów. Każda reprezentacja marzyłaby o takim blokującym.

Z kolei Boris Kolczins stwierdził: – Nigdy bym nie pomyślał, że przed Meczem Gwiazd będę się bardziej denerwował, niż przed niektórymi meczami ligowymi. Chciałbym podziękować wszystkim graczom za zaangażowanie, które pokazali. Trzeba tylko pozazdrościć przyszłemu trenerowi „sbornej”.

Zaś na sugestię dziennikarzy żeby w przyszłym roku, kiedy Bagnoli będzie w Meczu Gwiazd prowadził reprezentację Rosji, wrócił do swoich łotewskich korzeni i, jako cudzoziemiec, poprowadził legionistów dodał z uśmiechem: – Pożyjemy, zobaczymy. Uczestniczenie w takim show zawsze jest interesujące. Niezależnie od wszystkiego tę moją „delegację służbową” do Surgutu zapamiętam na całe życie.

Mecz Gwiazd

Rosja – Legia Cudzoziemska 3:0

(25:19, 25:19, 25:23)

Składy zespołów:

Rosja: Kosariew 7, Kazakow 6, Połtawski 4, Tietiuchin 6, Jegorczew 5, Chamuckich 1, Werbow (libero) oraz Szulepow 5, Grankin 0, Bierieżko 5, Wołkow 6, Michałow 12, Bekietow 1 i Janutow (libero)

Legioniści: Titorenko 5, Stanley 5, Dante 5, Ball 0, Cwetanow 5, Giba 3, Lambourne (libero) oraz Mesaros 0, Priddy 5, Veres 3, Hansen 0, Schops 4 i Gonzales (libero)

źródło: inf. własna, Sport Express

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Więcej artykułów z dnia :
2009-01-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved