Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Po bloku: Mentalność prezydenta Bóbrki

Po bloku: Mentalność prezydenta Bóbrki

fot. archiwum

Śledząc ostatnie wydarzenia siatkarskiego, polskiego światka a także towarzyszące im dyskusje i komentarze nieodparcie narzuca mi się wspomnienie małego, kresowego miasteczka Bóbrka oraz jego prezydenta, dr G.

Miasto Bóbrka, przed ostatnią wojną leżące w granicach Polski liczyło, tak na oko, około tysiąca mieszkańców, i miastem było raczej tylko z nazwy. Ot, jak w Krasickim: „było dwie karczmy, bram cztery ułomki, klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki”. Ale zgodnie z obowiązującym prawem miało swoje władze, w tym prezydenta, owóż właśnie bardzo skądinąd cenionego doktora G. Ten prezydent, jeżeli wierzyć ówczesnym źródłom, przeszedł do historii pewnym speechem, który, w pigułce niejako, oddaje w pełni mentalność Polaków. Mianowicie, usłyszawszy o zamachu (udanym zresztą, niestety) na prezydenta USA McKinleya, zapytał z oburzeniem: „Czegóż ci anarchiści chcą od nas, prezydentów?”. I choć minęło tyle lat, skłonność prezydenta Bóbrki do przypisywania nadmiernego znaczenia osobom, instytucjom, sytuacjom i znaczeniom nadal krzewi się radośnie od rozkołysanych szczytów Tatr aż po granitowe fale Bałtyku (pardon, miało być chyba odwrotnie). Gorzej, wydaje się, że wraz z postępującą tabloidyzacją życia codziennego ma wyraźny charakter wzrostowy.

Tylko bowiem w ten sposób mogę sobie wytłumaczyć sytuację, kiedy po awansie czterech polskich klubów do fazy pucharowej Ligi Mistrzów w siatkówce dowiedziałem się ze zdziwieniem, że nasze kluby rządzą w owej lidze. Ze zdziwieniem, boć przecie żaden z nich Ligi Mistrzów jeszcze nie wygrał, ba, nawet nie zdołał zająć pierwszego miejsca w swojej grupie, a po drodze każdemu z nich przytrafiały się bolesne porażki, i to niekoniecznie z typowanymi przez fachowców faworytami. Więcej klubów do tej samej fazy wprowadziły Rosja i Włochy, tyle samo (licząc razem drużyny kobiece i męskie) Turcja. Skąd więc wziął się tytuł, sugerujący potencjalnemu czytelnikowi absolutną polską hegemonię w elitarnych rozgrywkach klubowych, i, de facto, wprowadzający go w błąd? No chyba wyłącznie z mentalności burmistrza Bóbrki, bo o brzydką manipulację zachęcającą do zwiększenia tzw. czytalności lub oglądalności (cóż za obrzydliwe neologizmy słowne) autorów owego tytułu nie podejrzewam.

Również wyłącznie skłonnością do grubej przesady można uzasadnić szum, który towarzyszył mianowaniu nowego szkoleniowca polskiej reprezentacji. Z faktu rzeczywistego, który można by w skrócony sposób określić tak: „polska federacja siatkówki poszukuje przyzwoitej klasy szkoleniowca dla reprezentacji z drugiej czwórki światowych rankingów” powstał taki oto fakt medialny „najlepsza na świecie polska federacja poszukuje najlepszego na świecie szkoleniowca dla najlepszej na świecie reprezentacji”. Przegląd informacji prasowych towarzyszących analogicznym wyborom szkoleniowców innych reprezentacji narodowych (Hiszpania, Niemcy, Rumunia) dowiódł, że proces ten w wymienionych krajach przebiegał normalnie i spokojnie, raczej na zasadzie chłodnej kalkulacji biznesowej i ocenie realnych i potencjalnych korzyści niż na tromtadrackim głoszeniu światu swoich słabo umocowanych w realiach ambicji i domniemanej potęgi. Ba, nawet Rosja, wsparta większymi osiągnięciami sportowymi i dysponująca kiesą znacznie cięższą od sakiewki PZPS tudzież chętnie demonstrująca swoją wyższość nad wszystkim i wszystkimi przeprowadza swój wybór w sposób niezwykle dyskretny i oszczędny, ba, można powiedzieć nawet że ascetyczny. I okazuje się, że takie metody pozwalają częstokroć na osiągnięcie znacznie większych sukcesów w angażach. Skąd zatem nasze polskie zadęcie? Po prostu. prezydent Bóbrki się kłania…



Echa przekonań prezydenta Bóbrki pobrzmiewają również w niedawnych wypowiedziach prezesa jednego z czołowych od lat klubów polskich. Klub jak klub, w warunkach krajowych nie do przeskoczenia, w warunkach międzynarodowych plasuje się w środkowej strefie stanów średnich. Ponieważ dysponuje stosunkowo niezłą (ale również jak na polskie warunki) kasą, od lat stanowi przedmiot nadziei Polaków na osiągnięcie czegoś więcej niż trzecie miejsce w europejskich rozgrywkach klubowych. A ponieważ nadzieje te, jak na razie, spełniają się raczej słabo, przeto nadziejodawca (kolejny ohydny neologizm) od czasu do czasu podlega krytyce, spowodowanej między innymi pogłębiającą się a spowodowaną długim oczekiwaniem na sukcesy frustracją nadziejobiorców. Okazuje się jednak, że ów przeciętny klub europejski jest (przynajmniej w oczach jego włodarzy i fanów) dobrem samym w sobie i to tak wysokiej klasy, że jakiejkolwiek krytyce z samej zasady podlegać nie może. To jest, może, ale wyłącznie krytyce konstruktywnej, to znaczy nie uwzględniającej: kwalifikacji sztabu trenerskiego, składu, umiejętności poszczególnych zawodników oraz budżetu. Wszelka pozostała krytyka jest dopuszczalna, oczywiście pod warunkiem uprzedniego zaakceptowania jej konstruktywności przez krytykowanych. No, jednym słowem, „cóż ci anarchiści chcą od nas, prezydentów”!

Przykładów można mnożyć jeszcze wiele, bo przecież właśnie pod strychulec lubej prezydentowi Bóbrki permanentnej polskiej skłonności do przesady można podciągnąć zaliczanie każdej porażki na arenie międzynarodowej do kategorii narodowych klęsk (z wieszczeniem upadku i zagłady, opuszczaniem flag do pół masztu i żądaniem surowego ukarania winnych, zwłaszcza jeśli przegrywamy z Rosją lub Niemcami), a każdego zwycięstwa do kategorii również narodowych wiktorii (z wieszczeniem świetlanej przyszłości, snami o potędze, defiladami z udziałem nieletnich oraz żądaniami postawienia pomników w marmurze niedawnym winnym, zwłaszcza kiedy wygrywamy z Rosją lub Niemcami). Przesada właściwa prezydentowi kresowego miasteczka pobrzmiewa również w wystąpieniach niektórych żurnalistów, skłonnych do kategoryzowania zawodników jako kompletnych nieudaczników lub absolutne gwiazdy na podstawie jednego ich występu, mianowanie się przez prezesa PZPS przyszłym przewodniczącym światowej federacji siatkówki bez poinformowania o tym owej federacji, mianowanie polskiej ligi drugą lub trzecią ligą świata, choć ani kasa, ani prezentowany poziom, ani wyniki nie dostarczają po temu dostatecznych dowodów. I tak dalej, i tym podobnie.

Ze świecą w ręku szukać na naszym siatkarskim podwórku wypowiedzi wyważonych, opartych na racjonalnych przesłankach, wśród przepojonych emocjami i poczuciem nieuzasadnionej często wyższości wypowiedzi. Sądzę, że próżno apelować o zmianę tonu, na zastąpienie emocji analizą i argumentami, bo show must go on. Jedynym pocieszeniem dla mnie jest fakt, że największe dozy zdrowego rozsądku, które budzą moją nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone i działają jak odtrutka, zawierają wypowiedzi zawodników i trenerów. Od nich zależy, czy zdołamy jeszcze w dyskusji o siatkówce zachować właściwą miarę. A miara to grunt, jak powiedział krawiec, po czym przylał grymaśnej klientce krawieckim metrem.

Napisz do autora: andrzej.karbownik@siatka.org

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, Po bloku

Więcej artykułów z dnia :
2009-01-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved