Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > O Meczu Gwiazd PlusLigi jeszcze słów kilka

O Meczu Gwiazd PlusLigi jeszcze słów kilka

fot. archiwum

W sobotnim Meczu Gwiazd PlusLigi zawodnicy zagraniczni pokonali ekipę złożoną z krajowych siatkarzy 3:0. Jak słusznie zauważył jeden z czytelników Strefy Siatkówki - zrobili to na luzie, czerpiąc z tego pojedynku radość.

A oto list jaki wpłynął do naszej redakcji:

"Wszyscy" podchwycili temat nowego szkoleniowca kadry siatkarzy, a ja chciałbym wrócić do Meczu Gwiazd Siatkarzy. Pozornie te tematy są odległe, a moim zdaniem nie tyle się łączą, co dają nowemu trenerowi materiał do przemyśleń.

Jedyne co podczas tego meczu rzuciło mi się w oczy to smutny wniosek, że niestety nie LUBIMY grać w siatkówkę – mam na myśli naszych zawodników. Fakt: oni UMIEJĄ grać w siatkówkę, nawet bardzo dobrze, ale niestety nie LUBIĄ. Zdaję sobie sprawę, że obrażam część z nich, ale jak wiemy jeden zawodnik w siatkówce "nic nie znaczy".



Polskie Gwiazdy to była w zasadzie okrojona reprezentacja Polski, a Zagraniczne Gwiazdy grały w takim składzie pierwszy raz (i zapewne jedyny). To co się działo na boisku, widzieliśmy. Obcokrajowcy BAWILI się grą, bo sport jest ewolucyjną konsekwencją zabawy. Oni chcą grać w siatkówkę bo LUBIĄ to robić, dzięki temu chce im się trenować i w konsekwencji zdobywać laury. Dlatego też kiedy mają okazję taką jak mecz gwiazd to pokazują, że ta gra, to zajęcie, ich BAWI.

Nasi zawodnicy TRENUJĄ siatkówkę, zapominając o korzeniach sportu – zabawie. Gra powinna sprawiać radochę, wtedy to daje luz, nonszalancję, doświadczenie, które można wykorzystać w meczach o stawkę, a należy pokazać w meczach gwiazd. Polskie Gwiazdy wyszły wygrać mecz na luzie, ale niestety to nie wyszło, bo w "luzie" nie dorastamy innym nacjom "do pięt" (i nie dotyczy to wyłącznie siatkówki), mamy umiejętności (?) aby wygrywać mecze na serio, ale jak widać jest to niestety tresura, a nie szczera miłość do gry i zabawy.

Niestety na przykładzie Igrzysk Olimpijskich widać, że i z tym "serio" mamy problemy (na szczęście nie tylko my). Tacy Amerykanie, którzy w klubach sprawują się bez szczególnych rewelacji (nie wypominając już Salmona), zebrani razem i "nafaszerowani" wiedzą i motywacją mogą pokonać każdego. Oni nie mają tradycji klubowych, nie "kochają" siatkówki jak my, ale wpajana "od małego" radocha z gry i czasami niezdrowa motywacja pozwala osiągnąć dowolny cel.

Do czego zmierzam? Mamy siatkarskie, klubowe tradycje. Traktujemy tę dziedzinę, wbrew pozorom, niezwykle serio. Niestety już nie nauczymy się zabawy, nie powrócimy do źródeł: do dziecięcej radości i ciekawości. Nasi zawodnicy nie mogą sobie zdawać z tego sprawy, bo tego nie doświadczyli (tak sądzę). Szczęście, że talenty siatkarskie potrafimy szkolić, bo sukcesy nie pojawiają się znikąd. Aby uzupełnić to szkolenie nasi zawodnicy potrzebują dobrego psychologa sportowego. Nie po to, aby ich "odblokowywał", tylko po to, żeby tchnął w nich trochę luzu i radości.

Trener Castellani mówi, że zna naszą mentalność i nasze potrzeby, ale jestem pewien, że lepiej "wyjdzie" na tym zostawiając sprawy mentalne psychologowi, a samemu zajmując się radością gry w siatkówkę. Dlaczego znowu wszyscy mają patrzeć na niego "wilkiem" jak na tego, który jako jedyny zna się na siatkówce.

A tu nie o siatkówkę idzie, tylko o radość, której zawodnikom i nam kibicom brakuje. Pojawi się radość, to wrócą wyniki i jeszcze większa radocha i pewność siebie, a wtedy i Brazylia i USA niestraszne.

 

Pozdrawiam gorąco, zawsze wierny kibic

Dariusz Osiński

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-01-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved