Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Po bloku: Cóż robić? Bardzo nam przyjemnie…

Po bloku: Cóż robić? Bardzo nam przyjemnie…

fot. archiwum

Jeden z moich starszych znajomych, z dobrej ziemiańskiej rodziny, nigdy nie uchybił prawom gościnności, i, widząc w drzwiach nawet najbardziej niepożądanych gości wzdychał tylko: „Cóż robić? Bardzo mi przyjemnie….”, czyniąc potem wszelkie honory domu.

Sądzę, że taką właśnie postawę winniśmy przyjąć po ogłoszeniu wyników sławetnego konkursu na trenera męskiej reprezentacji w siatkówce. Roma locuta, causa finita – w sobotę PZPS stwierdził, że trenerem biało–czerwonych zostanie Daniel Castellani, i stwierdzenie to winno zakończyć trwający od dłuższego czasu etap dyskusji i polemik. Oczywiście, nie wszyscy są z tej decyzji zadowoleni (w tym niżej podpisany) bo, mamieni deklaracjami o gwiazdce z nieba, oczekiwali zaangażowania specjalisty o znacznie głośniejszym nazwisku, ale cóż, mamy to, co mamy i trzeba pogodzić się z tym faktem.

Teraz problemem podstawowym jest, aby nowy szkoleniowiec istotnie miał szansę podniesienia polskiej siatkówki na kolejny (mam nadzieję, że wyższy) międzynarodowy szczebel. A nie osiągnie się tego bez okazania mu wszelkiej możliwej pomocy. Pomocy zarówno ze strony PZPS-u, jak i władz PlusLigi czy wreszcie ze strony przedstawicieli najsłynniejszej na świecie polskiej myśli szkoleniowej oraz najliczniejszej grupy wpływów, czyli kibiców. Należy sobie bowiem zdać sprawę, że położenie nowego szkoleniowca jest położeniem nad wyraz trudnym.

Kiedy nastawał trener Lozano, siatkówka nasza, choć nie tak ostatnia, specjalizowała się na ogół w zajmowaniu miejsc w pierwszej ósemce na różnego rodzaju imprezach rangi międzynarodowej. Argentyńczyk, pierwszy szkoleniowiec z zagranicy był oczekiwany i traktowany (przynajmniej przez długi czas) jak zbawca. Zdobycie za jego kadencji wicemistrzostwa świata oraz awansu na Igrzyska Olimpijskie, niezależnie od poniesionych w międzyczasie dotkliwych porażek oraz licznych kontrowersji i sporów ustawiło poprzeczkę oczekiwań wobec jego następcy zarówno działaczy, jak i kibiców na zupełnie innym, znacznie wyższym poziomie, który można scharakteryzować krótkim zdaniem: ma być lepiej. Znacznie lepiej. Jednocześnie, osiągnięcie lepszych od Lozano wyników ma być zrealizowane przy wyeliminowaniu jego błędów i dotrzymaniu jego niespełnionych obietnic, czyli: usunięciu napięć na linii selekcjoner – kluby ligowe, dogłaskaniu polskiej myśli szkoleniowej, dokonaniu w sposób bezbolesny wymiany pokoleniowej w reprezentacji, utrzymaniu „starych”, promowaniu „młodych”, opracowaniu kompleksowego programu rozwoju dyscypliny w kraju – do wyeliminowania bariery językowej (czytaj: nauce polskiego) włącznie. Zadanie piramidalnie trudne, moim zdaniem, za trudne dla jednego, choćby i niezwykle operatywnego i charyzmatycznego człowieka. Dlatego właśnie uważam, że bez pomocy wszystkich, którym leży na sercu dobro polskiej siatkówki przedstawionych powyżej oczekiwań zrealizować się nie da.



Pomoc ta może być okazana w sposób najróżniejszy, od posunięć organizacyjnych leżących w kompetencjach zarówno władz związku jak i ligi, do stworzenia klimatu umożliwiającego jako tako spokojną i konstruktywną pracę. Myślę, że aby w ogóle myśleć o postępach dyscypliny należy, przynajmniej na czas jakiś, zapomnieć o swoich indywidualnych ambicjach oraz niespełnionych nadziejach. Jeżeli bowiem powstanie sytuacja, gdzie zarówno „środowisko” jak i żurnaliści oraz kibice przyjmą postawę polegającą na czyhaniu na błędy i potknięcia nowego selekcjonera, aby przy każdej okazji obwieszczać tryumfalnie „a nie mówiłem”, to od razu na wstępie stwierdzić należy, że z tej mąki chleba nie będzie. A niebezpieczeństwo jej powstania jest niestety duże. Co by się bowiem nie powiedziało, to Daniel Castellani jest jednoznacznie kojarzony ze Skrą Bełchatów, co dla wielu w tym kraju jest solą w oku. Zarówno ze względu na fakt, iż Skra od lat zdominowała rozgrywki krajowe, wielu szkoleniowcom pozostawiając jedynie walkę o miejsca od drugiego w dół, jak i ze względu na zasobny portfel, napełniany hojnie przez spółkę należącą do skarbu państwa, przez co budowanie składu przez szkoleniowca ogranicza się do wskazania palcem konkretnego zawodnika, czy też ze względu na toczone przez zarząd tejże Skry boje z poprzednim selekcjonerem, w których interes reprezentacji nie znajdował się bynajmniej na pierwszym miejscu (przynajmniej w opinii wielu obserwatorów). Jeżeli dodać do tego zawiedzione nadzieje dużej grupy kibiców na objęcie sterów kadry przez gwiazdę międzynarodowej trenerki oraz paranoiczny tryb wyboru trenera reprezentacji, wprost proszący się o podejrzenia o „ustawienie” rzekomego konkursu, to owo niebezpieczeństwo widać jak na talerzu.

Dlatego, jak powiedziałem powyżej, nowy szkoleniowiec biało-czerwonych musi, po prostu musi otrzymać zarówno wszechstronne wsparcie, jak i zostać obdarzony naprawdę dużym kredytem zaufania. Nawet, jeśli ów kredyt miał być udzielany z zaciśniętymi zębami. Bo ostatnią sytuacją, w jakiej mogłaby się znaleźć polska siatkówka to ta, w której jej przyszłość ma budować ktoś niechciany, od którego podświadomie oczekuje się nie sukcesów, ale spektakularnych porażek, na zasadzie „im gorzej, tym lepiej”. Jeżeli sprostamy temu wyzwaniu, być może za kilka lat zapomnimy o wszystkich niesmacznych i budzących wątpliwości sytuacjach, przyznając zgodnie, że Daniel Castellani „wielkim trenerem był”.

Zatem, panie D.C. – cóż zrobić, bardzo nam przyjemnie.

Napisz do autora: andrzej.karbownik@siatka.org

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, Po bloku

Więcej artykułów z dnia :
2009-01-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved