Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Kryzys finansowy zagraża polskim sportowcom

Kryzys finansowy zagraża polskim sportowcom

fot. archiwum

Grzegorz Kita jest prezesem zarządu firmy Sport Management Polska reprezentującej sportowców w rozmowach ze sponsorami. Gazecie Pomorskiej opowiedział o możliwych skutkach kryzysu finansowego dla polskich sportowców.

Czy polskie kluby sportowe powinny obawiać się kryzysu gospodarczego, czy też mogą spać spokojnie w nadziei, że najgorsze je ominie?

Grzegorz Kita:Jak najbardziej powinny się obawiać. Według mnie w tym roku nastąpi coś w rodzaju rzezi niewiniątek albo raczej rzezi "winiątek”. Znacznie zmniejszy się dopływ pieniędzy ze strony sponsorów. Zawodnicy, kluby i wszelkie produkty sportowe muszą się na to przygotować. Pierwsze symptomy nadciągającej burzy już widać. Dla mnie takim papierkiem lakmusowym jest nasza najlepsza grupa kolarstwa górskiego Andrzeja Piątka. Jest świetnie zorganizowana, otwarta na sponsorów i media, ma za sobą historyczny sukces w postaci medalu olimpijskiego Mai Włoszczowskiej. I nie jest w stanie znaleźć sponsora. To znaczy, że naprawdę jest źle. Przewiduję, że te problemy rozwiną się szerzej w ciągu kilku najbliższych miesięcy, gdy kryzys realnie pojawi się w naszej gospodarce. Już w tym momencie nowe umowy praktycznie nie są zawierane.

Działacze sportowi na razie bagatelizują problem. Niedawno szef ligi siatkarskiej Artur Popko przekonywał na łamach jednej z gazet, że ich sponsorzy na pewno pozostaną. Podobnie myślą przedstawiciele innych dyscyplin.



Większość ludzi zarządzających polskim sportem nie ma jeszcze realnej świadomości, co się może zdarzyć. Oni mają świadomość werbalną: coś tam usłyszą, przeczytają, ale generalnie żyją w przekonaniu, że my jesteśmy bezpieczni. Na razie faktycznie firmy i sponsorzy mogą nawet utwierdzać działaczy w tym przekonaniu, ale my tak naprawdę jesteśmy dopiero w przededniu uderzenia kryzysu. Dlatego to nieco fałszywa świadomość. To jeden powód, ale jest jeszcze inny: przymusowy optymizm, czyli nawet jak ktoś zdaje sobie sprawę z problemów, nie chce o nich mówić, żeby nie wywoływać paniki i nie pogarszać sytuacji. Jeśli klub powie sponsorowi, że spodziewa się zmniejszenia dotacji, to firma nie zawaha się ani chwili, tylko ją faktycznie zmniejszy.

Ale taka postawa praktycznie wyklucza wypracowanie mechanizmów obronnych przez dyscyplinę.

Trudno na ten temat dyskutować, bo nie wiadomo, jak naprawdę głęboki jest poziom nieświadomości w polskim sporcie. Kryzys obnaży w pierwszej kolejności słabości sportu: nie tylko w zakresie PR, ale także zarządzania. Moim zdaniem on odciśnie się niejednorodnie na poszczególnych klubach czy dyscyplinach. Największa rzeź powinna dotyczyć tych klubów, które lekceważyły do tej pory realia marketingowe. Uważam też, że kryzys mocniej uderzy w kluby sponsorowane przez kapitał prywatny. Ta teza wynika z gospodarki środkami finansowymi. Firmy prywatne mają własne rozliczenia, rady nadzorcze, kontrolę akcjonariuszy. One w pierwszej kolejności będą obcinać budżety, niezależnie czy produkt jest słaby, dobry czy średni. Dlatego nawet sprawnie zarządzane i znane kluby mogą z tego powodu mocno ucierpieć.

Bardziej bezpieczne będą kluby z jednym dużym inwestorem czy też siecią mniejszych sponsorów?

Trudno powiedzieć. Teoretycznie ryzyko jest mniejsze, im większy jest inwestor. To jednak zależy od firmy; kryzys łatwiej przetrwają te, które mają zdywersyfikowaną działalność. Weźmy przykład Bogdana Cupiała z Wisły Kraków. Zajmuje się tylko kablami i jeżeli spadnie zapotrzebowanie na ten jedyny jego produkt, to będzie miał kłopoty. Z drugiej strony mamy ITI w Legii, który działa w kilku branżach i nawet jak w jednej straci, to globalnie jest firmą bezpieczniejszą.

Jeszcze w ubiegłym roku prezesi klubów żużlowych szacowali, że wpływy od mniejszych sponsorów mogą stopnieć nawet o 30 procent.

Tego nikt nie jest w stanie przewidzieć, ale dla mnie 30 procent to nie jest zły wynik. Wiele firm będzie redukowało do zera swoje wydatki sponsorskie, w czasie kryzysu gospodarczego marketing tnie się w pierwszej kolejności. Spadek o jedną trzecią to raczej zaniżone szacunki, to byłoby niemal błogosławieństwo. Spodziewam się znacznie gorszych statystyk.

Prof. Witold Orłowski uważa, że najbardziej kryzys odczują dyscypliny przeszacowane w naszym kraju, jak np. liga piłkarska.

Nie do końca bym się z tym zgodził. Logicznie patrząc może tak być, że najwięcej stracą ci, którzy posiadają najwięcej. Natomiast moim zdaniem trudno mówić o jakimkolwiek przeszacowaniu w polskim sporcie. Na przykład w siatkówce Polkomtel na poważnie w ligę wszedł dopiero od tego roku. Uważam, że najbardziej ucierpią jednak ci najsłabsi, najgorzej przygotowani. W pierwszej kolejności stawiam na ligę koszykarzy, która nawet w dobrych gospodarczo czasach nie potrafiła znaleźć porządnego sponsora.

A może polskiemu sportowi pomogą przetrwać kryzys duże imprezy. Tylko w tym roku mamy mistrzostwa Europy koszykarzy i siatkarek, za dwa lata koszykarek, a w zanadrzu wciąż Euro 2012, do którego przygotowania w jakimś stopniu napędzają przecież koniunkturę gospodarczą.

Nie wiązałbym tych dwóch tematów. Tak czy owak, kryzys w tym roku musi odcisnąć swoje piętno na polskim sporcie. Jestem jednak przekonany, że akurat w naszym kraju szybko minie i już na początku przyszłego roku będzie zanikał. Same imprezy nie będą w stanie pomóc danej dyscyplinie.

Mistrzostwa mogą jednak wpłynąć bezpośrednio na wzrost zainteresowania daną dyscypliną, a to może przełożyć się z kolei na zainteresowanie sponsorów.

Jeżeli ktoś miałby pomysł i wiedzę, to w ten sposób mógłby faktycznie coś zrobić. Natomiast na razie polski sport nie wykazał się jakimiś szczególnymi osiągnięciami z zakresu przekuwania sukcesów w wymierne korzyści. Poza tym, moim zdaniem, same imprezy będą miały swoje kłopoty, żeby w trudnej sytuacji gospodarczej zamknąć swój budżet.

Załóżmy, że kryzys gospodarczy mocno uderzy w polski sport. Czy to jednocześnie nie będzie okazja, żeby ten sport w pewnym sensie oczyścić? Żeby ludzie nim zarządzający nauczyli się nowych rzeczy z zakresu marketingu?

Na pewno taki rok i związane z nim upadki klubów, kłopoty finansowe innych, to świetna, choć przymusowa szansa, żeby nasz sport oczyścić. A przynajmniej skierować go na bardziej wszechstronne tory. Ludzie kierujący klubami mogą właśnie teraz zrozumieć, że ich praca nie może koncentrować się jedynie wokół wyniku sportowego, a musi dotyczyć także marketingu, biznesu, reklamy. Mnóstwo niedoskonałości jest po stronie klubów i działaczy sportowych, ale również polski biznes sportu zupełnie nie czuje. Czy kluby zaczną się w tym kierunku szkolić, żeby w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji? Tego nie wiem. Na pewno tak powinny robić, inwestować w ludzi, we własną wiedzę, a także umiejętność przekonania firmy do reklamy poprzez sport.

Wspomniał Pan wcześniej o stabilności klubów opartych o finanse państwowych firm. Ale rząd właśnie teraz planuje wprowadzić poważne ograniczenia dla spółek skarbu państwa dotyczące wspierania sportu.

Ten temat był omawiany mniej więcej pół roku temu i nie wiem dlaczego pojawił się ponownie właśnie teraz. Nie jestem zwolennikiem finansowania zawodowych klubów przez skarb państwa, ale mam jednocześnie przeświadczenie, że te pieniądze i tak się rozejdą w inny sposób. Może więc lepiej zostawmy taką możliwość, a pracować należałoby raczej nad jakimś sposobem kontroli tych wydatków.

Coraz więcej klubów sportowych tęsknie spogląda w kierunku samorządów. Czy lokalne budżety mogą się okazać ratunkiem dla wielu z nich?

W sporcie powinien także działać wolny rynek. Jeżeli dana organizacja, w tym wypadku klub, nie radzi sobie finansowo, to powinna po prostu upaść bez automatycznej reakcji państwa czy samorządu. Z drugiej strony sport ma jednak silny wymiar społeczny. Władze lokalne powinny więc wyciągać pomocną dłoń, gdy drużyna jest ważna dla lokalnej społeczności. Ta wartość musi być wyznaczona konkretnymi parametrami: zainteresowaniem, liczbą kibiców, czy obecnością w telewizji.

Jak to się może skończyć dla polskiego sportu? Stracimy kolejny dystans do Europy czy może wręcz odwrotnie?

Powiedziałbym, że paradoksalnie może być to szansa dla polskich sportowców. Na bazie wieloletniego zarządzania czy doradzania wielu zespołom piłkarskim wiem, że poczucie zewnętrznego zagrożenia prowokuje ludzi do znacznie większych starań. Jeżeli nie ma pieniędzy, to nie szukamy drogich obcokrajowców, ale stawiamy na tańszego rodaka. To może być szansa dla całego pokolenia polskich zawodników, którzy są gotowi dawać z siebie jak najwięcej.

Rozmawiał Joachim Przybył – Gazeta Pomorska

źródło: Gazeta Pomorska

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-01-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved