Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Rafała Steca rozważania o wyborze selekcjonera siatkarek

Rafała Steca rozważania o wyborze selekcjonera siatkarek

fot. archiwum

Dwaj kandydaci na selekcjonera siatkarek pochodzą z kompletnie obcych sobie światów. Kto zdobędzie posadę, będzie musiał opanować żywioł źle znoszący kontrolę nad sobą. I nie zawsze zasługujący na szyld reprezentacji Polski - uważa w swoim blogu Rafał Stec.

O pozycji Jerzego Matlaka świadczy lista zasług – trzy dekady w roli ligowego trenera, 18 medali mistrzostw kraju, w tym pięć złotych. Niezła rekomendacja, choć przed wyciąganiem daleko idących wniosków warto pochylić się nad specyfiką ligi siatkarek. Rozgrywek kameralnych, podzielonej zazwyczaj na wąziuteńką, bardzo zamożną na tle konkurencji elitę, oraz wynędzniałą resztę z trudem dożywającą do końca miesiąca. Najładniejszy okres w karierze przeżywał Matlak w Nafcie Piła (zdobył z nią aż trzy tytuły), którą na przełomie stuleci wspierał szczodry sponsor, państwowa (a jakże!) spółka PGNiG.

 

Białą plamą w jego życiorysie są rozgrywki międzynarodowe. Naftę dopchnął raz do turnieju finałowego Pucharu Europy, w którym urwał rywalom jednego seta, zaliczył też zapomniany epizodzik z polską kadrą w połowie lat 80. Matlak jest królem naszego zaułka, swojskiego światka, który dobrze zna i dobrze się w nim czuje. Nie wiemy, jak zareaguje – on, fachowiec pracujący ostatnio także w Bielsku-Białej, Andrychowie oraz Mielcu – na światła wielkiego miasta. I rzecz nie w rozmiarze aglomeracji, lecz presji oraz sportowych wyzwaniach o zupełnie innej skali. Historia zna wielu wielkich trenerów w małych klubikach, którzy maleli w wielkich firmach.



 

Alojzy Świderek przyjechał z innych stron i w innych stronach się ostatnio obracał. Nauki pobierał we Włoszech, czyli w szkole robiącej furorę w całej naszej siatkówce, a najbardziej prestiżowych imprez doświadczał na własnej skórze. Jako jedyny miał udział w niedawnych sukcesach obu naszych reprezentacji – przyłożył rękę do złota mistrzostw Europy siatkarek prowadzonych przez Andrzeja Niemczyka , przyłożył rękę do srebra mistrzostw świata siatkarzy prowadzonych przez Raula Lozano . Minionych lat na pewno nie zmarnował, przeciwnie, swój warsztat raczej udoskonalił. Jego osoba też wywołuje jednak wątpliwości. Drugiego trenera od pierwszego dzieli spory dystans, co innego pomagać (nawet znacznie zasługiwać się merytorycznie), co innego ponosić odpowiedzialność, podejmować strategiczne decyzje i wymusić posłuch własnym autorytetem.

 

Słowem, kandydata na selekcjonera teoretycznie kompletnego, sprawdzonego wielokrotnie i w każdych okolicznościach nie mamy.

 

Ale wybierający trenera działacze PZPS nie poprzestają na analizie dorobku i pomysłów na pracę z reprezentacją fachowców ubiegających się o posadę. Wydzwaniają do siatkarek i sondują, kogo by chciały. Czy raczej – kogo łaskawie zaakceptują.

 

Dosadne słowa są tutaj niezbędne dla precyzji opisu, choć i tak nie oddają wszystkiego. Nie pozwolą poczuć temperatury emocji wypalających drużynę od środka – emocji śmiertelnie trujących, podsycanych osobistymi animozjami lub, w skrajnych przypadkach, otwartą wrogością. Na igrzyskach w Pekinie wylewały się one z szatni na boisko. Skutki pamiętamy.

 

O ile kadra siatkarzy w ostatnich latach tworzy – mniej lub bardziej zwartą, spięcia oczywiście bywały – grupę świadomą swoich celów, o tyle kadrę siatkarek kleci się ze swobodnie traktujących swoje obowiązki, kapryśnych solistek, które albo za sobą nie przepadają, co psuje grę, albo rezygnują z kadry, co też ją psuje. Dezerterowały, usiłowały dezerterować, ewentualnie zamierzają zdezerterować zawodniczki kluczowe, także gwiazdy europejskiego formatu. Małgorzata Glinka i Dorota Świeniewicz rezygnowały i wracały, Annę Barańską szantażem zmuszał do gry PZPS, teraz Katarzyna Skowrońska, czyli wielka postać ligi włoskiej, ostrzega, że nie wie, czy zagra dla Polski, że „trzeba ustalić pewne kwestie”, choć wydawałoby się, że selekcjoner powinien po prostu rozsyłać powołania do kadry, niczego wcześniej nie ustalając. Zwróćmy uwagę na tę listę nazwisk – zawiera ona dwie najwybitniejsze polskie siatkarki lat minionych (Glinka, Świeniewicz), najlepszą polską siatkarkę dzisiaj (Skowrońska) oraz siatkarkę ze względu na talent zdolną pretendować do tytułu najlepszej (Barańska). Ktoś sobie wyobraża, że podobne fochy w drużynie męskiej stroi – notorycznie! – kwartet Winiarski – Zagumny – Wlazły – Świderski? A są jeszcze mniej zasłużone, niepewne swej pozycji siatkarki, które potrafią uzależniać przyjazd na zgrupowanie od obietnicy powołania ich do „12” na prestiżowy turniej.

 

Nie ma chyba drugiej drużyny w polskim sporcie, w której tak wiele tak wielkich gwiazd ogłaszałoby niemal wprost, jak niewiele drużyna dla nich znaczy. A przecież selekcjoner siatkarek przepracuje rok 2009 pod presją nawet większą niż selekcjoner siatkarzy – dla braku medalu mistrzostw Europy rozgrywanych w Polsce przebaczenia od pracodawców i kibiców nie będzie.

 

Więcej w blogu Rafała Steca – http://rafalstec.blox.pl/html

źródło: rafalstec.blox.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-01-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved