Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Już ćwierć wieku kibice Avii czekają na promocję

Już ćwierć wieku kibice Avii czekają na promocję

Siatkarze Avii Świdnik po trzynastu kolejkach obecnego sezonu pierwszej ligi przewodzą tabeli, a kibice coraz bardziej wierzą w awans do upragnionej PlusLigi. Od czasów ostatnich meczów świdniczan w najwyższej klasie rozgrywkowej mija właśnie 25 lat.

Ostatni raz Avia grała tam w sezonie 1983/1984. Czy w okrągłą rocznicę uda się powrócić podopiecznym trenera Krzysztofa Lemieszka na salony? Jest duża szansa, aby awansować do play-off o prawo gry w jednej z najsilniejszych lig świata. I na tym należy się skupić, pozostawiając chwilowo na boku wszystkie inne sprawy nie związane z parkietem.

Trener Lemieszek wie jak smakuje awans, bo jako zawodnik w 1980 roku tego doświadczył, wraz z nim promocję uzyskał wówczas Sławomir Kurek, ojciec grającego obecnie w Avii Marcina. – Wtedy spadaliśmy, aby znów awansować – wspomina Lemieszek. – Na jedną ligę byliśmy za mocni, na drugą za słabi. W najwyższej lidze nie mogliśmy zakotwiczyć na dłużej i w końcu spadliśmy na dobre. Jeśli taka sytuacja miałaby się powtórzyć, to trzeba to przemyśleć, aby nie zaszkodzić świdnickiej siatkówce. Nie można powielić błędów Płomienia Sosnowiec.



Wyczyny trenera świdniczan na parkiecie to już jednak odległa historia, tak jak brązowy medal mistrzostw Polski z 1976 roku i gra przed świdnicką publicznością mistrzów olimpijskich z Montrealu: Tomasza Wójtowicza i Lecha Łasko. Teraz próżno w klubie szukać nawet młodzieżowych reprezentantów kraju, ale to nie oznacza, że dzisiejszej drużyny nie stać na wywalczenie historycznego awansu.

Większość z obecnych zawodników Lemieszka liznęło już gry w PLS, albo czuło smak awansu do niej, jak choćby Wojciech Pawłowski z Resovią. Libero Mariusz Kowalski ma nawet w kolekcji wicemistrzostwo kraju z Hutnikiem Kraków, a środkowy bloku Marcin Malicki ostatnie trzy sezony spędził w warszawskiej Politechnice. Marcin Jarosz w 1997 roku wywalczył wicemistrzostwo kraju juniorów z Resovią, a w 2002 był piąty z Gwardią Wrocław w PLS. W swojej karierze przez pięć lat grał z orzełkiem na piersi w kadrach juniorskich.

Obecna drużyna jest wyrównana – ocenia Lemieszek. – W poprzednich latach były gwiazdy, ale nie było pomocników. Teraz nie ma gwiazd, a jest kolektyw. Zawodnicy uzupełniają siebie, pomagają jak mogą. W końcu jest atmosfera sukcesu, mobilizacja przed każdym meczem. Jednak na razie nie ma co popadać w euforię, bo przed nami jeszcze kilka ważnych spotkań. Kiedyś przed meczami przypisywaliśmy sobie punkty, a potem ich brakowało. Dlatego wolę dmuchać na zimne.

W rozegranych dotychczas dwunastu meczach, świdniczanie dziewięć razy schodzili z parkietu z podniesioną głową. Przegrali jedynie z MKS MOS Interpromex Będzin u siebie oraz dwa wyjazdowe spotkania z Pronarem Parkietem Hajnówką i rewelacją rozgrywek BBTS Bielsko-Biała. Zawodnicy Lemieszka wygrywali z Gwardią Wrocław, GTPS Gorzów Wielkopolski i Siatkarzem Pamapol Wieluń, czyli drużynami, którym daje się największe szanse na zajęcie pozycji w czwórce premiowanej grą w play-off. To napawa optymizmem.

Ponadto poczynając od sezonu 2003/2004 Avia jeszcze nigdy nie miała tak wysokiej pozycji na tym etapie rozgrywek (2003/2004 – 4, 2004/2005 – 10, 2005/2006 – 5, 2006/2007 – 5, 2007/2008 – 5). Nie przesądza to jeszcze o powodzeniu całego sezonu, ale obrazuje postęp, jakiego dokonała drużyna w obecnych rozgrywkach. Jeśli wszystko dalej będzie się toczyć według ustalonego przez trenera Lemieszka planu, to w tegorocznych play-off będzie szansa na pobicie wyczynu z sezonu 2006/2007, gdy Avia była trzecia w klasyfikacji końcowej.

O play-off można już mówić otwarcie, bo do zakończenia rozgrywek zostało dziewięć kolejek, a świdnicki zespół ma sześć punktów przewagi nad czwartym w tabeli Pronarem i gra z nim w sobotę we własnej hali. – To jest kluczowe spotkanie – mówi Marian Chałas, wiceprezes Avii. – Jeśli wygramy, powoli będzie można zacząć myśleć o play-off. O awansie też już dyskutujemy. Główny sponsor PZL jest zainteresowany, a w Nysie grali w gorszej hali niż u nas. Po remoncie dostalibyśmy warunkową licencję, a zawsze można skorzystać z hali SP nr 7 czy grać w Lublinie. Z tym nie byłoby problemu.

*Autor – Kamil Balcerek

źródło: Kurier Lubelski

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2009-01-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved