Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > AZS Olsztyn: Fenomen drużyny

AZS Olsztyn: Fenomen drużyny

Jeszcze kilka miesięcy temu kibice drżeli, czy drużyna zagra w PlusLidze. Jednak w miarę upływu czasu wszystko wyglądało coraz lepiej. Zaczęli z wysokiego C, a teraz ledwo „ciągną nogi”. Czyżby świetne rozpoczęcie sezonu, nieco uśpiło siatkarzy AZS-u?

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po doskonałym początku, nie tyle głód został zaspokojony, co nastąpił spadek formy. Trudno grać przez cały sezon na tym samym poziomie, w końcu najważniejsze są play-offy. Kibice zaczęli wymagać coraz więcej, bo kolejne zwycięstwa rozochociły fanów. Siatkarze nie potrafili tych pragnień zaspokoić. Jak mówił Schopenhauer, niemożność zaspokojenia pragnień jest źródłem cierpienia. W tym wypadku jego ofiarami są kibice AZS-u, którzy dawno nie poczuli smaku zwycięstwa.

Miało być o czymś innym! Runął mój misterny plan, napisania o tym, jak to drużyna z prawie ujemnym budżetem trzyma się w czołówce ligi, zahaczając nawet o fotel lidera, a mistrz kraju przegrywa kolejne mecze. Jednak zanim udało mi się zasiąść przed „oknem na świat”, sytuacja AZS-u i mistrza Polski, trochę się zmieniła.



Na nich nie stawiał nikt. W kuluarach eksperci z przekąsem mówili o tym, że są nadal groźnym rywalem. No, ale mówić trzeba, a o Olsztynie mówiło się zawsze jak o potentacie, więc w pewien sposób stało się to tradycją. Do VI kolejki, AZS przegrał tylko 1 mecz, właśnie ze Skrą. Jednak forma posypała się wraz z grą w pucharach. Zaczęło się od haniebnej podwójnej porażki z Lokomotivem. Następnie dwie porażki w lidze, z Resovią i Zaksą. A wczoraj z Sisleyem.

Mówiąc szczerze, byłam pod wrażeniem niektórych akcji. Po stronie AZS-u oczywiście. To, co chwilami działo się na boisku, przypominało mi drużynę, która grała za najlepszych lat. Przecierałam oczy ze zdziwienia. Niestety skończyło się jak to w tegorocznych pucharach. Za piękne porażki punktów się nie przyznaje i AZS musiał dopisać sobie kolejny minus.

Są i tacy, którzy w każdym meczu są faworytem. Skra, która kiepsko zaczęła sezon, po przegranych między innymi z Zaksą i Jastrzębskim Węglem, odbudowuje się w LM. Wygrywa 3:0 z Iskrą i wraca w wielkim stylu na pierwsze strony gazet.

Ja osobiście jestem pod wielkim wrażeniem jednego z zespołów. Drużyna ta nie składa się z gwiazd, nie ma największego budżetu w lidze, a dłuższy czas zajmuje zaszczytne miejsce na fotelu lidera. Są skromni i powoli, punkt po punkcie, set po secie, zwycięstwo po zwycięstwie ukazują, że nie trzeba mieć w drużynie Drogi Mlecznej, aby „robić wyniki”. Jak sami mówią, ważne jest to, że są drużyną.

Właśnie! Podstawą jest to, że tworzy się kolektyw, a nie dwie walczące grupy, czy to na czele z trenerem, czy przeciw niemu. Tajemnica sukcesu tkwi w świadomości ekipy. Każdy musi wiedzieć, za co odpowiada w swojej drużynie i że wszyscy razem walczą o jeden cel. Gdyby walczyli osobno, żaden z nich nie odniósłby sukcesu. Dopiero razem, tworząc jeden organizm, mogą walczyć i zwyciężać. Każdy ma jakieś mankamenty. Drużyna także. Dlatego zadaniem trenera jest ukryć wszystkie te niedoskonałości i stworzyć w teamie więzi, odpowiednią „chemię” pomiędzy zawodnikami.

Siatkarze powinni tworzyć społeczeństwo funkcjonalno–strukturalne, z teorii Herberta Spencera. Społeczeństwo te, składa się z wzajemnie zależnych elementów. Wszystkie, wchodzące w jego skład części są równie ważne i tworzą niepodzielną całość.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-12-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved