Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Krzysztof Kowalczyk: W zespole nie ma jednego lidera

Krzysztof Kowalczyk: W zespole nie ma jednego lidera

- W praktyce "bycie" liderem najczęściej zależy od dyspozycji dnia rozgrywającego. To właśnie rozgrywający decyduje o tym, kto będzie liderem, bo on tego lidera na boisku czuje - twierdzi trener Krzysztof Kowalczyk.

„Inżynierowie” mecz w Gdańsku rozpoczęli niepewnie, popełniając zarówno w obronie, bloku jak i na zagrywce wiele błędów. – Chłopcy za bardzo poddali się atmosferze panującej w hali – twierdzi szkoleniowiec AZS-u Politechniki Warszawskiej, Krzysztof Kowalczyk. Trudno się z nim nie zgodzić, gdyż żywiołowo dopingująca gdańska publiczność sprawiała, że przyjezdni z trudem mogli zebrać własne myśli. – Za sprawę bardzo głośnego nagłośnienia, muzyki, a także rytmicznie uderzanych bębnów za bardzo poszliśmy w stronę emocji, zamiast skupić się na swojej grze – dodaje trener.

W latach ubiegłych, siła ataku stołecznych opierała się na Radosławie Rybaku, którego w tym sezonie wspiera dwóch skrzydłowych – Serhiy Kapelus i Andrzej Skórski, a także środkowy, Iurij Gladyr. Jednak w sobotnim spotkaniu absolutnym liderem drużyny z Warszawy był jej kapitan. Bartłomiej Neroj w trudnych dla zespołu momentach właśnie do niego najczęściej kierował piłki. – W zespole nie ma jednego lidera. Radek jest kapitanem i z tej funkcji wywiązuje się bardzo dobrze. W praktyce „bycie” liderem najczęściej zależy od dyspozycji dnia rozgrywającego. To właśnie rozgrywający decyduje o tym, kto będzie liderem, bo on tego lidera na boisku czuje. W Gdańsku Bartek bardzo dobrze wyczuł możliwości Radka i za to mu chwała – chwali swojego rozgrywającego Krzysztof Kowalczyk.



W sobotnim spotkaniu z beniaminkiem, atutem AZS-u Politechniki Warszawskiej była agresywna zagrywka, skutecznie odrzucająca rywala od siatki – To był nasz drugi mecz, w którym faktycznie ryzykowaliśmy zagrywką. Moim zawodnikom do znudzenia powtarzam, że jest to nasz silny element i w meczach musimy nim ryzykować – mówi trener warszawiaków. W ostatnim meczu wiele serwisów nie trafiało w boisko przeciwników, jednak Krzysztof Kowalczyk nie miał o to pretensji do swoich podopiecznych. – Wszystkie błędy biorę na siebie, zawodnicy ich nie popełniają, chyba, że zamiast mocno, zagrają lekką zagrywkę, którą popsują. Wtedy to jest ich błąd – dodaje. Jednym z wyróżniających się w tym elemencie zawodników w Gdańsku był Ukrainiec, Iurij Gladyr. – Iurij dużo pracował nad eliminację błędu, który popełniał podczas zagrywki, także serwis zaczął mu faktycznie wychodzić. Wkrótce powinien zagrywać tak, jak robił to w minionym na Ukrainie i na początku okresu przygotowawczego, kiedy trenował w naszym zespole.

Przed meczem „Inżynierowie”najbardziej obawiali się dwóch środkowych gdańszczan – Łukasza Kadziewicza i Jarosława Stancelewskiego. – Oni nie okazali się tacy straszni, jednak my im w tym pomogliśmy. Ryzykowna zagrywka z naszej strony spowodowała odrzucenie rozgrywających od siatki, którzy nie mogli za wiele grać środkiem. W kontrach byli już lepsi, głównie za sprawę Łukasza Kadziewicza, kończącego w zasadzie wszystkie piłki – mówi szkoleniowiec. Mniej szczęścia miał drugi ze środkowych beniaminka PlusLigi, Jarosław Stancelewski. Zatrzymany w trzecim secie przez Karola Kłosa, został praktycznie wyłączony z gry do końca spotkania. – Blok przez meczem z Treflem ćwiczyliśmy przez cały tydzień, szczególnie przygotowaliśmy się pod kontem bloku na Stancelewskiego i Kadziewicza. Myślę, że dzięki zrealizowanym założeniom w tym elemencie, zdobyliśmy przynajmniej jeden punkcik – śmieje się Krzysztof Kowalczyk.

*rozmawiał Tomasz Tadrała (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-12-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved