Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Czesław Kolpy: Kiedyś się strasznie denerwowałem

Czesław Kolpy: Kiedyś się strasznie denerwowałem

W siatkówce plażowej trenerzy są z pozoru niewidoczni, jednak bardzo ważni. Strefa Siatkówki namówiła na dłuższą rozmowę selekcjonera reprezentacji Polski Czesława Kolpy.

Miniony sezon reprezentacyjny w siatkówce plażowej jest pierwszym, w którym zaczęliśmy odnosić sukcesy również wśród seniorów. Jest to wynik naszych zdolnych młodych par wchodzących w wiek seniorski, ale również znaczenie miało powstanie całorocznej bazy treningowej. – Przede wszystkim ta baza, która jest sprawą pierwszorzędną. Bez niej moglibyśmy zapomnieć o jakichkolwiek wynikach nie tylko seniorskich, ale również młodzieżowych – zaznacza Czesław Kolpy. – Pomysłodawcą i „ojcem” tej placówki jest Bogusław Adamski i jeśli ma się czymś chwalić, to ten projekt jak najbardziej się nadaje. Wynik sportowy to również skutek ciężkiej i systematycznej pracy wykonywanej przez Sławka Roberta, mnie a także Andrzeja Piotrowskiego, który jest przez nas wprowadzany do sztabu szkoleniowego. Dzięki PZPS mamy również kierownika reprezentacji (Janusz Pełka), który dopina sprawy organizacyjne ośrodka.

Spraw organizacyjnych w tym roku musiało być sporo, bowiem było dużo wyjazdów i to dość egzotycznych: Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Chiny… Wszystkie logistycznie przygotowywała Olga Syropiatko, pracownik PZPS – Chwała związkowi, że przy końcu roku, kiedy ciężko o pieniądze, znalazł fundusze na te wyjazdy. Dwie pary, które tam grały (Fijalek/Prudel z trenerem Sławomirem Robertem) i Kądzioła/Szałankiewicz odniosły wielki sukces, największy w całej swojej historii. Dlatego też obie nasze pary rozpoczną kolejny sezon od ponad tysiąca punktów rankingowych. Miejsca czwarte czy piąte na turniejach World Tour tych par świadczą tylko o tym, że warto w nie inwestować. Mimo, że były to dalekie wyjazdy i automatycznie przez to bardzo drogie, to jednak mają one sens – twierdzi trener naszego eksportowego duetu.



Pojawiają się głosy, że turnieje po IO miały słabszą obsadę, nie wszystkie najlepsze pary się tam pojawiły. – Częściowo to jest prawda. Zawsze rok olimpijski to zmiana warty. Niektóre z tych par już w ogóle nie pokażą się na boisku. Same rozliczą się, czy osiągnęli swój cel w Pekinie, czy nie, być może ktoś z nich zostanie, ale zmieni partnera, ktoś poprzestanie tylko na grze w hali. Ponadto ten sezon był bardzo długi i nie wszyscy to wytrzymali – również z tego powodu niektórzy odpuszczali te dalekie i drogie wyjazdy – uważa Czesław Kolpy. – Nie ma więc co umniejszać sukcesu naszych zawodników, bo po igrzyskach jest to sytuacja normalna. Chłopcy wygrywali tam z silnymi parami, co znacznie wzmocniło ich psychicznie. Francuzi, Brazylijczycy, z którymi przegrali w Chinach z powodu swojej niedojrzałości siatkarskiej to silne pary. Z Brazylijczykami powinni wygrać z urzędu, ale chyba hasło “Brazylia” ich trochę sparaliżowała – a szkoda, to była pierwsza poważna okazja, żeby ich w końcu ograć. Jednak cała czwórka umie wyciągać wnioski, co bardzo cieszy.

W tej chwili mamy swoje dwie eksportowe pary. Kiedy zobaczymy ich więcej w światowych turniejach? Brazylijczycy, Niemcy wystawiają po trzy, cztery czy nawet pięć silnych zespołów. – Ośrodek szkoleniowy w Łodzi zaczął czwarty rok istnienia dopiero. Przez te trzy lata doczekaliśmy się dwóch bardzo dobrych par i to już jest strasznie dużo. Inne kraje w ciągu trzech lat nie mają takich sukcesów szkoleniowych. W tej chwili są szanse na kolejne dwie pary. Jedna z nich będzie startować dopiero w zawodach do lat 18, nazwiska na razie zostawmy w spokoju, druga grać będzie w zawodach do lat 20. To są potencjalni kolejni kadrowicze, o ile związek to finansowo wytrzyma… – twierdzi selekcjoner.

W Szkole Mistrzostwa Sportowego w Łodzi w tej chwili trenuje chłopców osiemnastu i dwanaście dziewcząt. Ośrodek ten już rozbudował się do maksimum, nie ma miejsca dla większej ilości sportowców – opowiada nam Czesław Kolpy. – Ośrodek jest na utrzymaniu administracji państwowej, związek dofinansowuje odżywki i sprzęt. Doszedł nam na pełny etat masażysta i trener odnowy biologicznej – Piotr Wantkiewicz. Potrafi najbardziej rozwalonych ludzi postawić na nogi. Mamy również lekarza dr Michała Waszczykowskiego w kadrze, który jest o specjalizacji ortopedą.

Młodzi chłopcy, którzy zaczynają trenować siatkówkę plażową często są trochę rozdarci. Chętnie graliby na piasku, ale jednocześnie występowali w swoich zespołach halowych. – W tej chwili nasi podopieczni w SMS trenują tylko i wyłącznie siatkówkę plażową. Rzeczywiście przy naborach spotykamy się z tym, że chłopcy chcieliby latem grać w plażówkę, a zimą grać jeszcze w hali – zgadza się z tą tezą trener naszych siatkarzy plażowych. – Jednak przy takim wyczynie i tym poziomie nie da się tego pogodzić. Inna jest technika odbicia piłki, inny jest atak. Nie ma takiego ataku siłowego, ważniejsza jest technika.

Przez pierwszy sezon swojej gry na plaży dzieliłem jeszcze piasek i halę. Miało to złe skutki, szybko złapałem dwie groźne kontuzje spowodowane zmianą podłoża. Takie przeskoki są bardzo ryzykowne dla zdrowia – dodaje jego podopieczny, Michał Kądzioła.

W Polsce o siatkówce plażowej mówi się przede wszystkim przy okazji turniejów World Tour w Mysłowicach i Starych Jabłonkach, czasem przy okazji jakiegoś sukcesu naszej młodzieżowej pary. Co zrobić, żeby siatkówka plażowa była jeszcze bardziej popularna? – Moim zdaniem zależy to przede wszystkim od tych młodych ludzi, którzy grają. Jeśli oni będą walczyć w pierwszej czwórce czy ósemce światowych zawodów, to będzie tak jak kiedyś z reprezentacją Polski w siatkówce halowej. Kibice będą, bo już teraz widać, że mamy wspaniałą publiczność. Jeżdżąc po całym świecie porównujemy i nikt na świecie nie wie, co to jest prawdziwy doping. Wierzę w to, że właśnie te dwie nasze pary wylansują siatkówkę plażowa na taki poziom, że poszczególne stacje telewizyjne będą walczyły o prawa do transmisji z meczów Polaków – uważa Czesław Kolpy.

Oglądając mecz siatkówki plażowej nie każdy zdaje sobie sprawę, że zespoły mają trenerów. O ile rola trenera w przygotowaniach do sezonu i poszczególnych zawodów jest jasna, o tyle nikt nie wie, co trener może robić i co robi podczas samego meczu. – Kiedyś się strasznie denerwowałem, teraz już trochę mniej – przyznaje Kolpy. – Ale skłamałbym, ze jestem spokojnym człowiekiem. Często spotykałem się ze stwierdzeniem, że po co trener ma jechać na zawody, skoro nie siedzi na ławce. Powiem wprost, często jest tak, że gdy chłopcy grają swój mecz, często obok jest rozgrywany równolegle mecz, gdzie grają nasi potencjalni przeciwnicy w systemie brazylijskim. Musimy mieć więc podzielną uwagę…

Trener przygotowuje nas do każdego meczu pod względem taktycznym i fizycznym, ale również przygotowuje nas mentalnie. Podczas meczu siada na trybunach tak, by być widocznym. Najczęściej nagrywa mecz w celu dalszej analizy. Zgodnie z przepisami nie wolno mu przekazywać żadnych wskazówek, ale nieraz jest tak, że mamy umówione gesty – śmieje się Michał Kądzioła. – W trakcie turnieju wskazówki trenera przed meczami są bezcenne. Także uwagi dotyczące przeciwników, których mogą podglądać, są bardzo cenne. Bardzo mało par na świecie pokazuje się na zawodach bez trenera.

Ten sezon był bardzo ciężki dla naszych zawodników ze względu na częste wyjazdy i liczne turnieje. – W zasadzie cały czas jesteśmy na walizkach, bo nawet jeśli mamy przerwę w występach, to zazwyczaj jest przygotowany jakiś obóz treningowy. Ale bardzo lubię podróżować, poznawać nowe miejsca, ludzi, różne kultury. W pewnym momencie robi się to jednak męczące – długie podróże, 14-15 godzin w samolocie, przesiadki. Jednak bezcenny jest ten bagaż doświadczeń, który już zebrałem dzięki siatkówce plażowej – twierdzi Michał Kądzioła, który z Jakubem Szałankiewiczem gra już od ponad trzech lat. – To jest jak w małżeństwie. Gdy jesteśmy razem, to czasem zgrzyta, gdy jesteśmy daleko od siebie, to trochę tęsknimy (śmiech). Teraz mieliśmy trochę wolne od treningów, ale mimo wszystko cały czas się spotykam.

Dużą rolę w doborze zawodników oraz łagodzeniu napięć między nimi odgrywa właśnie trener. – Już na początku trzeba uważać przy doborze par. Mogą być bardzo dobrzy zawodnicy, ale mieć różne charaktery. Jeśli w pierwszym roku coś w takiej parze nie będzie grało, to trzeba się liczyć z tym, że w przerwie międzysezonowej trzeba im znaleźć nową parę – uważa Czesław Kolpy. – Grzesiek Fijałek jest dość trudnym człowiekiem jeśli chodzi o charakter. Jest wspaniałym zawodnikiem, który jednak praktycznie co roku ma innego partnera. Na początku grał z Prudlem, później z Lechem, jeszcze później z Ormanem, teraz wrócił do Mariusza Prudla. Wygląda na to, że jeśli chodzi o wynik sportowy to było dobre posunięcie. Jednak w każdej parze są zgrzyty, bo to są dwie indywidualności. Jeden drugiemu udowadnia sportowo, że to ja mam rację i jestem lepszym zawodnikiem. Siatkówka nie znosi chamstwa i na szczęście kultura osobista zawodników jest na wysokim poziomie, co pozwala zrobić wynik.

Przed naszymi zawodnikami przygotowania do kolejnego sezonu i ciężka praca w okresie zimowym. – Plany na kolejny sezon są jak zwykle piękne. Chcemy, żeby już od początku kwietnia wystartowali w turniejach World Tour. Przy tym zaangażowaniu finansowym związku jest to całkiem realne. Plan numer jeden to jednak ścieżka olimpijska – kierunek na Londyn 2012 – z naciskiem mówi Czesław Kolpy. – To jest bardzo realny plan, kwestia naszej konsekwentnej pracy i osiągniemy to. Wiadomo, że to jest sport, ale ten cel musi być. Związek obiecał, że wszystkie plany będą podporządkowane pod ten cel i wszystko, czego zapragniemy w miarę możliwości finansowych będziemy mieli zapewnione – opowiada selekcjoner. – Występ w Londynie w sferze osobistej to jest oczywiście marzenie, ale w sferze zawodowej to jest motywacja do ciężkiej pracy – dodaje Michał Kądzioła.

Czy wyjazdy zagraniczne pozwolą naszym najlepszym parom na występy w turniejach krajowych w przyszłym sezonie? – No niestety, coś za coś. Będzie to jakiś problem. Kuba z Michałem mają swoich sponsorów, pana Tomasza Dowgiałło, który organizuje World Tour na terenie hotelu Anders w Starych Jabłonkach i jego interesują rozgrywki krajowe. Jesteśmy w rozterce, czy grać w kraju, gdzie poziom jest jaki jest, czy też nawet przegrywać za granicą, ale cały czas się uczyć i iść do przodu. Myślimy że uzgodnimy tak żeby obydwie strony były zadowolone Granie tylko w kraju będzie dla tych dwóch par regresem. Na pewno obydwie pary zagrają w finale Mistrzostw Polski, a czy w innych turniejach krajowych wystąpią – trudno dziś powiedzieć – kończy Czesław Kolpy.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka plażowa

Więcej artykułów z dnia :
2008-12-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved