Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Karch Kiraly: Bardzo lubię wasz kraj

Karch Kiraly: Bardzo lubię wasz kraj

Jest legendą światowej siatkówki. Jako jedyny zdobył złote medale olimpijskie w hali i na plaży, a w plebiscycie FIVB został wybrany najlepszym siatkarzem świata XX wieku. Super Volley porozmawiał z Karchem Kiraly.

O możliwość dłuższej rozmowy z panem zabiegało w Pekinie wiele osób. Dlaczego zgodził się pan spotkać właśnie z dziennikarzem z Polski?

Nikomu nie odmawiam krótkiej wymian zdań, ale na większe wywiady często nie mam czasu i to jest jedyny powód. Pracując dla telewizji NBC jestem jeszcze bardziej zapracowany niż wtedy, gdy sam profesjonalnie grałem! Ale Polakowi nie mogłem odmówić. Ja po prostu bardzo lubię wasz kraj, choć byłem tam tylko raz, grając w Warszawie pokazowy turniej na jednym z głównych placów miasta. Poza tym jak każdy, kto interesuje się siatkówką, znam fenomen tego sportu w Polsce i słyszałem wiele o atmosferze podczas meczów Ligi Światowej. Liczę więc, że od pana dowiem się jeszcze więcej na ten temat. Poza tym wychowywałem się, oglądając reprezentację Polski z lat 70., to jej mecze były dla mnie inspiracją na początku mojej drogi. Finał igrzysk olimpijskich w 1976 r. był wydarzeniem, które na trwałe zapisało się w pamięci wszystkich. Stał się wielkim klasykiem, kto wie, czy nie najbardziej dramatycznym siatkarskim spotkaniem w historii naszego sportu.



Pan miał wtedy 16 lat. Naprawdę nadal pamięta pan tamten mecz?

Z tego konkretnego meczu widziałem tylko kilka piłek, bo nasza telewizja więcej nie pokazała, ale większość pamiętam. A nazwiska wielkich siatkarzy z waszej drużyny oczywiście znam. Tomek Wójtowicz grał fenomenalnie. Wszyscy chwalili go za atak, ale dla mnie był mistrzem bloku na skrzydle. Człowiekiem nie z tej planety był Stanisław Gościniak. To był gość! Obserwowałem go z zapartym tchem. Potem miałem okazję zobaczyć go na żywo, gdy grał trochę w Santa Barbara w Kalifornii. On nawet nie patrzył na piłkę, gdy rozgrywał, interesował go tylko blok rywala. Gościniak mnie inspirował. W tym pamiętnym dla Polski 1976 roku szalałem już na punkcie siatkówki. Miałem jednak pecha – Stany Zjednoczone nie zakwalifikowały się do igrzysk, więc pokazywano u nas bardzo mało tego sportu. Dwa tygodnie siedziałem przed telewizorem niemal bez przerwy, czekając na obrazki z hali siatkarskiej. Na próżno – pokazano nam tylko jakieś pięć minut czegoś, co okazało się najbardziej ekscytującym finałem, jaki można sobie wyobrazić. Prawie to przegapiłem. Do dziś nie widziałem tego meczu w całości i nadal żałuję.

*Cały wywiad w listopadowym wydaniu Super Volley`a

źródło: Super Volley

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka plażowa

Więcej artykułów z dnia :
2008-11-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved