Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Andrzej Skórski: Taka propozycja mogła się już nie powtórzyć

Andrzej Skórski: Taka propozycja mogła się już nie powtórzyć

fot. archiwum

W minionym sezonie Andrzej Skórski stanowił o sile drugoligowego Farta Kielce. Teraz postanowił wykorzystać szansę daną od losu i przenieść się do PlusLigi, do drużyny JW Construction Osram AZS Politechniki Warszawskiej.

W Farcie Kielce byłeś najlepszym zawodnikiem drużyny, nie chciałeś tam zostać?

 

Długo zastanawiałem się nad propozycją z Warszawy. W stolicy jest ekstraklasa i nie wiedziałem, czy uda mi się pogodzić siatkówkę ze studiami. Postanowiłem wykorzystać tę szansę, aby kiedyś nie pluć sobie w brodę, że będąc młodym miałem okazję grać z najlepszymi, a nie skorzystałem z okazji. Taka propozycja mogła się już nie powtórzyć .



 

W PlusLidze zadebiutowałeś już w pierwszym meczu w Częstochowie. Jakie są Twoje wrażenia z tego meczu?

 

To było dla mnie niesamowite przeżycie… Wchodzę na salę, a tam tłumy kibiców, kamery telewizyjne, ta atmosfera… Na szczęście udało się opanować nerwy i to spotkanie, jeśli tak to mogę nazwać (Andrzej Skórski grał od IV seta – przyp. red.) zaliczam do udanych. Myślałem, że będzie gorzej i strach mnie bardziej sparaliżuje (śmiech) .

 

W meczu z Jastrzębskim Węglem wyszedłeś w podstawowym składzie. Czułeś stres?

 

Było we mnie małe napięcie. To było cudowne uczucie, gdy naprzeciwko siatki miało się zawodników, których wcześniej oglądało się i podziwiało w telewizji .

 

Duża jest różnica pomiędzy grą w II lidze a ekstraklasie?

 

To jest ogromna przepaść. Jakby nie patrzeć, jest to różnica trzech klas. Grając w PlusLidze wielu rzeczy trzeba się uczyć na nowo, dlatego bardzo dużo czasu poświęcam z trenerem Kowalczykiem ucząc się nowych elementów siatkarskiego rzemiosła. W ekstraklasie grają świetni i doświadczeni zawodnicy, a w II lidze bardziej rządził przypadek niż umiejętności zawodników .

 

Koledzy z zespołu śmieją się, że na każdym kroku podkreślasz, iż masz 22 lata. Możesz to wyjaśnić?

 

Rocznikowo miałbym 23 lata (śmiech). Na szczęście mogę się jeszcze cieszyć młodym wiekiem 22 lat, chociaż urodziny już niedługo, w listopadzie (śmiech).

 

Siedem lat grasz w siatkówkę. Masz już spory bagaż doświadczeń.

 

Wszystko zaczęło się czwartej klasie szkoły średniej. Po bardzo dobrym okresie juniorskim w Tarnovii Tarnów otrzymałem bardzo dobrą propozycję z kilku klubów. Oferta z Olsztyna wydawała mi się najciekawsza, dlatego zdecydowałem się przejść do klubu ze stolicy Warmii i Mazur. Tam miałem grać w rezerwach AZS-u Olsztyn, a trenować z pierwszą drużyną. Przy okazji miałem reprezentować klub w rozgrywkach juniorskich. Niestety, nabawiłem się kontuzji. To na jakiś czas skreśliło mnie z treningów. Wtedy miałem bardzo dużo czasu na przemyślenia. Zdałem sobie sprawę, że sport jest zajęciem na krótką metę i postanowiłem wrócić do Tarnowa. Tam bardzo dobrze zdałem maturę, która otworzyła mi drzwi na wszystkie uczelnie techniczne w Polsce. Postanowiłem, że już nie wrócę do Olsztyna. Dokończyłem tam jedynie rozgrywki juniorskie, w których zdobyliśmy brązowy medal mistrzostw Polski. Studiując budownictwo na Politechnice Rzeszowskiej grałem w drugoligowym zespole Błękitnych Ropczyce .

 

Później ponownie znalazłeś się w Olsztynie…

 

Tak. Otrzymałem propozycję gry od trenera Józefa Kopaczela, który z chłopakami z Olsztyna awansował do I ligi. Stwierdziłem, że skorzystam z tej okazji dołączając do zespołu. Niestety, nie udało się nam utrzymać, ale i tak uważam ten sezon za udany. Po rozgrywkach powstał dylemat, czy pozostać w Olsztynie czy przystać na propozycję z Gdańska, który w tym czasie grał w II lidze. Zdecydowałem się na drugi wariant, a mojej w decyzji utwierdziła mnie przeprowadzka do Gdańska trenera Kopaczela, którego warsztat zawsze będę sobie cenił .

 

Czy Kopaczel był siatkarskim ojcem chrzestnym?

 

To niesamowity człowiek, któremu zależy nie tylko na tym, aby zawodnik zajmował się siatkówką, ale i kształcił się. W Olsztynie nie raz zdarzało się, że w momentach kiedy miałem problem na studiach, trener chcąc mi pomóc szedł do prowadzącego zajęcia lub dziekana. Do dziś mam ogromne słowa uznania dla jego osoby .

 

Później znalazłeś się w Kielcach…

 

Wkrótce okazało się, że klub z Gdańska jest niewypłacalny. W międzyczasie otrzymałem kolejne dwie oferty, z Kielc oraz z pierwszej ligi. Niestety, grając na zapleczu ekstraklasy, klub nie chciał się zgodzić na kontynuowanie przeze mnie nauki. Dwóch treningów dziennie nie można było pogodzić z nauką. Z kolei w Kielcach nie było takiego problemu. Grając w II lidze bez problemu mogłem dalej studiować swój kierunek, na Politechnice Świętokrzyskiej .

 

Politechnika Warszawska nie jest pierwszym zespołem, w którym otarłeś się o siatkówkę na najwyższym poziomie.

 

Tak. Miało to miejsce, gdy jeszcze w okresie juniorskim grałem w zespole AZS-u Olsztyn. Wtedy byłem przymierzany do gry w pierwszym zespole. Niestety, były to czasy, kiedy w klubie wolało się stawiać na ludzi z nazwiskami. Nie dbano zbytnio o drużynę rezerw. Nie mieliśmy dobrych warunków do trenowania, a wszelkie fundusze szły na pierwszą drużynę. Wtedy też z klubu odeszło wielu perspektywicznych chłopaków. Cieszę się, że z tamtego składu szansę gry otrzymał Krzysiek Andrzejewski, mam nadzieję, że jak najlepiej ułoży mu się w klubie .

 

W Warszawie grasz ze swoim znajomym, Rafałem Buszkiem.

 

Poznaliśmy się w Ropczycach. Wtedy grałem na pozycji atakującego, a Rafał podglądał moją grę i czasami mnie uzupełniał. Nasze relacje są bardzo dobre, a przed podpisaniem kontraktu kontaktowałem się z Rafałem pytając go o sytuację w klubie .

 

Zwiedziłeś już trochę klubów, czy jest szansa, że w Politechnice zostaniesz na dłużej?

 

To w głównej mierze zależy od prezesów. Bardzo chciałbym tutaj zostać, choćby dlatego, by w końcu skończyć studia. Bardzo mi na tym zależy. To jest moje największe marzenie, mieć tytuł magistra inżyniera budownictwa i dumnie reprezentować zespół „Inżynierów” (śmiech). Zobaczymy jak potoczy się druga część sezonu i czy włodarze będą ze mnie zadowoleni .

 

Uda się pogodzić naukę z zawodową grą w siatkówkę?

 

Będzie ciężko. Studia będą na pewno trwały troszeczkę dłużej, ale w tej chwili będzie to w głównej mierze zależało od działaczy .

 

Największe sukcesy?

 

W czasach kiedy grałem w Tarnovii Tarnów w zespole, o którym nikt w Polsce nie słyszał, udało się nam dojść do półfinałów mistrzostw Polski. Może nie jest to wielkie osiągnięcie, ale walcząc o finały udało się nam pokonać 3:0 Avię Świdnik, drużynę, która później sięgnęła po brązowy medal. Zarówno dla mnie, dla kolegów, jak i trenera Czesława Skwarka było to niesamowite przeżycie, gdyż z siatkówką na tak wysokim poziomie nie mieliśmy nigdy do czynienia. To jest sukces, który budzi we mnie ogromną radość. Później wraz z AZS-u Olsztyn sięgnąłem po złoto i brąz mistrzostw Polski juniorów. Tworzyliśmy bardzo mocny kolektyw, którym graliśmy w I lidze, w rozgrywkach juniorskich nie było na nas w zasadzie mocnych (śmiech). Pojechaliśmy też na Akademickie Mistrzostwa Europy do Holandii. Przez cały turniej przegraliśmy tylko jeden mecz – z Holendrami, w zespole których grało kilku zawodników z reprezentacji. Holendrzy zdobyli wtedy złoto, a nam w udziale przypadł brąz .

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2008-11-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved