Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Sędziowie z Radomia stanowią prawdziwą elitę

Sędziowie z Radomia stanowią prawdziwą elitę

fot. archiwum

Jakie miasto ma najlepszych w Polsce sędziów siatkówki? Odpowiedź na tak postawione pytanie wydawać może się banalnie prosta. To Radom - gdyż w rozgrywkach PlusLigi męskiej i żeńskiej reprezentowany jest przez czterech arbitrów.

Sylwester Strzylak , Janusz Soból , Paweł Zajc i Maciej Twardowski stanowią prawdziwą elitę.

Z pewnością największy udział w wypracowaniu tak wysokiej marki mają Sylwester Strzylak i Janusz Soból. Dla wielu, najlepszy obecnie duet siatkarskich arbitrów w kraju. Wspólnie prowadzili wiele ważnych spotkań z finałami mistrzostw Polski, czy Pucharu Polski włącznie. Przez dwadzieścia siedem lat wypracowali sobie uznanie wszystkich, siatkarzy, trenerów i kibiców. Obaj ze sportem związani są od najmłodszych lat.

Sylwester Strzylak swoją przygodę rozpoczynał w Zespole Szkół Energetycznych w Radomiu. Jego pierwszym trenerem był Józef Głogowski , człowiek doskonale znanych w sportowym światku Radomia. Janusz Soból ze sportem zetknął się już w podstawówce. Grał w szkolnej reprezentacji niemal we wszystkich dyscyplinach. Z siatkówką na dobre zainteresował się w Zespołu Szkół Elektronicznych, znanej kuźni talentów. Pod okiem Jana Skorżyńskiego i Jacka Wlazłowicza trenował między innymi wspólnie z Ryszardem Kotalą , Andrzejem Skorupą , Pawłem Fijałkowskim i Jackiem Rychlickim . Wszyscy w przeszłości byli znanymi zawodnikami. Przez dwa lata był nawet kapitanem drużyny juniorów.



Z duchem siatkówki

Zbyt wielkiej kariery nie dane było im osiągnąć. Ze sportem nie zerwali. Los zrządził, że niemal w jednym czasie obaj postanowili zapisać się na kurs sędziowski. Zrobili to nieco przez przekorę. Bulwersowały ich między innymi orzeczenia arbitrów. Byli przekonani o dziejącej im się krzywdzie. – Nieraz widzieliśmy, jak po ataku piłka niemal urywała przeciwnikom ręce. Tymczasem sędziowie odgwizdywali atak autowy. Na niewiele dało się składanie protestów, przeciwnie często karany byłem za to kartkami. Zapisując się na kurs, chciałem poznać po prostu lepiej przepisy – wspomina Sylwester Strzylak.

Byli o tyle w dobrej sytuacji, iż mając za sobą kilka lat gry poznali ducha siatkówki. Szybko pieli się po kolejnych szczeblach rozgrywek. W tej chwili na arenie ogólnopolskiej żaden z krajowych duetów sędziowskich nie może pochwalić się takim stażem. Podobny przypadek nie jest znany nawet w innych dyscyplinach. – Zadecydowały o tym zbliżone charaktery, ale i wiele innych rzeczy, np. to że nie palimy papierosów – podpowiada Strzylak.

Od początku cechowała ich profesjonalne podejście. Środowisko zaszokowali choćby jednakowymi i zawsze zadbanymi ubiorami. Żony radomskich arbitrów żartują, że ich mężowie ze sobą przebywają w weekendy częściej ze sobą niż z nimi. – Odkąd zmieniono regulamin rozgrywek, w tym względzie i tak jest już lepiej. Na marginesie, bez zaufania i wyrozumiałości małżonek nie byłoby nam dane kontynuowanie kariery przez tyle lat – mówią.

Wyjątkowo czysta dyscyplina

Wśród kibiców o niezbyt sportowej postawie sędziów krążą legendy. Radomianie tymczasem twierdzą, że wiele jest w tym przesady. Oni sami przez lata mieli tylko dwie próby tzw. "podejść". – Nie będę wymieniał klubów, bo nie ma to sensu. Powiem tylko, że do dzisiaj wśród działaczy zespołów, które wygrały i tych, które przegrały tamte mecze cieszymy się szacunkiem – podkreśla Janusz Soból .

Tymczasem jego partner nie boi się nawet stwierdzenia, że w porównaniu do innych, siatkówka jest wyjątkowo czystą dyscypliną, choć zdarzyło się im prowadzić kilka spotkań … "ustawionych" przez samych zawodników. – W takich przypadkach oczywiście staraliśmy się nie przeszkadzać zainteresowanym. Wiadomo było przecież, że ta drużyna, która musi wygrać i tak wygra – podkreśla Strzylak .

Profesjonalne podejście stało się ich znakiem firmowym. Zdarzają się oczywiście pomyłki, czy dyskusyjne decyzje. Złego werdyktu, nie naprawiali jednak kolejnym. Prowadząc mecze nigdy nie zdarza się też im do siebie spacerować. Świetne się rozumieją i uzupełniają. Nigdy też nie zdarzyło się żeby na halę, w której mają prowadzić mecz "wpadli" w ostatniej chwili. Przyjeżdżają na co najmniej kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem. Do odległego Szczecina często latali samolotem. Wszystko po to, żeby być w jak najlepszej kondycji psychofizycznej.

Reklamowali niemal każdą piłkę

Teraz już nie, ale wcześniej zdarzało się, że kilku zawodników starało się podważyć ich kompetencje. Przykładem w tym względzie byli choćby Sławomir Kudłaczewski i Jarosław Szopa . – Sporo dyskutowali, w charakterze mieli reklamowanie niemal każdej piłki. Później, gdy widzieli nas na parkiecie już podczas rozgrzewki podchodzili przywitać się i zamienić grzecznościowo kilka słów. Widać, nabrali do nas odpowiedniego szacunku – mówi Strzylak. Podobnie ma się sprawa z trenerami. – Prawda zaś jest taka, że większość siatkarzy, czy szkoleniowców nie zna dobrze przepisów – zapewniają. Chlubnym wyjątkiem w tym względzie jest AZS Olsztyn. Ich zdaniem na obecne czasy w tym klubie najlepiej znają przepisy.

Ważne mecze

Przez lata prowadzili wiele bardzo ważnych spotkań. Sędziowali mecze gwiazd, półfinały i finały mistrzostw Polski. Zgodnie podkreślają, że ich szczytowym osiągnięciem był finał Pucharu Polski rozgrywany w 1997 roku w Radomiu. – Sędziować tak ważny mecz przed własną publicznością było wielkim przeżyciem. Tym większym, że od wszystkich jego uczestników dostaliśmy maksymalne oceny. Wszyscy stwierdzili, że nie popełniliśmy żadnego błędu i to pod każdym względem – podkreśla Soból. Mecze o stawkę są dla nich prawdziwym sprawdzianem. W pamięci utkwił im jeszcze jeden mecz Stal Nysa – AZS Częstochowa, tuż po ich awansie do pierwszej ligi. Wszyscy ich przestrzegali przed specyfiką tamtejszej hali. W środowisku sędziów panuje bowiem opinia, kto przeżyje Nysę będzie to oznaczać, że zdał prawdziwy egzamin. Oni w "nyskim kotle" zdali go na piątkę, a już największym uznaniem było to, że miejscowa publiczność ani razu nie odważyła się ich wygwizdać.

Radomski klimat

Sylwester Strzylak na co dzień jest prezesem Radomskiego Okręgowego Związku Siatkówki, ostatnio wybrany został też do zarządu PZPS. W działalność ROZPS zaangażowany jest również Janusz Soból . Obaj podkreślają, że w Radomiu jest klimat dla siatkówki. – Kiedyś idąc na mecze Czarnych bez problemów można wybrać było się z dziewczyną, czy dziećmi, wiedząc, że nikomu nie stanie się krzywda. Teraz jest podobnie. Bezpieczeństwo, spokój, fajna atmosfera, to ogromny atut tej dyscypliny – podkreślają.

*Autor: Sławomir Monik, Tygodnik 7 Dni

źródło: SportRadom.pl, Tygodnik 7 dni

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2008-10-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved