Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Michał Kądzioła: Nic nie musimy, a możemy

Michał Kądzioła: Nic nie musimy, a możemy

fot. archiwum

Manama gości uczestników kolejnego turnieju cyklu światowego w siatkówce plażowej. Młoda polska para - Jakub Szałankiewicz i Michał Kądzioła, zajęła tam bardzo dobre miejsce 5-6.

Maciej Nowocień: Zajęliście wysokie miejsce w WT W Bahrajnie. Jak się czujecie po turnieju?

 

Michał Kądzioła: – Na pewno jestem zadowolony, jest to nasz najlepszy wynik w historii. Ale pokazał również, że potrzeba nam jeszcze wiele pracy.



 

Jakub Szałankiewicz: – Psychicznie czujemy się ogromnie usatysfakcjonowani, ponieważ zająć miejsce 5-6 na World Tourze to ogromny sukces. Natomiast fizycznie jesteśmy bardzo zmęczeni, ponieważ turniej odbywał się w różnych godzinach. Jednego dnia graliśmy przykładowo o godzinie 20.00, aby następny mecz zagrać z samego rana, o 8.30.

 

Klimat również Wam nie sprzyjał…

 

M.K.: – Trudno powiedzieć, czy klimat nam nie sprzyjał. Warunki były przecież takie same dla wszystkich. Do sezonu zostaliśmy przygotowani bardzo dobrze, pomimo tak długiego okresu. Kiedy gramy cały czas, gramy wtedy dobrze i wytrzymujemy kondycyjnie. Takie są uroki siatkówki plażowej. Gra się przy bardzo dużym słońcu i wysokich temperaturach.

 

J.Sz.: – Tak, jest tu bardzo gorąco, ale cieszymy się, że potrafimy sobie poradzić w tak trudnych warunkach.

 

Wykorzystaliście to, że turniej był raczej słabo obsadzony?

 

M.K.: – Droga do miejsca 5-6 była dla nas bardzo przyjazna, ponieważ nie graliśmy z najlepszymi parami. Ale i tak trzeba było grać dobrze, by pokonać kolejne pary. Wydaje mi się, że wykorzystaliśmy w 100% naszą szansę.

 

J.Sz.: – Nie było kilku podstawowych par, które teraz odpoczywają po ciężkim sezonie. Ale było tez sporo innych silnych par i przede wszystkim takie duety jak my, które potrzebują jak najwięcej startów i ogrania oraz jak najwięcej punktów do rankingu.

 

A jak zareagowali trenerzy na ten sukces?

 

M.K.: – Trener Kolpy bardzo się cieszył z każdego zwycięstwa. Natomiast w porażkach szukał naszych niedoskonałości. Teraz wyciągnie z tego wnioski i przy pomocy trenera Roberta postara się dopracować plan treningowy na przyszły sezon, by osiągnąć jak najlepsze wyniki.

 

J.Sz.: – Trenerzy są bardzo usatysfakcjonowani, ponieważ zarówno my, jak i Grzesiek z Mariuszem (inna polska para – przyp. red.) zajęliśmy swoje historyczne miejsca. Dla niektórych miejsca 5-6 będą wysokie, a dla innych niskie. Natomiast my, razem z Czesławem Kolpym będziemy pracować na to, aby te miejsce były coraz wyższe.

 

Poświęciliście dla tego turnieju Święto Wszystkich Świętych…

 

M.K.: – Z jednej strony na pewno tak, bo zrobiliśmy to dla dobra polskiej siatkówki plażowej i dla dobra własnego. No, ale okazje do spotkań z bliskimi niestety zdarzają się w święta, więc moi rodzice będą teraz musieli poczekać aż do Gwiazdki.

 

J.Sz.: – Opłacało się! I to bardzo! W sumie nasi rodzice przyzwyczaili się już do tego, że nie ma nas już coraz częściej podczas różnych świąt. Ale przede wszystkim chcą tego samego co my – żebyśmy wygrywali.

 

Co było przyczyną porażki z francuską parą?

 

M.K.: – Bracia Ces w tym roku wystrzelili z siatkarskiej armaty. Poczynili wielkie postępy i grali chyba we wszystkich turniejach. Brakuje nam jeszcze trochę siły i doświadczenia, żeby właśnie na zmęczeniu turniejowym wycisnąć z siebie maksa.

 

J.Sz.: – Francuscy bracia Ces-Ces są naprawdę dobrą parą, od której na dzień dzisiejszy jesteśmy słabsi, ale będziemy na pewno dążyć do tego, żeby role się odwróciły. Jedną z głównych przyczyn była pogoda. Graliśmy w samo południe i mieliśmy „w nogach” trochę więcej meczów, niż nasi przeciwnicy.

 

Wybieracie się jeszcze na ostatni turniej do Chin?

 

M.K.: – Tak, potraktujemy go jak dwa poprzednie – jako nagrodę po dobrym sezonie. Postaramy się wykorzystać ją jak najlepiej. Jest to ostatni turniej w sezonie, wiec mamy zamiar osiągnąć jeszcze lepszy wynik niż tutaj, w Bahrajnie.

 

J.Sz.: – Tak, wybieramy się tam w takim samym celu jak na każdy World Tour – w celu zdobycia jak najwięcej punktów i jak najwyższego miejsca. A może medalu? (uśmiech)

 

Po takim sukcesie chyba nastawienie jest dobre…

 

M.K.: – Tak, pojedziemy tam na pewno nastawieni że ”nic nie musimy, a możemy”. A przy takim nastawieniu bardzo dobrze się gra.

 

J.Sz.: – Takie zwycięstwa naprawdę bardzo cieszą, ale na szczęście razem z Michałem twardo stąpamy po ziemi i wiemy ze będzie bardzo trudno, ponieważ niektórzy przeciwnicy będą chcieli się odgryźć za porażki z Dubaju.

 

Po Chinach wrócicie do domu. Jaka będzie pierwsza rzecz, którą zrobicie w rodzinnym kraju?

 

M.K.: – Zajmę się wszystkim co nie będzie związane z siatkówką, na pewno zabiorę się za studia. Pierwszy rok podobno jest najtrudniejszy. Może również udam się gdzieś na długi weekend.

 

J.Sz.: – Będziemy na pewno odpoczywali. Razem z moją dziewczyną, Katarzyną Urban (również reprezentantka Polski w siatkówce plażowej – red.), udamy się na jakiś weekendowy odpoczynek.

 

* rozmawiał Maciej Nowocień (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka plażowa

Więcej artykułów z dnia :
2008-10-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved