Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Miguel Angel Falasca: Skra to silna drużyna

Miguel Angel Falasca: Skra to silna drużyna

fot. archiwum

Techniki uczył go Raul Lozano, zwycięskiej mentalności Andrea Anastasi, teraz chce wygrać Ligę Mistrzów z Danielem Castellanim. 35-letni Miguel Angel Falasca, artysta siatkówki.

Co pomyślał pan, kiedy pojawiła się propozycja z Bełchatowa?

 

Miguel Angel Falasca : -Byłem szczęśliwy, bo to silna drużyna, która chce odegrać ważną rolę w Lidze Mistrzów. Zacząłem się więc dowiadywać, co to za miejsce, jak skonstruowany jest klub, jakich ma kibiców .



 

A co wiedział pan o Skrze wcześniej?

 

O samej drużynie sporo, bo dwa lata temu grałem w Polsce w Lidze Mistrzów. Zresztą interesuję się zawsze innymi ekipami grającymi w Champions League. Znacznie mniej wiedziałem za to o organizacji ligowej. Okazało się jednak, że jest ona coraz lepsza, zainteresowanie mediów coraz większe, a hale są pełne. Zadzwoniłem więc do Stephane’a Antigi i wypytałem się o szczegóły. Powiedział, żebym nie zastanawiał się długo.

 

W Polsce panuje przekonanie, że PlusLiga pod względem poziomu zajmuje trzecie miejsce w Europie. Zgadza się pan z tą opinią?

 

Myślę że tak. Najsilniejsze ligi to włoska i rosyjska. W tej pierwszej jest niezwykle wyrównany poziom. Praktycznie wszystkie drużyny prezentują podobne możliwości. Do końca nie wiadomo kto będzie grał w play-off, a i ósmy zespół po sezonie zasadniczym może potem wiele nabroić. W Rosji są wielkie pieniądze i przynajmniej cztery bardzo silne drużyny. Ale polska liga jest silniejsza niż grecka, czy francuska. A z jeszcze lepszą organizacją i wspaniałymi kibicami, którzy już są, może dalej się rozwijać. Nie jestem tym zaskoczony, choć jest trochę lepiej niż myślałem.

 

Ma pan za sobą wspaniały 2007 rok, w którym zdobyliście z reprezentacją mistrzostwo Europy. Ale po tym turnieju zabrakło postawienia kropki nad „i”. Hiszpania nie awansowała na igrzyska olimpijskie.

 

Już w 2005 roku graliśmy na podobnym poziomie. Dotarliśmy do półfinału mistrzostw Europy i przegraliśmy w tie-breaku. A przecież niektórzy z nas wracali po kontuzjach. Podobnie było w poprzednim sezonie. Miałem kłopoty z nogą, mój brat również miał kontuzję. Ale mimo to wierzyliśmy w medal. Chcieliśmy wypaść lepiej niż w 2005 roku. Wygraliśmy Ligę Europejską i uwierzyliśmy w siebie. Nie jest prawdą, że graliśmy bez presji. My czuliśmy się faworytami i chcieliśmy to udowodnić. Zagraliśmy na wysokim poziomie. Po tym turnieju zagraliśmy jeszcze podobnie w Pucharze Świata. W pierwszym etapie kwalifikacji europejskich wygraliśmy z Polską i Włochami, ale przegraliśmy z Finlandią. Ale zdarza się. I tak naprawdę zagraliśmy słabiej dopiero w Niemczech. Na interkontynentalny turniej kwalifikacyjny przyjechaliśmy bez mojego brata i Israela Rodrigueza. Ja także byłem przemęczony. A Hiszpania nie ma zbyt wielu graczy na najwyższym poziomie. To nie Polska, gdzie w dwóch meczach ligowych widziałem już młodych Kurka, Bartmana, Nowakowskiego, Wronę, Możdżonka… Rety, przecież każdy z tych zawodników mógłby grać w reprezentacji Hiszpanii.

 

Pracował pan swego czasu także z Raulem Lozano, który niedawno opuścił Polskę. Argentyńczyk także w Hiszpanii wdawał się często w polemikę z dziennikarzami, działaczami, a nawet zawodnikami.

 

Raul to przede wszystkim trener o niezwykłej siatkarskiej wiedzy, który potrafi dokonywać wielkich rzeczy z drużynami. Widać to także po waszej reprezentacji, która dokonała wielkiego postępu. Srebrny medal mundialu jest tego dowodem. To nie jest zwycięstwo, ale na pewno sukces. Podobnie było w Hiszpanii. Kiedy przyjechał za pierwszym razem, zmienił oblicze naszej drużyny. Ja, Pascual, czy De La Fuente i kilku innych, zawdzięczamy mu bardzo wiele. Szczególnie z punktu widzenia techniki. Ktoś może powiedzieć, że w Polsce macie i mieliście już wcześniej utalentowanych siatkarzy, ale jakoś nikt inny wcześniej nie dokonał zmiany jakości gry i nie wywalczył medalu mistrzostw świata. A co się stało potem? Ciężko to oceniać z zewnątrz. Część nieporozumień to na pewno wina Raula, część jego podopiecznych. Śledziłem waszą reprezentację, ale nie chcę tego oceniać. Wiem tylko, że ci, z którymi rozmawiałem trochę narzekali na atmosferę w reprezentacji. Ale nie chcieli zmiany trenera, a bardziej relacji z nim. W pewnym momencie gdzieś zgubiony został duch drużyny. Taki, którego na przykład mieli na igrzyskach Amerykanie. Wszyscy zachwyceni są grą ich zawodników, ale przecież nikt mi nie powie, że Salmon jest lepszy od Winiarskiego?!

 

*Więcej w: Super Volleyu

źródło: supervolley.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2008-10-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved