Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Gdyby nie libero, nie grałbym w siatkówkę w ogóle

Gdyby nie libero, nie grałbym w siatkówkę w ogóle

fot. archiwum

Specjalnie dla Strefy Siatkówki o rozpoczęciu gry w siatkówce oraz o przebiegu dotychczasowej sportowej kariery, a także o swoich planach sportowych opowiada libero AZS-u Olsztyn, Krzysztof Andrzejewski.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z siatkówką?

 

Krzysztof Andrzejewski : –Zacznijmy może od podstawówki, bo tam to się wszystko zaczęło. Było to dość przypadkowe zdarzenie. Pamiętam, jak na zastępstwo na jedną z lekcji w czwartej bądź piątej klasie podstawówki przyszła pani Danuta Pszczółkowska, która była nauczycielką chemii. Nie miałem normalnie z nią zajęć. Pani Danusia prowadziła również sekcję siatkówki w szkole podstawowej nr 27 w Olsztynie. Zaproponowała kilku chłopakom z klasy, czy nie chcielibyśmy przyjść. Oczywiście, zgodziliśmy się. Po paru treningach większa część tych chłopaków wykruszyła się, ja zostałem. I nie żałuję.



 

Od razu wiedziałeś, że chcesz się zająć siatkówką, a nie np. popularną wtedy w Olsztynie piłką nożną?

 

Właśnie próbowałem też swoich sił w piłce nożnej, ale zakończyło się to na jednym treningu. Po prostu poszedłem kiedyś na takie testy dla młodych piłkarzy na stadionie Stomilu. Ale już na pierwszym treningu zjawiło się mnóstwo dzieci i stwierdziłem, że jest to słabo zorganizowane i przychyliłem się ku siatkówce. Bardziej chyba odpowiada mi klimat hali, niż boiska i dlatego chciałem kontynuować siatkówkę. Aczkolwiek w międzyczasie było również kilka innych dyscyplin. W szkole podstawowej próbowałem swoich sił w piłce ręcznej, grałem w kosza. Jako dziecko się z góry nie określa, nie myśli przyszłościowo – np. że będę siatkarzem lub będę piłkarzem. Po prostu jeśli ktoś jest sprytny, dobry fizycznie, w każdym sporcie jest niezły. Dopiero potem się okazało, że będę siatkarzem. Po pójściu do liceum dalej trenowałem. Współpracowałem wtedy już z trenerami: Czesławem Kolpe, Markiem Kotulskim, czy potem z trenerem Kopaczelem w wieku juniora. Wtedy już praktycznie było przesądzone, że już nic więcej nie mogę trenować, bo za daleko to zaszło (śmiech).

 

Od zawsze grałeś na pozycji libero?

 

Kiedyś usłyszałem taką ciekawostkę od trenera Czesława Kolpego, że jestem jednym z niewielu zawodników, którzy od początku istnienia tej pozycji trenuję właśnie na libero. Było to tak, że w podstawówce grałem na przyjęciu z atakiem. Siatka była niska, ja byłem też niski jak na siatkarza, także radziłem sobie doskonale. Natomiast w pierwszej klasie ogólniaka, kiedy wszedłem w wiek kadeta, siatka urosła, ja nie i powstał problem: co tu zrobić, żeby grać dalej? W pierwszym roku kadeta trener Czesław Kolpe podszedł do mnie, położył mi rękę na ramieniu i powiedział – że tak brzydko się wyrażę – „masz przesrane”. Zapytałem dlaczego. Przestraszyłem się, myślałem, że coś się stało. Odpowiedział, że będę grał na libero, bo wprowadzili taką pozycję. I tak to się zaczęło. Grałem na libero przez dwa lata w wieku kadeta, potem w juniorskim no i potem przygoda w seniorach.

 

Rozpoczynałeś karierę jako junior w AZS Olsztyn. Jak wspominasz ten czas?

 

Wspominam to jak każde dziecko swoje dzieciństwo w pełnym słowa znaczeniu. Chodziliśmy na trening i to się tylko liczyło. Było jeszcze kilku chłopaków, którzy jeszcze grają, może nie w PlusLidze, ale w II ligach, np. Maciek Główczyński, który gra w Ślepsku Augustów, mój serdeczny przyjaciel. Co prawda, większość chłopaków z mojego rocznika nie trenuje siatkówki. Nic jednak nie może zastąpić tych czasów dzieciństwa z wielkim oddaniem dla AZS. Może wtedy się o tym nie myślało. Po prostu biegaliśmy na treningi i trenowaliśmy. W wieku kadeta nie zdobyłem żadnego medalu. Natomiast trener Kotulski jeszcze jako kadeta wziął mnie do drużyny juniorskiej i tam wraz z Pawłem Siezieniewskim, Adamem Kurianem, Marcinem Mierzejewskim, Pawłem Szabelskim, Wojtkiem Grzybem i Michałem Kotulskim zdobyliśmy srebro w Nysie. Bardzo miło wspominam ten okres. Byłem młodszy od chłopaków, było to dla mnie wielkie wyróżnienie. Udało się wtedy zdobyć srebrny medal. W finale przegraliśmy z MOS Warszawa, w którym grał m.in. Arkadiusz Gołaś. Na drugi rok zdobyliśmy brąz w Bydgoszczy.

 

Po skończeniu wieku juniorskiego zostałeś przeniesiony do rezerw AZS Olsztyn .

 

Już nawet w wieku juniorskim graliśmy w drugiej lidze. Bardzo silna była pierwsza drużyna. Do drugiej drużyny zostało przeniesionych kilku zawodników, m.in. (Artur Pieśniak, Piotrek Kempisty, Paweł Szabelski). Właśnie z tego połączenia juniorów i seniorów, którzy nie łapali się do pierwszego składu stworzyła się naprawdę fajna ekipa i awansowaliśmy do pierwszej ligi. Już w wieku juniora miałem więc okazję grać na wysokim poziomie. Nie do końca jednak to dobrze wyszło, bo zostaliśmy oddelegowani do Szczytna. W Olsztynie nie było środków na utrzymanie całej drużyny i zostaliśmy „oddani” do Szczytna i reprezentowaliśmy to miasto w lidze .

 

Zaliczyłeś również półroczny występ w Resovii Rzeszów .

 

Po sezonie w Szczytnie, gdzie utrzymaliśmy się w pierwszej lidze, co było sukcesem myślałem, że wszystko idzie w dobrym kierunku i przez następny rok też będziemy grać w tej klasie. Okazało się, że również w Szczytnie nie znalazły się pieniądze na utrzymanie drużyny i nie zostaliśmy wcale zgłoszeni do ligi. Wystartowaliśmy więc ponownie w Olsztynie w II lidze jako rezerwy AZS. Natomiast w połowie roku pojawiła się propozycja z Rzeszowa. Miałem wtedy 20 lat. Byłem po prostu zachwycony, że klub pierwszoligowy, który chce walczyć o ekstraklasę widzi mnie w swoim składzie. Oczywiście, bez chwili zastanowienia, po krótkiej rozmowie telefonicznej z trenerem Suchem spakowałem torbę i wyjechałem na południe. Nie żałuję tej decyzji, chociaż za dużo tam nie pograłem, bodajże tylko 5, czy 6 meczów w pierwszej szóstce. Potem trener zdecydował, że wróci do „starego” libero. Piotrka Podpory, który po prostu był bardziej zgrany z tymi chłopakami. Ale to był również bardzo udany okres w mojej karierze, bo wywalczyliśmy awans do ekstraklasy. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, chociażby Sławka Gerymskiego, także było bardzo fajnie .

 

Po przygodzie na Podkarpaciu z powrotem wróciłeś do AZS, tym razem do Mławy .

 

Wróciłem do Olsztyna i ponownie rozpoczęliśmy w drugiej lidze. Wywalczyliśmy awans. Znowu pojawił się ten sam problem, co dwa lata wcześniej. Nie było środków na utrzymanie rezerw. Może w Mławie były o wiele lepsze warunki do tego, aby taka drużyna prosperowała. Wtedy w pierwszej lidze reprezentowaliśmy miasto Mława. Niestety z trochę mniejszym powodzeniem, bo nie utrzymaliśmy się. Cały sezon graliśmy, z czego jestem zadowolony, bo można nabrać przez to doświadczenia.

 

Stamtąd trafiłeś do Zduńskiej Woli, gdzie też nie czułeś się dobrze .

 

Nie powiem, że nie czułem się dobrze. Było dosyć dziwnie, może organizacyjnie. Ten klub po prostu kulał, mało profesjonalne podejście działaczy do zawodników i spadliśmy do drugiej ligi. Jednak samą przygodę ze Zduńską Wolą wspominam dobrze ze strony siatkarskiej, bo mieliśmy bardzo fajną drużynę. Mimo tego, że spadliśmy rozegraliśmy wiele świetnych meczów, szczególnie na własnej sali, przed własną publicznością. Ograliśmy Sosnowiec, wtedy była świetna atmosfera na hali. Było mnóstwo kibiców, wtedy mogliby kandydować do miana najlepszych kibiców w pierwszej lidze. Naprawdę nigdy nie zapomnę atmosfery tego miasta, które całe żyło siatkówką i absolutnie nie traktuję tego, że był to stracony czas.

 

Inaczej było już w Jaworznie. Jak wspominasz grę na Śląsku?

 

Jeszcze w barwach w Zduńskiej Woli w play-offach o utrzymanie graliśmy z Energetykiem Jaworzno. W Jaworznie przegraliśmy obydwa mecze, u siebie pewnie wygraliśmy. Piąty mecz był ponownie w Jaworznie, niestety przegraliśmy. Zagrałem w tych spotkaniach naprawdę dobrze, co zaprocentowało, mimo tego, że spadliśmy, transferem do Jaworzna.

 

Twoje marzenie wreszcie się spełniło – grasz w AZS Olsztyn .

 

To fakt, spełniło się. Wiele razy już to powtarzałem. Co więcej, nie muszę się gdzieś tułać po Polsce. Jednak jestem w Olsztynie i jest to dla mnie bardzo ważne. Pech, czy nie pech chciał dla mnie tak, że lata studiów musiałem spędzić poza Olsztynem. Studiowanie było więc dla mnie bardzo trudne. Musiałem dojeżdżać tu z różnych miast, czy to ze Zduńskiej Woli, czy Jaworzna, aby zaliczyć poszczególne przedmioty. Ale to już przeszłość, nie chcę do tego wracać. Teraz jestem w Olsztynie, i tak jak mówisz, spełniło się moje marzenie. Gram w AZS i w PlusLidze, co było też moim marzeniem. Jedna sprawa to AZS, a druga to ekstraklasa, ta najwyższa klasa rozgrywkowa w Polsce. I obym grał tutaj jak najdłużej, żeby trener był ze mnie zadowolony i całe środowisko siatkarskie również miało o mnie jak najlepszą opinię.

 

Jaka była Twoja reakcja na ofertę z Olsztyna ?

 

Oczywiście radość, bo przez ostatnie dwa miesiące miałem huśtawkę nastrojów. Podpisałem kontrakt w Poznaniu. Sponsor wycofał się tuż przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego i zostałem na lodzie. Mimo tego, że przed sezonem w paru klubach pierwszoligowych mogłem spokojnie znaleźć miejsce, to okazało się, że jest za późno. Dzwoniłem do kilku klubów i wszędzie mi odmawiano, bo był już zawodnik na pozycji libero. Znalazłem się więc w bardzo ciężkiej sytuacji. Byłem bardzo zdołowany. Ale wiedziałem, że i tak muszę gdzieś zacząć trenować, przygotowywać się do sezonu. Nie było na pewno takiej opcji, że przestaję grać. To było naturalne. Zacząłem więc treningi dzięki trenerowi Grygołowiczowi w drugim zespole AZS. Potrenowałem trochę z chłopakami, mieliśmy obóz kondycyjny, na którym było bardzo dużo biegania. Przygotowywałem się z nimi około dwóch tygodni, po czym trener Sordyl przejął mnie do pierwszego zespołu i tak się złożyło, że teraz w nim gram .

 

Musiałeś przebrnąć barierę między pierwszą ligą, a PLS. Ciężko było?

 

-Na pewno poziom sportowy się różni, ale kluczową sprawą jest przełamanie bariery tej otoczki ekstraklasy. Jednak telewizja, mnóstwo ludzi na trybunach robi swoje. W pierwszej lidze tego nie było i uważam, że powoli to przełamuję i jest coraz lepiej. Przede wszystkim lepiej się czuję. Bo czy jest się w formie, czy nie jest to odrębna sprawa. Natomiast lepiej się czuję jako zawodnik w ekstraklasie. Oswajam się z PlusLigą. Dużo trenuję z trenerem Sordylem indywidualnie, nad moimi brakami. Staramy się nadrobić ten czas, który spędziłem w pierwszej lidze i przygotować się do ekstraklasy .

 

Jak się czujesz z powrotem w Olsztynie? Jak dotąd zagrałeś 3 mecze w PlusLidze. Jak się ocenisz?

 

Na pewno nie było rewelacji. W meczu z Radomiem było poprawnie, aczkolwiek mało piłek podbiłem w obronie. W przyjęciu również popełniłem kilka prostych błędów wynikających nie wiem z czego, być może ze stresu. Były to błędy, które nie powinny się zdarzać. Mecz z Poltechniką był słaby w moim wykonaniu, przede wszystkim w przyjęciu, w obronie było już trochę lepiej. Z Bełchatowem w pierwszym secie zanim zorientowaliśmy się jak zawodnicy z Bełchatowa zagrywają, to było już praktycznie po secie. Każdy z nich ma inną zagrywkę, urozmaiconą. Na szczęście potrafiliśmy to wszystko uporządkować i poprawić się w drugim secie. Myślę, że potem nie było już najgorzej. Przyjęcie było poprawne. Ale pozostał pewien niedosyt, że nie udało się doprowadzić do tie – breaka .

 

W meczu z Bełchatowem zaliczyłeś efektowną obronę. Po tej akcji chyba nabrałeś pewności siebie .

 

To fakt. Były dwie, trzy akcje pod rząd, które mnie podbudowały. Zeszło wtedy ze mnie całe to ciśnienie i poczułem, że jestem sobą na boisku i mogę pokazać co tak naprawdę potrafię na boisku. Po nieudanych akcjach zadawałem sobie pytanie: ”Co ja tu w ogóle robię?”. Wiedziałem, że nie powinienem tak grać. Po kilku naprawdę dobrych obronach i przy poprawnym przyjęciu było już całkiem przyzwoicie .

 

Teraz przed Wami równie trudny mecz – w dalekiej Rosji

 

Czuję się dobrze przed tym meczem. Cieszę się, że mam okazję grać w takiej drużynie, jak AZS i przeciwko takim drużynom, jak Lokomotiv. Wiadomo – naszpikowana gwiazdami reprezentacji Rosji, na libero Alan Domingos. Jest świetnym zawodnikiem. Robi na mnie ogromne wrażenie. Będzie na pewno miło zagrać. Jedziemy tam po to, aby wygrać. Nie lecielibyśmy tam z przekonaniem, że oni nas po prostu zleją .

 

Trenujesz z najlepszymi zawodnikami w Polsce. Czujesz do nich respekt?

 

Myślę, że słowo „respekt” jest zbyt duże, ale oczywiście szanuję każdego zawodnika drużyny. Kiedy grałem jeszcze nawet w drugiej lidze, podziwiałem takich zawodników, jak Paweł Zagumny, czy Grzesiek Szymański. Oglądałem mecze w telewizji i bardzo podobała mi się ich gra. Nie można więc tu mówić o braku szacunku. Teraz są po prostu moimi kolegami z drużyny i te relacje wyglądają bardzo fajnie. Jesteśmy kumplami. Mam nadzieję, że z dnia na dzień ta więź będzie się pogłębiać .

 

Kiedyś sam uczęszczałeś na mecze i kibicowałeś. Jak teraz ocenisz kibiców w Olsztynie?

 

Rewelacja! Kiedyś, kiedy chodziłem na mecze, nie było takiego zorganizowanego fanklubu, jak teraz. Chodziliśmy z chłopakami trenującymi siatkówkę, w grupach pięcioosobowych. Teraz są grupy, ubrane w szaliki, barwy. To jest wspaniała sprawa. Duży plus również dla kibiców nienależących do fanklubu, bo przecież nie można zapominać, że na meczu ze Skrą było ponad 2000 ludzi i chyba wszyscy nam kibicowali. Podkreślę jeszcze raz, jest to bardzo fajna sprawa .

 

Przyjaźnisz się z kimś zawodników? Jaka jest atmosfera w klubie?

 

Myślę, że z każdym mam podobne relacje, z każdym się lubię. Niektórych znam dłużej, niektórych krócej. Nie ma tu jakiś superwięzi, staramy się tworzyć kolektyw i naprawdę traktujemy się podobnie. Z każdym jestem zżyty tak samo .

 

Jak dotąd oszczędzały Cię kontuzje?

 

Ze zdrowiem zawsze było wszystko w porządku, nie mogę narzekać .

 

Co uważasz za swój dotychczasowy największy sukces?

 

Zdecydowanie obecna gra w AZS .

 

Podoba Ci się pozycja, na której grasz?

 

Oczywiście, że mi się podoba, bo po prostu gdyby nie ta pozycja, to nie grałbym w siatkówkę w ogóle. Dlatego jestem wdzięczny losowi, że taka pozycja została wprowadzona. Ze wzrostem 180 cm bardzo ciężko jest grać w siatkówkę. Myślę, że jest ona w porządku. Wprowadza wiele dobrego do siatkówki .

 

W jednym z wywiadów zapytano Damiana Wojtaszka jakie cechy powinien mieć idealny libero. Jakie więc wg Ciebie?

 

Można je podzielić na dwie grupy. Nie będę oryginalny i na pewno powiem, że szybkość, spryt, czucie piłki no i ta poza siatkarska, czyli charyzma. Wymaga ode mnie tego trener Sordyl, aby być takim motorem drużyny, dodawać pozytywnej energii, żeby wszystkim się lepiej grało .

 

Nad czym musisz dużo pracować, a co jest Twoim atutem?

 

Nie chciałbym mówić o swoich atutach. Myślę, że od mojego oceniania jest trener. Do poprawy jest wiele rzeczy. Zawsze może być lepiej. Przede wszystkim to przełożenie się na ekstraklasę, o czym już mówiliśmy. Tutaj inaczej się trzeba ustawiać w obronie. Te zagrywki są zdecydowanie silniejsze. Trzeba je inaczej przyjmować. Myślę, że to kwestia ogrania. Chciałbym, aby po tym sezonie mi zostało. Bo nic go nie da, jak kolejny rozegrany mecz. Wiadomo, że trenuje się cały czas podobnie. Trenuje się przyjęcie zagrywki i obronę. Można trenować więcej przyjęcia zagrywki typu „flot”, czy z wyskoku. To zależy od zaangażowania. Jeśli wykonam na treningu to, co mam zrobić, to czuję, że więcej nie potrzeba i wystarczy. Oczywiście pod warunkiem, że zrobię to na sto procent .

 

Co sądzisz o pomyśle na dwóch libero?

 

Pomysł z dwoma libero uważam za bardzo dobry. Libero to jedyna pozycja siatkarska na której zawodnik nie ma zmiennika. W razie kontuzji, czy też słabszej formy jednego libero mógłby go zastępować drugi. Dodatkowym argumentem za wprowadzeniem drugiego libero jest fakt rywalizacji, która zazwyczaj wpływa na podniesienie poziomu sportowego siatkarza .

 

Kto jest najlepszy na Twojej pozycji w Polsce, a kto na świecie?

 

W Polsce w każdym zespole Plusligi jest świetny libero. Nie sposób wybrać najlepszego. Podobnie jest na świecie, gdzie jest kilku libero prezentujących bardzo zbliżone umiejętności .

 

Opowiedz o sobie, jaki jesteś prywatnie .

 

Trudno jest mi oceniać swój charakter i to, jaki jestem prywatnie. Najlepiej wiedzą to moi najbliżsi, rodzina, przyjaciele, dlatego też ich należałoby o to zapytać .

 

A skąd przydomek „Osiołek”?

 

Kiedy byłem w wieku kadeta tradycją w AZS był tzw. "chrzest", na którym trzeba było wybrać sobie ksywkę. Starsi koledzy przeforsowali "Osiołka" i tak już zostało .

 

Twoje motto życiowe?

 

Nie mam jakiegoś jednego, specjalnego motta życiowego. Istnieje wiele tzw. złotych myśli które zazwyczaj stają się mottem życiowym, jednak ja nie potrafię wybrać jednej z nich.

 

Co porabiasz w wolnych chwilach?

 

Obecnie mam bardzo mało tych wolnych chwil. Prawie codziennie mamy 2 treningi, dlatego też wolny czas staram się wykorzystać na odpoczynek .

 

Masz swoje ulubione miejsce w Olsztynie?

 

Tak, to mieszkanie moich rodziców w którym się wychowałem. Czuję się tutaj najlepiej .

 

Marzenie sportowe zostało spełnione… Czego teraz pragniesz?

 

Chciałbym grać w AZS jak najdłużej i zdobyć z tym klubem mistrzostwo Polski .

 

* rozmawiał Maciej Nowocień (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2008-10-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved