Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Joanna Wiatr i Katarzyna Urban marzą o medalu olimpijskim

Joanna Wiatr i Katarzyna Urban marzą o medalu olimpijskim

Dwie najlepsze polskie siatkarki plażowe w rozmowie ze Strefą Siatkówki opowiadają o początkach swojej kariery, drodze na szczyt mistrzostw Polski oraz planach na następne sezony.

Strefa Siatkówki: Jak siatkówka pojawiła się w Waszym życiu?

Joanna Wiatr: Mam starszego brata, który poszedł do klasy sportowej o profilu siatkarskim. Nie trudno sobie wyobrazić, że bardzo szybko zaraził mnie swoją pasją. Tak zaczęła się moja przygoda z siatkówką.



Katarzyna Urban: Już w czwartej klasie Szkoły Podstawowej trafiłam do sekcji sportowej. Po pierwszym treningu z Andrzejem Krzywidzińskim wiedziałam, że siatkówka to coś dla mnie. To on nauczył mnie całego abecadła siatkówki. Do uprawiania tego sportu bardzo namawiali mnie rodzice. Jestem im za to ogromnie wdzięczna i chciałabym z tego miejsca im serdecznie podziękować.

Czyli tradycje sportowe wypłynęły z domu rodzinnego…?

J. W.: Owszem. Moja mama grała w piłkę ręczną, natomiast brat, o którym już wspominałam, trenował siatkówkę.

K. U.: Moja rodzina od zawsze była usportowiona. Tata grał zawodowo w pierwszoligowym zespole w Sosnowcu w piłkę nożną. Oprócz tego wielokrotnie brał udział w zawodach i turniejach w innych dyscyplinach sportowych. Mama była bardzo dobrą szczypiornistką, a brat zajmował się trenowaniem boksu. Sportowe tradycje w rodzinie są wielkie, inspirowana nimi – zakochałam się w siatkówce.

Zaczęłyście od treningów na hali, opowiedzcie o tym?

J. W.: Podobnie jak Kasia, od czwartej klasy szkoły podstawowej, trenowałam siatkówkę halową. Profesjonalnie zaczęłam grać w pierwszej klasie gimnazjum. Trafiłam razem z Kasią do MMKS-u Dąbrowa Górnicza.

K. U.: Gdy zaczynałam poważniejsze granie na hali, moim nowym trenerem był Waldemar Kawka. Pod jego skrzydłami razem z drużyną MMKS Dąbrowa Górnicza zdobyłyśmy Mistrzostwo Polski Kadetek, brązowy medal Mistrzostw Polski Juniorek oraz awansowałyśmy do II Ligi Kobiet. Później jako juniorka trafiłam do pierwszoligowego zespołu, gdzie mogłam trenować i grać ze starszymi koleżankami, pod okiem trenera Jarosława Bodysa. Był to dla mnie okres wyjątkowy, ponieważ wiele się od dziewczyn nauczyłam i zebrałam cenne doświadczenie.

Jak wspominacie okres spędzony w klubie MMKS Dąbrowa Górnicza?

J. W.: Ja bardzo miło.

K. U.: Okres, jaki spędziłam w klubie z Dąbrowy Górniczej był wyjątkowy. Właśnie wtedy odniosłam swoje pierwsze drużynowe sukcesy. W drużynie panowała świetna i rodzinna atmosfera, mieliśmy świetnych trenerów. Tęsknie za tamtymi czasami…

Co było powodem Waszej rezygnacji z siatkówki halowej?

J. W.: Najprościej rzecz ujmując – pierwsze sukcesy na plaży. Po zdobyciu Mistrzostwa Świata do lat 18 i Wicemistrzostwa Świata do lat 19, Polski Związek Piłki Siatkowej zaproponował mi przejście do łódzkiego SMS-u. Tam powstała hala do trenowania siatkówki plażowej przez cały rok.

K. U.: Z siatkówki halowej zrezygnowałam, bo w latach 2004 – 2005 odniosłyśmy wraz z Joanną Wiatr, wielkie sukcesy w siatkówce plażowej. W tym czasie zauważył nas trener Janusz Bułkowski. Rozmawiał z nami o plusach grania na plaży i przekonał do przeprowadzki do Łodzi. Tam jak już wspominała Joanna, miałyśmy możliwość trenowania przez cały rok na krytych boiskach pod balonem. Bez wahania mu zaufałyśmy, w końcu to siedmiokrotny Mistrz Polski w tej dyscyplinie.

Co Was skłoniło to rozpoczęcia treningów na plaży?

J. W.: Sukcesy jakie wraz z Kasią osiągnęłyśmy właśnie na plaży oraz bardzo dobra propozycja z PZPS-u.

K. U.: Za namową trenera Bułkowskiego trafiłyśmy do ośrodka szkoleniowego w Łodzi. Na miejscu zapewniono nam najlepsze warunki do treningu. Nie brakowało nam niczego i nie miałyśmy nic do stracenia. Zaryzykowałyśmy poświęcając się tylko i wyłącznie grze na plaży.

Nie żałujecie podjętej decyzji?

J. W.: Nie było takiej chwili, w której żałowałabym podjętej decyzji. Dzięki siatkówce plażowej zwiedziłam niezły kawał świata i spełniam swoje marzenia.

K. U.: Oczywiście, że nie żałuję tej decyzji i nigdy nie będę! W tej dyscyplinie upatrzyłam swoją możliwość rozwoju i perspektywę odnoszenia sukcesów. Uważam, że gdybym dalej grała w siatkówkę halową to byłabym zawodniczką – „jedną z wielu”. Moje warunki fizycznie nie pozwoliłyby mi na granie na wysokim poziomie.

Czym dla Was jest siatkówka?

J. W.: Sposobem na życie.

K. U.: Siatkówka to moje życie. Moja druga miłość. Trudno to opisać słowami, bo to coś wyjątkowego. Dzięki siatkówce nie tylko rozwinęłam swoje umiejętności sportowe, ale również poznałam wspaniałych ludzi i zwiedziłam różne części świata. Dyscyplina ta nauczyła mnie, odporności na stres, umiejętności współpracy z innymi ludźmi oraz spokoju i cierpliwości. Gra na plaży pozwoliła mi na zebranie cennego doświadczenia. Dzięki niej poznałam wartości, które są w życiu bardzo ważne. Znalazłam też miłość swojego życia – Kubę Szałankiewicza, który również odnosi znaczące sukcesy na plaży. Razem idziemy w tym samym kierunku i marzy nam się występ na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 2012 roku.

Od kiedy wspólnie trenujecie?

J. W.: Razem z Kasią trenujemy od pięciu lat.

K. U.: Trenuję z Asią od momentu, gdy tylko zaczęłyśmy grać w siatkówkę, czyli od czwartej klasy szkoły podstawowej. Potem było gimnazjum, liceum i studia. Od 2003 roku wspólnie trenujemy siatkówkę plażową i stanowimy duet.

Przyjaźnicie się, to z pewnością duży plus w tym sporcie…

J. W.: Kasię znam od dzieciństwa, razem się wychowywałyśmy. Jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółkami i rozumiemy się bez słów – to bardzo pomaga na boisku.

K. U.: Jesteśmy przyjaciółkami od zawsze i to z pewnością pomaga nam na plaży. Znamy się „jak łyse konie”.

Jakie cechy powinien mieć dobry plażowy duet? Jak to wygląda u Was?

J. W.: Dobre strony to przede wszystkim, pracowitość na treningach i rozumienie się bez słów na boisku i poza nim – tak jest właśnie z nami.

K. U.: Jeśli chodzi o nas to porozumiewamy się bez słów i wzajemnie się uzupełniamy. W parze to ja jestem bardziej nerwową osobą. Asia jest spokojniejsza i bardziej odporna na stres. W sporcie jaki uprawiamy ważne jest pełne zaufanie i wyrozumiałość. Bardzo istotne jest to by równie dobrze dogadywać się poza boiskiem. Nie można zapomnieć o wsparciu, bo w przypadku gdy jednej z nas nie idzie, druga „bierze ciężar gry na siebie”. Liczy się również własny styl i pomysł na siatkówkę, należy również pamiętać o taktyce.

Wasza największa siła to…?

J. W.: Przyjaźń, dzięki której uzupełniamy się nawzajem.

K. U.: Największa siła to – przyjaźń i rozumienie się bez słów.

Wasze siatkarskie wzory…?

J. W.: Kerri Walsh wraz z Misty May-Treanor dwukrotnie zdobyły złoto na Igrzyskach Olimpijskich (w Atenach i w Pekinie). Ta amerykańska para, trzykrotnie sięgała po tytuł Mistrzyń Świata a w samym 2008 roku aż czterokrotnie wygrały turniej z cyklu World Tour. Kerri to niesamowita siatkarka, która jest i będzie dla mnie wzorem.

K. U.: Ana Paula Conelly – jest moim siatkarskim wzorem. Mimo, że ta zawodniczka ma ponad 30 lat, to jest świetna i prezentuje znakomitą formę. Ma sporo sukcesów na swoim koncie. Chciałabym kiedyś dorównać jej umiejętnościom. Gdy mam taką możliwość, to podczas turniejów, przychodzę na jej mecze by móc przyjrzeć się jak gra.

Co najchętniej robicie w wolnych chwilach?

J. W.: Najchętniej spędzam czas z moim ukochanym.

K. U.: Wolne chwilę najczęściej spędzam z Kubą, najbliższymi przyjaciółmi oraz rodzicami. Gdy zdarzy mi się wolny weekend, chętnie wracam do domu rodzinnego w Dąbrowie Górniczej. Lubię wyjść do kina, a książki Harlana Cobena często wypełniają mój wolny czas.

Wasze największe sukcesy, medale do tej pory to…?

J. W.: Każdy wywalczony medal jest dla mnie tak samo cenny.

K. U.: Jest to bardzo trudne pytanie, ponieważ każdy zdobyty medal jest na swój sposób wyjątkowy. ME do lat 18 czy, Wicemistrzostwo Świata do lat 19 – wszystkie są znaczące. Jednak w domu na honorowym miejscu wisi złoty medal MŚ do lat 18. Bardzo ważne są dla mnie dwa złote medale MP seniorek i ten ostatni zdobyty na ME do lat 23 w Portugalii. Wielka w tym zasługa trenera – Michała Szczytowicza.

Dwa lata z rzędu zdobyłyście złoto MP. Czy można zatem mówić o pewnej dominacji na polskiej plaży?

J. W.: Raczej nie… naszą siłą i zarazem przewagą nam innymi parami jest fakt, że cały rok trenujemy na plaży.

K. U.: Zdobycie tytułu MP seniorek i jego obrona bardzo umocniło mnie i Asię. Jednak, nie uważam byśmy zdominowały te rozgrywki. Było co najmniej 5 wyrównanych par, które mogły pokusić się o zdobycie złotego medalu. Podczas turniejów eliminacyjnych, w czołówce zawsze było pięć par, które między sobą się tasowały i stawały na podium. Poziom w tym roku był naprawdę wyrównany a warunki atmosferyczne często były niesprzyjające. O wygranej często decydowała dyspozycja dnia. W obu finałach byłyśmy z Asią w dobrej formie. Dopisywało nam szczęście, a złe warunki pogodowe wykorzystałyśmy jak najlepiej mogłyśmy.

WT w Mysłowicach był Waszym ostatnim startem w tym roku. Jak podsumujecie sam turniej i cały sezon zarazem?

J. W.: WT był bardzo udany. Odniosłyśmy dwa historyczne zwycięstwa. Dotychczas żadnej polskiej parze nigdy wcześniej nie udało się wygrać, dwóch meczy w turnieju głównym. Co do całego sezonu, to był dla nas wspaniały. Zdobyłyśmy tytuł MP oraz wywalczyłyśmy brązowy medal w ME do lat 23.

K. U.: Turniejem z cyklu WT w Mysłowicach zakończyłyśmy swój sezon. Możemy go zaliczyć do bardzo udanych. Po trzech latach, gdy nie zdobywałyśmy medali w rozgrywkach młodzieżowych – to w tym roku stanęłyśmy na 3. miejscu w ME do lat 23. Na polskiej plaży obroniłyśmy tytuł MP, a w Mysłowicach wygrałyśmy dwa spotkania w turnieju głównym. Bardzo niewiele brakowało nam podczas WT w Barcelonie, by z eliminacji dostać się do turnieju głównego. We wszystkich tych sukcesach jest wielka zasługa naszego obecnego trenera.

Odnosicie sukcesy również na arenie międzynarodowej, jednak starty w WT rządzą się swoimi prawami…

J. W.: Jesteśmy młode i przed nami wiele nauki by móc rywalizować z zawodniczkami ze światowej czołówki. Każdy zagraniczny turniej daje nam cenne doświadczenie, które w przyszłości z pewnością zaowocuje. W WT w Mysłowicach po raz pierwszy udało nam się wygrać dwa spotkania w turnieju głównym – co jest naszym wielkim sukcesem!

K. U.: Masz rację WT to zupełnie inna klasa zawodów, gdzie nie ma miejsca dla słabych zespołów. Wyjście z eliminacji jest trudne, a wygranie meczu w turnieju głównym jeszcze cięższe. Pary grające w WT są od nas bardziej doświadczone i mocniejsze. Mamy jednak nadzieję, że już wkrótce im dorównamy. Aby ten cel osiągnąć, trzeba jeździć na każdy turniej, grać jak najwięcej i zdobywać punkty do rankingu. Tak jak wspomniała Asia, nasz najlepszy występ to tegoroczny WT w Mysłowicach.

Zainteresowanie siatkówką plażową rośnie. Jak to się ma do poziomu tej dyscypliny w Polsce?

J. W.: W Polsce siatkówka plażowa dopiero raczkuje. Biorąc jednak pod uwagę ciągle zainteresowanie tą dyscypliną w naszym kraju, to jej rozwój zapowiada się imponująco.

K. U.: Poziom plażówki wzrasta z roku na rok. Na plaży pojawiają się młode zawodniczki, które dorównują swoimi umiejętnościami do starszych zawodniczek. Według mnie na dzień dzisiejszy, pierwsze 10 par w rankingu prezentuje wyrównany poziom.

Wasze siatkarskie marzenie…

J. W.: Medal olimpijski w Londynie.

K. U.: Marzeniem każdego sportowca są Igrzyska Olimpijskie. Dla mnie również, marzy mi się medal olimpijski w Londynie w 2012 roku.

Rozmawiała Weronika Grabowska – Strefa Siatkówki
fot. FIVB

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka plażowa

Więcej artykułów z dnia :
2008-10-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved