Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Bielska prawda o dwóch transferach

Bielska prawda o dwóch transferach

fot. archiwum

Wokół odejścia Mileny Sadurek i Pauliny Maj z BKS Aluprof do pilskiego Farmutilu narosło mnóstwo niedomówień, sprzeczności i półprawd. Serwis sportowebeskidy.pl starał się zgłębić bielską wersję prawdy.

Tylko bielską, bowiem z obozu wicemistrzyń kraju dobiegają tak sprzeczne opinie, że aż niedorzeczne. Jednego dnia działacz pilskiego klubu mówi, iż nie widzi powodu aby porozumiewać się z poprzednimi pracodawcami siatkarek. Drugiego – trener, który na okoliczność całego zamieszania wcielił się w rolę klubowego rzecznika prasowego, ruga bielski klub za wysokie wymagania finansowe w zamian za transferowe porozumienie. W samym środku tej "turbulencji" znalazły się zawodniczki, które akurat na całej sprawie wydają się tracić najwięcej. O powodach odejścia siatkarek z BKS Aluprof i kulisach prowadzonych pertraktacji z bielskiego punktu widzenia sportowebeskidy.pl rozmawiały z Maciejem Mąką , wiceprezesem BKS Stal i Aluprof S.A. oraz Ryszardem Bortliczkiem , dyrektorem klubu.

 

Co legło u podstaw tego, że nie ma dziś w Bielsku-Białej Pauliny Maj i Mileny Sadurek?



 

Ryszard Bortliczek : – Akurat z Pauliną Maj sprawa jest bardzo prosta. Zawodniczce skończył się kontrakt na występy w naszym klubie i podjęliśmy rozmowy o jego przedłużeniu. Po nieudanym poprzednim sezonie w wykonaniu naszego zespołu podjęliśmy decyzję, że nie ma mowy o podwyższeniu wysokości kontraktów dla siatkarek, które występowały w zakończonych czwartym miejscem rozgrywkach, co najwyżej o ich obniżeniu. Tymczasem nasza była libero zażądała 43-procentowej podwyżki. Nastąpiła zasadnicza rozbieżność i wobec niej Paulina Maj zrezygnowała z gry w BKS Aluprof .

 

Skąd zatem oczekiwanie kwoty odstępnego?

 

RB.:To już trochę bardziej skomplikowana kwestia. Paulina Maj przychodziła do nas ze Sparty Złotów. Jest wychowanką tego klubu, a później występowała w sosnowieckiej SMS. Na temat jej przejścia do naszego klubu rozmawiałem m.in. z rodzicami zawodniczki, a głównie z ojcem, który był członkiem zarządu Sparty. Miałem jego przyrzeczenie, że Paulina trafi do nas bez konieczności płacenia odstępnego, za darmo. Nie udało się jednak uniknąć kosztów i musieliśmy zapłacić za kartę zawodniczą 60 tysięcy złotych. Wobec tego doszliśmy do porozumienia, że w umowie kontraktowej z Pauliną Maj poczynimy zapis, że jeśli zawodniczka opuści nasz klub przed 2010 rokiem, nowy pracodawca lub sama siatkarka wpłaci do naszego klubu kwotę 20 tysięcy złotych. Chciałem zwrócić uwagę, że to tylko 1/3 tego, co my musieliśmy wcześniej zapłacić oraz na fakt, że nie doliczaliśmy dodatkowej gratyfikacji za wypromowanie zawodniczki w trakcie gry w Bielsku-Białej .

 

Przy tej sprawie casus Mileny Sadurek jawi się niczym "węzeł gordyjski".

 

RB.:Po zakończeniu poprzednich rozgrywek Milena Sadurek natychmiast opuściła klub. Można powiedzieć odwróciła się na pięcie, nie próbując podjąć rozmów z władzami klubu. Jedynym celem był Szczyrk i zgrupowanie przedolimpijskie. Udział w Igrzyskach jest nobilitujący, to zrozumiałe, ale pamiętajmy, że to w klubie zawodniczka występuje na co dzień pobierając za to określoną sumę pieniędzy. Próbowałem bezskutecznie nawiązać kontakt telefoniczny, aby nakłonić ją do rozmowy o przyszłości w BKS Aluprof. Jedyne co udało mi się ustalić, to sygnały jakie otrzymałem od koleżanek naszej rozgrywającej, także i tych, które przebywały na obozie w Szczyrku. A wieści nie były dla nas budujące. Zawodniczka miała mówić m.in. o tym, że nie zależy jej na występach w naszych barwach, gra o brązowy medal była poniżej jej sportowych ambicji i mimo ważnego kontraktu z BKS-em postara się znaleźć innego pracodawcę. Wszystko to było dla nas dość obraźliwe i znamionowało chęć opuszczenia klubu. Wreszcie 29 maja Milena Sadurek pojawiła się w siedzibie klubu. Korzystając z okazji nie omieszkałem podzielić się niepokojącymi informacjami, które do nas dotarły. Zawodniczka potwierdziła je mówiąc m.in., że wcale nie musi kontynuować kariery sportowej w Bielsku. Nie będę ukrywał, że spotkanie przebiegło w obustronnie nerwowej atmosferze. Skończyło się na tym, że siatkarka wstała od stołu ze słowami: …"Ja w tym klubie grać nie będę. Przyślę do pana swojego pełnomocnika". W tej sytuacji zostaliśmy z jedną rozgrywającą i dopiero wówczas podjęliśmy wiążące rozmowy z Katarzyną Skorupą, a nie tak jak przedstawia to druga strona. Taka była kolejność wydarzeń – odmowę gry zgłosiła Milena Sadurek, a dopiero później sfinalizowaliśmy rozmowy z Katarzyną Skorupą .

 

W jednym z czasopism o tematyce siatkarskiej można przeczytać, że Milenę Sadurek zwolnił główny sponsor.

 

Maciej Mąka : – Jako główny sponsor sekcji siatkarskiej nie mamy nic wspólnego ze zwolnieniem Mileny Sadurek. Stwierdzenie jakie padło na łamach prasy, a w ślad za tym przedrukiem ukazało się w Internecie, godzi w nasze dobre imię. Zarząd i siedziba spółki Aluprof mieszczą sie przy ul. Warszawskiej 153 w Bielsku-Białej, natomiast pani Milena, może o tym nie wie, ale grała i zatrudniona była w klubie z siedzibą przy ul. Rychlińskiego, którego statutowym organem władzy jest zarząd BKS Stal. Sugerowanie, że za całą sprawą stoi Aluprof S.A. jest nieprawdziwe .

 

No i teraz mamy długotrwałą, wielomiesięczną bitwę bielskich i pilskich prawników o ustalenie statusu zawodniczki i ewentualnej kwoty odstępnego.

 

RB.:Czy ja wiem czy długa? Pierwszym przedstawicielem siatkarki był Jakub Malke. Korespondował z nami przez kilka tygodni i w efekcie doszło już do ustalenia kwoty ekwiwalentu. Pan Malke zgodził się na ustalenie kwoty w wysokości stu tysięcy złotych za zerwanie kontraktu, podkreślam – za zerwanie kontraktu. I wtedy został zwolniony z pełnomocnictw przez panią Sadurek, jak myślę – "za karę". Kolejnym pełnomocnikiem został mecenas Krzysztof Wyrwa z Piły, co wskazywałoby na ingerencję w ten spór przez klub z tego miasta. Ten fakt uważam za niezbyt koleżeński, nie do końca etyczne zachowanie .

 

Czy i kto skierował sprawę do Sądu Polubownego PZPS?

 

RB.:Nic mi o tym nie wiadomo, natomiast mogę powiedzieć, że pan mecenas Wyrwa dość mętnie i mało konkretnie z nami korespondował, tak jak gdyby chciał zająć swój i nasz czas. I tak oto minęły trzy miesiące. Panie – Sadurek i Maj, nadal nie dysponują kartami zawodniczymi i mają problem .

 

Do startu PlusLigi Kobiet jest "za pięć dwunasta", a zawodniczki wciąż nie są zgłoszone do rozgrywek.

 

MM.:No właśnie. O całej sprawie wiedzą działacze klubu z Piły i nic nie zrobili w tym czasie, aby sprawę wyjaśnić, rozstrzygnąć. Karty zawodnicze są nadal w naszym posiadaniu. Rozumiem problem Farmutilu i trenera Jerzego Matlaka. Za chwilę zaczynają się rozgrywki PlusLigi i Ligi Mistrzyń, a do dyspozycji mają aktualnie w Pile dziewięć zawodniczek. To nie nasz problem. Mało tego cały czas działamy w świetle litery prawa i jego przepisów. Nie jest naszą winą, że druga strona nie uczyniła niczego. No może poza jednym. Druga strona – trener, działacze informowali opinię publiczną o szczegółach zapisów umów kontraktowych z siatkarkami. Przedstawiano w różnorakich wywiadach swoją wersję prawdy – "pilskiej" prawdy". Nie mogliśmy się pogodzić z takim stawianiem sprawy, że jedyną wyrocznią w tym zakresie jest mecenas Wyrwa. Skoro racja jest po drugiej stronie, to dlaczego karty zawodniczek są nadal u nas? Mamy je u siebie, gdyż mamy odmienne zdanie. Reprezentujący nas prawnicy, a konkretnie mecenas Wiesław Chrapkiewicz z kancelarii Chrapkiewicz, Gworek i Hejosz, mają inną opinię niż mecenas Wyrwa. Wracając do wątku zamieszania medialnego, nieeleganckie jest przywoływanie przez tzw. osoby trzecie szczegółów umów kontraktowych, które objęte są klauzulą tajności .

 

Czy prawdą jest, że przez cały czas trwania tej patowej sytuacji, zawodniczki otrzymywały kontraktowe wynagrodzenie z klubu oraz miejskie stypendia?

 

RB.:Paulina Maj otrzymała wszelkie wynagrodzenia do wypełnienia umowy kontraktowej, czyli do końca czerwca bieżącego roku. Milena Sadurek otrzymywała comiesięczne wynagrodzenie oraz stypendium, które odsyłała z powrotem. Nie wiem tylko czemu podpisała umowę stypendialną z urzędem miejskim, skoro wiedziała o tym, że nie chce kontynuować kariery w Bielsku-Białej. To gdzie tu jest prawda?

 

Jaki będzie dalszy przebieg wydarzeń? Na rozstrzygnięcie czekają m.in. kibice kobiecej siatkówki, bo jakby nie było idzie o dwie zawodniczki, z których jedna jest wiodącą kadrowiczką, a druga była wcześniej w kręgu zainteresowań trenera reprezentacji.

 

MM.:Chcielibyśmy rywalizować z Farmutilem Piła na parkiecie, a nie przy "zielonym stoliku". Doszliśmy do wniosku z naszymi prawnikami i zarządem klubu, że zrobimy ukłon w stronę Farmutilu i zawrzemy porozumienie, które pozwoli na zarejestrowanie siatkarek, a całą sprawę będziemy chcieli jak najszybciej sfinalizować i załatwić .

 

Czy zatem nie ma zagrożenia sytuacją, w której zawodniczki wystąpią na boisku, a oczekiwania finansowe BKS-u nie zostaną zaspokojone?

 

MM.:Warunki tego porozumienia są bardzo szczegółowo sprecyzowane i dokładnie znane działaczom Pilskiego Towarzystwa Piłki Siatkowej. Jeśli zarząd PTPS podpisze uzgodnioną treść porozumienia, tego samego dnia otrzyma karty zawodnicze uprawniające siatkarki do gry. Gwarantem realizacji tej umowy i poręczycielem wykonalności są stosowne władze polskiej piłki siatkowej. Reasumując, z jednej strony w interesie polskiej siatkówki jest, aby obie zawodniczki wystąpiły już pierwszym meczu PlusLigi Kobiet. Z drugiej, profesjonalna dbałość o nasze, klubowe interesy. To chyba zrozumiałe?!

źródło: sportowebeskidy.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2008-10-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved