Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Przemysław Iwańczyk: Pieniądze to nie wszystko

Przemysław Iwańczyk: Pieniądze to nie wszystko

- Z pompą zainaugurowano nowy sezon w Rzeszowie. Były VIP-y, bankiety, fantastyczna publiczność, zabrakło tylko zwycięstwa. Sprowadzone za grubą kasę gwiazdy ze spuszczonymi głowami schodziły z boiska - pisze na swoim blogu Przemysław Iwańczyk.

To sensacja kolejki, ale powodów do dramatu jednak nie ma, w końcu to początek sezonu. Dla rzeszowskich działaczy to jednak sygnał, że zaszczytów w lidze siatkarzy kupić się nie da, trzeba na nie solidnie pracować. Dla zawodników Asseco Resovii też wypłynęła z tego spotkania ważna lekcja, że u trenera Ljubo Travicy nie gra się tylko za nazwisko. Przekonał się o tym olimpijczyk z Pekinu, rozgrywający Paweł Woicki. Mimo że ma jeden z najwyższych kontraktów w zespole, przestał niemal całe spotkanie z rezerwowymi.

Na drugim biegunie znalazł się szef klubu z Kędzierzyna Kazimierz Pietrzyk. Z wiele skromniejszym budżetem stworzył zespół, który jeszcze przed startem ligi ogłoszono czarnym koniem rozgrywek. Sprowadził kilku zawodników, którzy być może uznali, że to ostatni moment, by przypomnieć swoje nazwisko. Choćby Robert Szczerbaniuk. Pamięta on dni największych sukcesów kędzierzynian na początku wieku. Wtedy był szalonym, niepokornym i porywczym 20-latkiem, teraz już jako poważny 30-latek nie tylko pomaga na boisku (w Rzeszowie był najlepszym graczem), ale i w szatni, gdzie kieruje młodszymi kolegami, uspokaja ich, chwali i gani.



Największym wygranym kolejki był jednak Krzysztof Stelmach, który po zakończeniu kariery po raz pierwszy usiadł na trenerskiej ławce. Jeszcze nie zaczął pracy, a już wysunięto jego kandydaturę na stanowisko selekcjonera. Starsi po fachu koledzy od razu rzucili mu się do gardła, a on utarł im nosa już w pierwszej kolejce.

Najciekawiej miało być w Gdańsku, gdzie potęgę, tym razem siatkarską, chce zbudować kojarzony dotąd z koszykówką Kazimierz Wierzbicki, właściciel firmy Trelf. Marketingowo udaje mu się znakomicie – hala wypełniona została do ostatniego miejsca, doping był głośny jak mało gdzie, a żeńska część kibiców wręcz piszczała, kiedy na zagrywkę wchodziła największa gwiazda Łukasz Kadziewicz. Tyle że samym Kadziewiczem wspomaganym przez Serba Bojana Janicia ligi się nie zawojuje. Niespodzianki nie było, skończyło się 1:3, zresztą w Polsce wygrywa ten, kto ma Mariusza Wlazłego. Atakujący reprezentacji w kryzysowym dla bełchatowian momencie drugiego seta stanął na zagrywce, zaserwował dwa asy i wybił gospodarzom z głowy myśli o niespodziance. Nawet wygrany przez gospodarzy trzeci set nic nie zmienił.

Bieniaminek z Gdańska rozpoczął od falstartu, zresztą nerwowo i śmiesznie zarazem było jeszcze przed pierwszą piłką, kiedy zawodnicy Trefla ustawili się inaczej, niż napisał to sędziom trener Wojciech Kasza. Siatkarze długo kręcili się w kółko, szukając swojego miejsca, a rezerwowi pokładali się ze śmiechu.

* Tekst pochodzi z bloga Przemysława Iwańczyka – dziennikarza Gazety Wyborczej i Polsatu Sport

źródło: iwanczyk.blox.pl, sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-10-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved