Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Alojzy Świderek: Nie byłem tubą Lozano

Alojzy Świderek: Nie byłem tubą Lozano

- Ja jestem ja! Cztery lata współpracy z Raulem nie odbiły piętna na mojej osobowości, ale pomogły mi w podnoszeniu moich umiejętności. Zawsze miałem swoje zdanie i prezentowałem je w rozmowach z Lozano – mówi Alojzy Świderek.

Jest pan wyklęty?

Dlaczego?



Przez swoją bezwarunkową lojalność wobec Raula Lozano. Opozycję, w jakiej stanął pan do polskiego środowiska trenerskiego.

Przede wszystkim chciałbym wyjaśnić jedną rzecz. Razem z lekarzami, statystykami, fizjoterapeutami byłem jako drugi trener częścią sztabu Lozano. Większość decyzji podejmował selekcjoner i nie wyobrażam sobie, że któryś z jego współpracowników staje za jego plecami i publicznie wygłasza inne zdanie. Zespół powinien być razem, pewnych spraw nie można wyciągać na światło dzienne, co nie znaczy, że między nami nie było dyskusji. Była i to wielokrotnie, tylko wiele rzeczy nie wychodziło na jaw. Nawet w kontaktach z władzami Polskiego Związku Piłki Siatkowej najważniejsze było zdanie Lozano. Stałem u jego boku, choć nie we wszystkich sprawach się zgadzaliśmy. Ale jeśli wytyczyliśmy sobie jakąś linię, to wszyscy za nią odpowiadaliśmy. I jeśli odszedł pierwszy trener, to i drugi powinien zrobić to samo. W każdym zespole jest szef. I to jego zdanie jest najważniejsze. To nie tak jak w domu wielkiego brata, gdzie im więcej rzeczy wychodzi na zewnątrz, tym lepiej.

A zdaje pan sobie sprawę, że pana koledzy trenerzy mówią, że wszedł pan w sektę kierowaną przez Lozano? Na własne uszy słyszeliśmy od jednego z trenerów, że po odejściu Lozano Świderkowi trudno będzie znów wkupić się w łaski polskich szkoleniowców.

Powtarzam: często miałem inne zdanie niż Lozano, ale tylko kiedy dyskutowaliśmy we własnym gronie. Odkąd zakończyła się nasza współpraca, ja znów jestem ja, mówię o swoich zamiarach na własny rachunek, a nie na konto Lozano. To, że przez cztery lata byłem w sztabie kadry, nie przekreśla tego, że wcześniej pracowałem samodzielnie we Włoszech, Winiarach Kalisz, czy Nike Węgrów.

Jak współpracowało się panu z Lozano, który poniekąd gardził polskim środowiskiem siatkarskim?

Nie, nie, nie! Lozano był bardzo konsekwentny, ale nikim nie gardził. Był w Polsce zakochany i nie mówię tak dlatego, by znów stanąć po jego stronie. To realna ocena. Trenerami też nie gardził, choć uważał, że pozostali z tyłu, jeśli chodzi o warsztat trenerski. Zgadzam się z nim, bo mówiłem o tym już w 2000 roku, kiedy wracałem do Polski. To największy mankament naszej siatkówki. Reklama, media, oglądalność, pozycja siatkówki jest wywindowana na wysoki poziom, ale najmniej w tym samej siatkówki. Wynik, niestety, schodzi na plan dalszy. Kluby wcale nie są w europejskiej czołówce, bo Skra Bełchatów nie awansowała do Final Four Ligi Mistrzów, tylko weszła do niej jako oragnizator. Resovia też w ostatniej chwili weszła do najlepszej czwórki w pucharach, ale wypadła średnio. Wy dziennikarze za bardzo nadmuchujecie balon oczekiwań. Nasi fani są najlepsi na świecie, ale nasza siatkówka nie jest najlepsza na świecie. To praca na lata. Nie wymagajmy, że przyjdzie do Polski trener z nazwiskiem i zrobi zespół mistrzów. Nie zrobi, bo nie ma z czego. Brazylia ma kilkanaście mistrzostw świata juniorek i juniorów. My mamy dwa, pierwsze było bardzo dawno temu, a szczycimy się nim, jakby było to nie wiadomo co. Wicemistrzostwo świata było wypracowane. Powtarzam: WY-PRA-CO-WA-NE. Odbiegłem nieco od tematu, ale uważam, że to niezwykle istotna sprawa.

* Cały wywiad w najnowszym wydaniu Super Volley

źródło: Super Volley

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2008-10-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved