Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Andrzej Warych: Musimy troszeczkę zmienić politykę

Andrzej Warych: Musimy troszeczkę zmienić politykę

- Musimy troszeczkę zmienić politykę i nie zajmować się tylko tym co jest na samej górze - mówił podczas Gali 80-lecia PZPS Andrzej Warych, który ma nadzieję, że boom na siatkówkę w Polsce nie osłabnie.

Polski Związek Siatkówki ma już 80 lat…

Andrzej Warych:Jest to piękny jubileusz, zwłaszcza, że udało się zebrać wiele zasłużonych osób. Może to wyświechtane słowo >>zasłużeni<<, ale rzeczywiście budowali siłę naszej siatkówki, rozsławiali ją w świecie, budowali jej siłę, także łezka w oku się kręci. W 50-ciu latach z 80-ciu mam swój udział w tym wszystkim, więc tym bardziej jest mi miło. Cieszę się, że widzę na Gali wiele dziewczyn, m.in. brązowych medalistek Igrzysk Olimpijskich z Tokio i Meksyku i jeszcze starszych. Bo pojawiła się Krystyna Wesołowa, która zdobywała wicemistrzostwo świata w 1952 r. Ci ludzie są z nami, sam jestem w tym gronie. Bardzo wewnętrznie przeżywam tę imprezę, także nie potrafię specjalnie się bawić. Jest to dla mnie specjalne święto, bo w życiu były różne zawirowania, a dzięki żonie, córkom udało się wrócić do życia. Także cieszę się, że mogę tu dzisiaj być i mam nadzieję, że uda mi się coś jeszcze zrobić dla dobra polskiej siatkówki.



Pan doskonale pamięta wiele pięknych kart polskiej siatkówki. Który z sukcesów wspomina pan najczęściej?

W mojej pamięci, pewnie do końca moich dni będzie Meksyk 1974 r. To był pierwszy złoty medal mistrzostw świata, imprezy niewątpliwie najtrudniejszej, w której uczestniczyłem czynnie. Wówczas byłem młodym człowiekiem, z resztą byłem też bardzo młodym trenerem, niemal rówieśnikiem zawodników. Takim łącznikiem z pewnością jest srebrny medal mistrzostw świata z Tokio. Występowałem tam troszkę w innej roli ale to jakby pozwoliło wrócić do dawnych czasów. Jest wiele imprez, które się pamięta w różnym stopniu.

Mówiliśmy, że polska siatkówka to wiele wspaniałych wspomnień, ale są niestety też te smutne, choćby te, które miały miejsce w ostatnim czasie.

Są to przykre sprawy zwłaszcza takie niespodziewane, nagłe, tak jak śmierć Arka Gołasia. Dzisiaj pewnie gdzieś tam spogląda na nas i myślę, że jest również z nami. Agata Mróz, wspaniały człowiek. Jednak w jej wypadku byliśmy przygotowani, że jej powrót do zdrowia może zakończyć się niepowodzeniem. Niestety, tak też się stało. Także Jurek Wagner, z powodzeniem mógłby być tu dzisiaj z nami, ale los chciał inaczej. Olek Skiba, kolejny przykład i piękna karta polskiej siatkówki, zarówno jako zawodnik, jak i trener, człowiek, który nauczył Włochów grać w siatkówkę. Nawiasem mówiąc, wielu zawodników tego pokolenia jest pełnych wdzięczności za pracę jaka Olek wykonał. Nie ma tych ludzi dziś z nami, ale myślę, że na swój sposób zostali dostrzeżeni – to bardzo ważne, że się o nich pamięta. Może nie o wszystkich jest ta pamięć, bo jest to bardzo trudną sprawą pamiętać o wszystkich, ale bardzo trudno jest wyłowić wszystkich, którzy mieli wkład w rozwój polskiej siatkówki.

A czy w ostatnim czasie nie brakuje mam trochę sukcesów sportowych?

Na pewno jeśli chodzi o stronę organizacyjną, to jesteśmy mistrzami świata. Mimo, że nie mamy obiektów, że mamy wiele innych kłopotów, ale wszystkie zespoły, które grają u nas, wspominają nasze imprezy najlepiej. Bo my szanujemy ludzi, którzy przyjeżdżają grać dla nas. Nasza publiczność to osobny rozdział, poza brazylijską nie ma takiej drugiej na świecie. Jednak wszyscy Brazylijczycy dopingują tylko wtedy kiedy grają ich zawodnicy, a nasza publiczność potrafi dopingować wszystkich. Pokazały to imprezy międzynarodowe bez naszego udziału, pokazują to mecze, podczas których widać, że nasza publiczność potrafi docenić wartość przeciwnika i równie mocno ich oklaskiwać. Chciałbym doczekać czasów, kiedy będziemy równie dobrzy będziemy pod względem sportowym, że te medale nie będą zdobywane co 10-40 lat, tylko, że ten czasookres będzie zdecydowanie krótszy. A czego nam brakuje? Myślę, że cały czas jesteśmy blisko, ale ciągle coś nam staje na przeszkodzie. Trzeba pamiętać, że siatkówka zdobyła sobie taka popularność na świecie, że dyspozycja dnia decyduje jakie miejsce w imprezie zajmie dana drużyna. Myślę, że okres po Igrzyskach wprowadzi trochę nowych ludzi, wprowadzi nowe siły. Trudno powiedzieć jak to będzie, bardzo bym sobie życzył, by wybrano dobrych, godnych trenerów, którzy potrafią skupić zespół wokół siebie, bo trzeba pamiętać, że jest to ciągle gra zespołowa. Jest tu wyświechtane powiedzenie >>jeden za wszystkich, wszyscy za jednego>>, ale niestety w tej dyscyplinie tak właśnie musi być. Bo jeśli nie ma się wyrozumiałości i zaufania do partnerów, to sukcesów w siatkówce się nie zbuduje. Liczę, że takich ludzi znajdziemy i że na te sukcesy nie będziemy musieli długo czekać.

Po mistrzostwach światach w Japonii w Polsce zapanował boom na siatkówkę. Czy nie obawia się pan, że po braku sukcesów w ostatnim czasie, ta dyscyplina stanie się mniej modna?

Myślę, że nie. Musimy troszeczkę zmienić politykę i nie zajmować się tylko tym co jest na samej górze. To po części się dzieje, bo mamy bardzo dobry system selekcji i naboru młodzieży. Trzeba docenić i podtrzymać ludzi, którzy pracują z młodzieżą, zajmują się wyszukiwanie talentów, znaleźć dla nich źródło finansowania. Przykładowo można podać turniej minisiatkówki w Zabrzu, gdzie startuje kilkaset dzieciaków – nie ma takiej drugiej imprezy na świecie. Moda na siatkówkę, tak łatwo nie odejdzie, gdyż nie ma ona konkrecji, poza komputerami i grami wideo, ale ludzie wracają do tego sportu i jestem przekonany, że dalej będą wracać. Kolejne przykłady mamy choćby w >>plażówce<<, gdzie chłopcy pokazali się z bardzo dobrej strony zdobywając medale. Ten rok był kapitalny, zdobyliśmy dziewięć medali na plaży w kategoriach młodzieżowych, a trzeba zaznaczyć, ze coraz więcej młodzieży się garnie do tego sportu. Ważne jest aby pieścić, szlifować, szanować i dopracowywać, aby tego po drodze nie zgubić tego co się miało. Ten boom może nie być już taki wielki, wiadomo wymaga to wielu zabiegów marketingowych, organizacyjnych. Na szczęście mamy wielu ludzi, którzy o tym myślą.

Raul Lozano widział konieczność siatkarskiej pracy u podstaw. Jak się pan ustosunkuje do tego, jako szef wyszkolenia w PZPS?

Lozano miał wiele ciekawych przemyśleń. Natomiast sam zajmując się tą czołówką nie robił wielu rzeczy, do których był zobowiązany. Nie chce tu mówić, co miał zrobić. W jednym ma na pewno rację my musimy poprawić zdecydowanie system kształcenia kadr trenerskich, aby ludzie pracujący z dzieciakami, wykonujący tą najtrudniejsza pracę byli do tego odpowiednio przygotowani. Jednak jak już wspomniałem musimy znaleźć środki na to, aby docenić pracę tych trenerów.

Przedstawiciele rządu publicznie zadeklarowali na Gali wdrożenie systemu „siatkarskich orlików”…

Tak, ale zdaje sobie pan sprawę, że otwarte boiska do siatkówki, jeśli nie są one plażowe to są nieefektywne, bo one nadają się tylko i wyłącznie do rekreacji. A już do profesjonalnego uprawiania tej dyscypliny się już nie nadają. W ostatnim czasie powstało wiele obiektów, jednak problem jest taki, że trzeba znaleźć ludzi, którzy będą pracować na tych obiektach, że sport musi wrócić do szkół. Skończyły się SKS-y, skończyła się praca, szkoły sprzedały swoje obiekty sportowe po to aby zarobić trochę pieniędzy, a tam do godziny 19-20 powinien być człowiek, który będzie pracował bo ta szkoła musi żyć sportem, nie tylko siatkówką. Dzieciaki muszą mieć szansę zabawy, przez to będziemy mieli zdrowsze społeczeństwo i będzie większa szansa na to, że wyrosną nam wybitni zawodnicy.

A może utworzyć kolejne SMS-y?

Jest to bardzo trudna sprawa. Ludzie, którzy mówią o tym bardzo głośno, wydaje mi się, że nie do końca zdają sobie sprawę, na czym ta sprawa polega. Utworzenie szkół siatkówki, na bazie Szkół Mistrzostwa Sportowego jako szkół publicznych – w pełni popieram ten pomysł. Natomiast bałbym się rozszerzać do więcej niż dwóch szkół chłopców i dwóch szkół dziewczyn, takich szkół jak SMS-y, gdzie powinny się znaleźć nasze >>rodzynki<<, chociaż z drugiej strony niekoniecznie, bo jeśli ktoś ma dobre warunki szkoleniowe jak np. Częstochowa to nie ma sensu zabierać z Częstochowy chłopaka do szkoły. Ale tak jak mówię, ten system selekcji mamy i gdyby powstały trzy, cztery ośrodki regionalne, które by skupiały czy to Pomorze Zachodnie, Podlasie z Warmią i Mazurami, byłoby na pewno dobrze. Moim zdaniem związek nie może za wiele pomóc finansowo, ale byłby zobowiązany do opracowania programów nadzoru. Zadaniem tych szkół byłoby ściągnięcie z własnych ośrodków z tych miałach miasteczek zdolnej młodzieży.

Jakiś czas temu Polkomtel deklarował pomoc w szkoleniu młodzieży. Miał m. in. zapewnić środki na nowy sprzęt w szkołach. Jak ta współpraca się układa?

Przeznaczyli pewne środki finansowe, zorganizowali pewien cykl zawodów. To była pierwsza akcja. Myślę, że w ramach tej umowy o ile w zarządzie Polkomtela nic się nie zmieni, wszystko pójdzie dalej w tym kierunku. Tutaj też brakuje wykonawców w terenie, których trzeba zachęcić takimi metodami jak sprzęt, imprezy i odpowiednie środki finansowe.

* Rozmawiał Tomasz Tadrała – Strefa Siatkówki

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Więcej artykułów z dnia :
2008-10-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved