Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Krzysztof Stelmach: Sam tego chciałem

Krzysztof Stelmach: Sam tego chciałem

- Chcę być w sztabie szkoleniowym reprezentacji, ale to jeszcze nie ten czas, żebym prowadził kadrę. Poczekam do igrzysk w Londynie i jeśli pojawi się taka propozycja, skorzystam - mówi trener ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.

W czwartek pokazowym meczem PGE Skra Bełchatów – Antonveneta Padva Krzysztof Stelmach pożegnał się z boiskiem. W najbliższym sezonie poprowadzi zespół z Kędzierzyna-Koźla, jest również wymieniany jako kandydat na następcę Raula Lozano.

Inżynier Karwowski, bohater serialu „Czterdziestolatek”, w dniu swojego jubileuszu stanął przed lustrem, a odnajdując pierwsza zmarszczkę, szczerze się zaniepokoił. Pan ma 41 lat i…



Krzysztof Stelmach: – Też stanąłem przed lustrem i najzwyczajniej powiedziałem sobie dość. Do tego momentu wstawałem rano i chciało mi się iść do hali na kolejny trening, a później już nie. To było jakieś trzy miesiące przed zakończeniem poprzedniego sezonu. Uznałem, że trzeba pisać nowy rozdział w życiu. Rozdział pt. >Trener<.

Grał pan w lidze włoskiej przez 14 lat, a mimo to wrócił do Polski, by zdobywać kolejne medale. Niejednemu już by się nie chciało.

Wyjeżdżając do Włoch mówiłem żonie, że potrwa to rok, najwyżej dwa. Zrobiło się z tego 14 lat, ale zawsze chciałem wrócić do kraju i znów zagrać w naszej lidze. Rodzina stawała okoniem, ale przekonałem ich, że z propozycji Skry Bełchatów trzeba skorzystać. Miałem wtedy 37 lat, klub zaryzykował, ale chyba nie żałuje, bo starałem się zrewanżować za to zaufanie.

Kiedy pan wracał, wszyscy mówili: wraca dziadek Stelmach.

Wiem, dlaczego tak mówili. Jakimś cudem powstała plotka, że nazwałem Brazylijczyka Nalberta (34 lata) starym zawodnikiem. Gdyby rzeczywiście coś takiego padło z moich ust, nie szanowałbym siebie, bo grałem po czterdziestce. O mnie niech mówią, jak chcą.

Od razu po zakończeniu kariery został pan trenerem klubu z Kędzierzyna.

Sam tego chciałem. Początkowo mówiłem, ze o trenerce nie ma mowy. Patrząc na swoich szkoleniowców sam siebie przekonałem, że mogę to robić dobrze. I znów zaczynam ciężką pracę, bo to taki sam zawód jak siatkarz – nieustannie trzeba się doskonalić.

Podobno kiedy grał pan we Włoszech, spisywał pan trening po treningu i teraz zamierza wyciągnąć swoją czarną teczkę.

Niektórzy wiedzą, co w niej jest. Śmieją się nawet ze mnie, że dbam o swój zeszyt jak legendarny Hubert Wagner. Pamięć jest ulotna, dlatego wszystko zapisuję. Od każdego szkoleniowca coś biorę, a pracowałem z naprawdę wielkimi szkoleniowcami – Bagnoli, Castellani, Prandi, Lattari. To byli ludzie z najwyższej światowej półki.

Pana zawodnicy trenują jak we Włoszech?

Wszystkim wydaje się, że coś obce jet lepsze. A to nie do końca tak, choć nie rozumiem, czemu we Włoszech zawodnicy rzucają się w obronie do każdej piłki, a w Polsce kalkulują, czy im się to opłaca. Różnica polega też na tym, że na Zachodzie trener prowadził mnie za rękę tylko przez pewien czas, później musiałem zadbać o siebie sam – od diety począwszy, na treningu skończywszy.

Będzie pan pilnował, czy na talerzach zawodników nie ma frytek ze schabowym?

U mnie można się nawet napić piwa, zjeść schabowego z frytkami i dodać do tego kapustę. Trzeba tylko wiedzieć kiedy. Nie przed meczem, a po meczu. Traktuję zawodników jak partnerów, więc nie będę za nimi chodził i sprawdzał, co mają na talerzu. To nie jest rola szkoleniowca. Ja tylko powiem chłopakom, co jest dla nich dobre, a co złe. Oni podejmą decyzję.

A mówią do pana po imieniu, czy „panie trenerze”?

Wszyscy martwią się, jak Stelmach zachowa się wobec swoich kolegów z boiska, których teraz będzie trenował. Nie dbam o to, jak się do mnie zwracają, bo w ten sposób nie wyraża się szacunku. Istotne jest, by zrozumieli, że na treningu i meczu ja jestem trenerem, a oni zawodnikami. Po zajęciach możemy być kumplami.

Jeszcze pan nie zaczął pracować na dobre z klubem, a prezes PZPS wymienił pana jako głównego kandydata na następcę odchodzącego Raula Lozano.

Chciałbym zakończyć tę sprawę w kilku zdaniach. Nikt z władz nie rozmawiał ze mną na ten temat. Właściwie mógłbym przeciąć te spekulacje mówiąc, że mnie to nie interesuje, ale wtedy bym skłamał. Chcę być w sztabie szkoleniowym reprezentacji, ale to jeszcze nie ten czas, żeby Krzysztof Stelmach prowadził kadrę. Poczekam do igrzysk w Londynie i jeśli pojawi się taka propozycja, skorzystam. Nie jest powiedziane, że wtedy ją dostanę, bo jest wielu młodych ambitnych szkoleniowców, ale to jest mój cel. Jak dotąd spełniło się 70-80 % moich wszystkich życiowych marzeń, liczę, że i w tym przypadku się uda.

Rozmawiali Przemysław Iwańczyk i Jerzy Mielewski

Całość wywiadu w Gazecie Wyborczej

źródło: Gazeta Wyborcza

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-09-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved