Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Na medal wciąż będziemy liczyć

Na medal wciąż będziemy liczyć

"Nie ma w polskim sporcie innych ludzi, którzy na każdy turniej jadą po medal, choć mogliby się zniechęcić i zweryfikować marzenia, bo nigdy go nie przywożą. Udało się ledwie raz" - pisze z Pekinu dla "Gazety Wyborczej" Rafał Stec.

Domniemany talent siatkarzy eksplodował dwa lata temu na mistrzostwach świata. Srebrny medal stał się punktem odniesienia dla kibicowskich oczekiwań – podczas trwających igrzysk co rusz padało pytanie, czy „wrócił duch Japonii” – i niewykluczone, że punktem odniesienia pobędzie przez lata. Przynajmniej tak długo, jak długo pozostanie rarytasem nigdzie niepowtórzonym.

Cała Polska święcie wierzy, że siatkarzy stać na kolekcjonowanie medali. I gdyby wyrwać z kontekstu środowy ćwierćfinał z Włochami oraz grupowe zwycięstwa nad Rosją oraz Serbią, przebieg turnieju olimpijskiego powinien utwierdzić nas w przekonaniu o zdolności reprezentacji do rzucenia wyzwania najściślejszej światowej czołówce.



Jeśli jednak wznieść się ponad szczegół i objąć wzrokiem ogół, dorobek siatkarzy wygląda znacznie ubożej. W XXI wieku częściej od nich na podium igrzysk, mundiali, mistrzostw Europy, Ligi Światowej oraz Pucharu Świata – stawały nie tylko niekwestionowane potęgi w typie Brazylii, Rosji, Włoch czy Serbii. Więcej medali uzbierały również USA, Bułgaria oraz Francja. Tyle samo, czyli jeden – Kuba i Hiszpania, która siatkówkę lekceważy – informacje o złocie mistrzostw kontynentu tamtejsze gazety upychały na samym końcu, obok newsów o hokeju na wrotkach.

Słowem, gdyby zignorować tradycyjne przedturniejowe pohukiwania i groźne miny gwiazd spod siatki, a odwołać się do wskaźnika wymiernego – medalowego – musielibyśmy umieścić reprezentację na szarym końcu czołowej dziesiątki.

Wygrywają z każdym. Dosłownie

Stadne przeświadczenie jest inne. Trochę dzięki nasilającej się od dekady nawałnicy marketingowej, telewizyjnej promocji oraz sukcesowi sprezentowanej wyposzczonym kibicom Ligi Światowej. Trochę dzięki specyfice siatkarskiej publiczności, która w sporej części czci boiskowych półbogów bez względu na wyniki, przytulając ich po porażkach z songiem „Polacy, nic się nie stało” na ustach. Trochę dzięki niezapomnianej przeszłości – legendy Huberta Wagnera zdobyły przecież jedyne, wyjąwszy rywalizujących na igrzyskach z osłabionymi rywalami piłkarzy, złoto olimpijskie w grach zespołowych.

Za specjalnym traktowaniem siatkarzy przemawiają również nieodparte argumenty merytoryczne. Oni rzeczywiście rozbijają się po najważniejszych imprezach i regularnie wygrywają ze wszystkimi w świecie.

* Więcej w „Gazecie Wyborczej”

Autorem tekstu jest Rafał Stec, „Gazeta Wyborcza”

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2008-08-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved