Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Guillaume Samica: Moi prapradziadkowie są z Polski

Guillaume Samica: Moi prapradziadkowie są z Polski

26-letni Guillaume Samica w nowym sezonie siatkarskiej ekstraklasy będzie reprezentował barwy Jastrzębskiego Węgla. Reprezentant Francji ma duże szanse stać się nową gwiazdą polskiej ligi.

Marcin Fejkiel: Zarzekał się Pan, że pracę w Polsce podejmie tylko pod warunkiem, że znajdzie się u nas także zatrudnienie dla narzeczonej, Chorwatki Mariny Miletić, również siatkarki. Stało się jednak inaczej – jest Pan w Polsce sam.

Guillaume Samica: Od prawie trzech tygodni nie jesteśmy już razem i na tym chciałbym zakończyć ten wątek. Mam nadzieję, że wkrótce wszystko się jakoś ułoży, bo na razie jestem tym lekko przybity. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy o ślubie, dziecku, a teraz jestem sam. Muszę od nowa sobie poukładać życie.



Dlaczego Pana wybór padł na Jastrzębski Węgiel?

Bardzo chciałem wyjechać z Włoch, zobaczyć i przeżyć coś zupełnie innego. Polskę polecił mi Stephan Antiga [francuski siatkarz występujący w Skrze Bełchatów – przyp. red.], który jest bardzo zadowolony z pobytu u was i mocno zachwalał poziom polskiej ligi. Mówił, żebym się nie wahał, bo JW to jest w pierwszej piątce polskich klubów. Mój włoski menedżer Eugenio Gollini skontaktował się menedżerem w Polsce Jakubem Malke i tak rozpoczęliśmy rozmowy. Przesądził chyba również mój charakter. Zawsze chciałem poznawać nowe miejsca. Gdybym liczył tylko na wysoki kontrakt, wybrałbym Rosję.

Jakie są Pana pierwsze wrażenia z pobytu w Jastrzębiu?

Zacznę od klubu: jest mały, z niewielką halą, ale profesjonalny. Organizacyjnie jest dobrze poukładany. Ludzie z najbliższego otoczenia są bardzo mili. Widać, że siatkówka w tym mieście jest ważna. Z obecnej ekipy JW wcześniej znałem tylko Holendra Nico Freriksa. Trener? Porównując Roberto Santillego z innymi włoskimi szkoleniowcami, zajęcia są bardziej urozmaicone. Praca z nim będzie z pewnością ciekawym doświadczeniem. Klub zapewnił mi fajny samochód i mieszkanie. Nie mam prawa narzekać. Wszędzie mam blisko, pod nosem są sklepy, w których mogę kupić jedzenie albo kartę do telefonu.

Słowo „karta” powiedział Pan po polsku. Zna Pan jakieś inne polskie słowa?

Tak. „Zamknij mordę” (śmiech). W szkole podstawowej przyjaźniłem się z jednym Polakiem, dlatego coś tam potrafię powiedzieć w waszym języku. Dzięki Marinie dobrze znam język chorwacki, który jest podobny do waszego. Wprawdzie łapię się jeszcze na tym, że automatycznie odpowiadam po chorwacku, na przykład na powitanie mówię: „Dober dan”, ale mam nadzieję, że już wkrótce równie dobrze jak z chorwacką, będę radził sobie z polską mową.

Pański poprzedni klub Sparkling Milano popadł w długi. Z powodu kłopotów finansowych, jego prezydent Tomano Bertoldi wycofał drużynę z rozgrywek w Serie A1. Czy Włosi zalegają Panu jakieś pieniądze?

Powiem wprost: Bertoldi to złodziej. Cały rok nas oszukiwał. My graliśmy na pełnych obrotach do samego końca, a on nie dotrzymał obietnic. Mógł być fair i powiedzieć prawdę, a nie kręcić. To była podłość z jego strony. Szkoda, bo ekipa była naprawdę wspaniała i można było wiele dokonać. Nie twierdzę, że pieniądze to w życiu najważniejsza rzecz, ale to chyba nienormalne, że nie dostaje się kasy przez pięć miesięcy.

W Sparklingu grał Pan z Łukaszem Kadziewiczem. Jak Wam się układały relacje?

Za dobrze się nie znamy. Łukasz przez trzy czy cztery miesiące w ogóle z nami nie trenował [leczył kontuzję – przyp. red.]. Skoro nie trenował, to i nie wyjeżdżał z drużyną na mecze. Chociaż przebywaliśmy ze sobą niewiele, to całkiem dobrze się dogadywaliśmy. Na wakacje bym z nim nie pojechał, ale na piwo zawsze można było wyskoczyć.

Polacy to prawdziwi pasjonaci siatkówki. Pamiętają każdy szczegół, wszystko wiedzą, czego dowodem były oklaski w hali dla Pujola w dniu jego urodzin. Ja także w ostatnim czasie znajdowałem w internecie mnóstwo polskich artykułów na swój temat i choć niewiele z nich rozumiałem, bardzo mnie to cieszyło. We Francji siatkówka jest mało popularna. W szkole dzieci prawie w ogóle w nią nie grają. Jestem reprezentantem kraju, ale nie powiem, żebym był rozpoznawalną postacią. W Polsce na dziesięciu przechodniów rozpozna cię dziewięciu, we Francji z biedą jeden.

Mówi się, że sportowcy to jedna rodzina. Zna Pan którąś z gwiazd francuskiego futbolu?

Nie. Znam za to koszykarzy, będących gwiazdami NBA: Toniego Parkera oraz Borisa Diaw, z którymi chodziłem do szkoły w Paryżu. Jeśli chodzi o piłkarzy, to bardziej kibicuję… włoskim. Tak, tak. Może dlatego, że mój dziadek był z pochodzenia Włochem. Ostatnio dowiedziałem się również, że korzenie mojej rodziny sięgają Polski! Słyszałem, że moi prapradziadkowie Samicowie dawno temu wyjechali z Polski i osiedli we włoskich Alpach. I w ten sposób polskie nazwisko Samica, zostało zmienione na Samika. Wiem też doskonale, co moje nazwisko oznacza w języku polskim…

* Rozmawiał Marcin Fejkiel, współpraca Katarzyna Kwiatoń

* Więcej w Gazecie Wyborczej Katowice

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-08-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved