Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > IO: Przed pierwszym meczem Polek

IO: Przed pierwszym meczem Polek

Jeszcze niedawno podwójne mistrzynie Europy, teraz drużyna po przejściach, kadrowych rewolucjach, doświadczona bolesnymi porażkami. Ale w Pekinie polskie siatkarki, mierzą co najmniej w ćwierćfinał.

Przymiotnik „Złotka”, oddający sympatię kibiców oraz kolor dwóch triumfów na mistrzostwach Europy, przylgnął do siatkarek w 2003 roku i wciąż obowiązuje, choć od trzech lat nie stanęły one na podium żadnej imprezy. W dodatku na turnieju o zasięgu globalnym nigdy samego szczytu nawet nie dotknęły, na ostatnim mundialu zajmując dopiero 16. miejsce, a na Pucharze Świata oraz Grand Prix – szóste. Co wynika tyleż z geografii żeńskiej siatkówki, pełnej daleko położonych krajów z mocnymi reprezentacjami, co zróżnicowanego stylu gry Brazylijek, Kubanek, Chinek, Amerykanek etc. Polki od lat umieją dość regularnie przeciwstawiać się potęgom okolicznym – Rosjankom i Włoszkom, lecz sposobu na siatkówkę z zupełnie innego świata znaleźć nie zdołały.

Dlatego nawet cel stawiany przez Marca Bonittę, czyli ćwierćfinał, osiągnąć będzie niełatwo. Fani wciąż zauroczeni blaskiem złota ME muszą przygotować się na turniej niezwykle ciężki od pierwszego dnia, w którym nasza drużyna napotka Kubę, nieschodzącą z olimpijskiego podium od 1992 roku.



Kubański skok

Rywalki ucieleśniają ową odmienność stylu z naddatkiem, bo jako jedyne na planecie wciąż stosują system z dwiema rozgrywającymi (Daimi Ramirez oraz Yanelis Santos), które jednak nie tylko wystawiają piłkę koleżankom, ale i same atakują. I pewnie długo od archaicznych przyzwyczajeń nie odejdą, bo – jak mówi Antonio Perdomo, żywy trenerski pomnik – dają one efekty, a zmiany wymagałyby rewolucji w całej kubańskiej siatkówce. Siatkówce stanowiącej zresztą osobliwość pod każdym względem, bo nie ma w niej normalnych rozgrywek ligowych, o mistrzostwo kraju walczy się w miniturnieju trwającym… tydzień. Przez resztę sezonu zawodniczki odbijają piłkę w swoich regionach lub tkwią skoszarowane na obozach reprezentacji.

Efekty istotnie są. Kubanki znakomicie wykorzystują dary od natury – fenomenalną skoczność – i straszą resztę świata dynamicznym, potężnym atakiem. Pozycję niekwestionowanego supermocarstwa z lat 90. już co prawda straciły, ale dla czołówki wciąż stanowią realne zagrożenie. A dla Polek – zwiastun porażki. Za kadencji Bonitty poniosły trzy w trzech meczach. By ten trend odwrócić, muszą mocnym serwisem odebrać przeciwniczkom komfort w zbijaniu, a sobie dać czas na przygotowanie bloku.

Później jednak znów trafią na zespoły niewygodne, spoza Europy (innych w grupie nie ma), które pamiętają głównie z niepowodzeń. Ze wszystkimi, wyjąwszy najsłabszą Wenezuelę, od czerwca zeszłego roku (wtedy jako selekcjoner debiutował Włoch), bilans mają ujemny. Z Chinkami wygrały jeden z czterech meczów. Z Amerykankami – żadnego z czterech. Z Japonkami – jeden z trzech.

Te ostatnie jednak tracą sporo ze swojej wartości, kiedy tylko wyściubią nosy poza własne hale, dlatego Bonitta – prognozujący ostrożnie, może nawet zachowawczo – wskazuje trzeci mecz turnieju jako prawdopodobnie rozstrzygający o awansie do ćwierćfinału.

Zagadka w stanie płynnym

A tam będzie już spora szansa, by trafić na kogoś z tria Rosja – Serbia – Włochy, czyli reprezentację, nawet jeśli faworyzowaną, z grupy stosunkowo często pokonywanych i przed meczami z Polską zawsze odczuwających niepokój.

Nasze siatkarki bez wątpienia na ćwierćfinał stać, w końcu pośród nich wciąż zostało sześć mistrzyń Europy, a Skowrońska, Barańska czy Glinka potrafią urządzić sobie kanonadę groźną dla każdego zespołu świata. Ich realna wartość stanowi dzisiaj jednak zagadkę. W ostatnich latach nie tylko borykały się z trudnymi charakterami trenerów Andrzeja Niemczyka oraz Bonitty, ale i przechodziły radykalne zmiany personalne. W męskiej kadrze od dekady grą kieruje Paweł Zagumny, któremu co jakiś czas zmienia się rezerwowego, żeńska musiała przyjąć dwie zupełnie nowe, młode rozgrywające – Milenę Sadurek i Katarzynę Skorupę; walkę o igrzyska w ostatniej chwili przegrała sensacyjnie Eleonora Dziękiewicz; do Pekinu przyleciała za to wynaleziona za oceanem Joanna Kaczor. Przykłady można by mnożyć, gdyby dokonać wnikliwego przeglądu ostatnich dwóch-trzech lat, okazałoby się, że reprezentacja nie może przejść ze stanu płynnego w stały. I przeciwniczki z czołówki w naprawdę ważnym meczu potrafi dopaść rzadko.

Teraz jednak przeszłość nie ma żadnego znaczenia, a olimpijski turniej kobiet ma tę samą specyfikę co zmagania mężczyzn – na dobrą sprawę wystarczy jeden świetny dzień i jedno zwycięstwo z faworytem w ćwierćfinale, by doskoczyć do strefy medalowej. O czym Polki na pewno wiedzą i wierzą w sukces. Wciąż wołamy na nie „Złotka”, a to zobowiązuje.

Zgodnie z zapowiedziami, biało-czerwone nie wzięły udziału we wczorajszej ceremonii otwarcia. – Mam nadzieję, że uda się obejrzeć w telewizji przynajmniej fragment – mówiła wczesnym popołudniem Joanna Kaczor. I udało się. Asystent Marco Bonitty, Grzegorz Kosatka, w tym celu wniósł do budynku polskiej ekipy telewizor (zawodnicy nie mają w pokojach odbiorników, a internet działa tylko na zewnątrz). Jednak już godzinę po rozpoczęciu uroczystości zawodniczki musiały iść spać. Dziś pobudka była wyznaczona na 6.30.

źródło: dziennik.pl, gazeta.pl

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Igrzyska Olimpijskie

Więcej artykułów z dnia :
2008-08-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved