Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Sebastian Świderski: Atakującym już raczej nie będę

Sebastian Świderski: Atakującym już raczej nie będę

„Tacy ludzie na drzewie się rodzą” - to tylko jeden z komentarzy o niezwykłych zdolnościach Sebastiana Świderskiego. Według siatkarza o umiejętnościach decydują nie tylko predyspozycje, ale także ciężka praca.

Zacznę dość nietypowo, bo od pytania, czy lubi pan udzielać wywiadów?

Sebastian Świderski:To zależy, ale generalnie jesteśmy uzależnieni od dziennikarzy, więc musimy z nimi współpracować.



Zdarza się panu, że pana słowa są przez nierzetelnych „dziennikarzy” przekręcane i wtedy powstają zupełnie inne historie niż te, które miały miejsce?

Często się tak zdarza, że zostaje wycięta cześć wywiadu, zdania lub nawet pojedyncze słowa, co powoduje inny sens całej wypowiedzi… Dlatego często dłuższe wywiady staram się autoryzować.

Dziennikarz Jerzy Mielewski mówi o panu, „że jest pan najinteligentniejszym polskim graczem i pana przyszłość upatruje w zarządzie PZPS”. Czy w pana głowie również pojawiają się takie myśli?

Milo słyszeć takie słowa pod swoim adresem. Na razie nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Jestem na razie zawodnikiem i na tym staram się skoncentrować….

Skoro mowa o komentarzach na pana temat. Kiedyś podczas meczu reprezentacji Polski komentator transmisji telewizyjnej powiedział: „Sebastian wyskoczył w górę, rozejrzał się i zaatakował w wolne pole”. To zadziwiające, jak pan to robi, że znajduje pan czas na „rozglądanie się w locie”?

Tak tylko się mówi, na tzw. rozglądanie nie ma się czasu. W ułamku sekundy trzeba zadecydować, gdzie się skieruje atak. A przy piłkach bardzo szybkich nawet nie ma takiej możliwości, trzeba decydować przed atakiem.

„Tacy ludzie, jak to mówią, na drzewie się rodzą” – to słowa Pawła Papke, właśnie o tej pana skoczności. Zgadza się pan z tym zdaniem?

Nie do końca. Na pewno trzeba mieć predyspozycje, urodzić się z „tym czymś”, ale to nie wystarczy. Trzeba jeszcze dodatkowo ciężko popracować, aby tą skoczność poprawić, a później utrzymać na równym poziomie.

Właściwie dlaczego gra pan właśnie jako przyjmujący? Wiemy, że miał pan doświadczenie chyba na każdej pozycji: najpierw rozgrywający, potem środkowy, a nawet krótka historia z atakiem. Przyjęcie to coś, co panu najbardziej odpowiada?

Jest to raczej uzależnione od moich predyspozycji. Środkowym i atakującym już raczej nie mogę być ze względu na wzrost (siatkówka poszła w kierunku wysokich), a na rozegranie nie mam doświadczenia, a co przede wszystkim – lubię zdobywać punkty.

Jako zawodnik z tak licznymi sukcesami musi pan sobie radzić ze stresem.

Do stresu trzeba sie umieć dostosować – trzeba umieć z nim żyć. Jest on nieodzowny, gdy gra się o dużą stawkę, ale należy pamiętać, że po drugiej stronie siatki też są ludzie, też się denerwują i popełniają błędy. Kto szybciej opanuje stres ma większe szanse na sukces.

A jakie uczucie towarzyszy człowiekowi, którego imię skandowane jest przez kilkutysięczny tłum?

Niesamowite, a po ciele przechodzi przysłowiowy dreszczyk.

A czy to słynne rozpraszanie zawodnika drużyny przeciwnej przed zagrywką przez kibiców poprzez gwizdy i trąbki przynosi jakiś efekt? Rozprasza to pana?

Na pewno wpływają na koncentracje zawodnika. Każdy reaguje inaczej na taki styl kibicowania. Na początku było ciężej, ale już się przyzwyczaiłem.

W jednym z wywiadów powiedział pan kiedyś: „Spodek jest naszą Mekką”. Czy to znaczy, że właśnie tam przeżywa pan najwspanialsze chwile na boisku?

Generalnie na boiskach w całej Polsce przeżywam wspaniałe chwile, nasi kibice o to dbają, ale Spodek jest miejscem, w którym rozpoczynaliśmy naszą przygodę z „dorosłą siatkówką” i Ligą Światową. Tego się nie zapomina.

Kibice polscy są wyjątkowi – to fakt, a czy z podobnymi wyrazami sympatii spotyka się pan np. we Włoszech?

Niestety nie. We Włoszech nie ma takich kibiców, nie ma tak zorganizowanych grup. Są to bardziej „koneserzy” niż „fanatycy” siatkówki.

Czas na reprezentację. Przed MŚ 2006 pan jako jedyny mówił otwarcie, że jedziemy po złoto, w czasie gdy inni zawodnicy podchodzili do całej sytuacji nieco ostrożniej. Co więc powie pan teraz, przed Ligą Światową i Igrzyskami Olimpijskimi?

Mówiłem, że jedziemy po medal i teraz powtórzę te słowa… przed każda imprezą staram się myśleć pozytywnie i nie być małostkowy. Włosi mnie nauczyli, że jak się wychodzi na boisko, to po to, aby wygrać, tak samo jest w turniejach….

A jak podsumuje pan dotychczasowy cykl przygotowań? Mimo napiętego harmonogramu znalazł pan czas na rozmowę ze mną.

Przygotowania na pewno nie są takie, jakie powinny. Jest to spowodowane meczami LŚ i dalekimi przelotami, co jest bardzo męczące. Teraz mamy trzy kolejki u siebie, wiec będzie można „podładować akumulatory” i solidniej potrenować. Nie tylko ja, ale każdy z nas wolne chwile spędza na odpoczynku. Zmiany czasowe mają to do siebie, że potrzeba trochę czasu na aklimatyzację.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2008-07-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved