Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Tomasz Kozłowski: Wszystko kiedyś się kończy

Tomasz Kozłowski: Wszystko kiedyś się kończy

- Chciałbym podziękować kibicom za to, że wspierali mnie, gdy tu grałem - mówi Tomasz Kozłowski, były rozgrywający Asseco Resovii, który w wieku 29 lat zakończył karierę i rozpoczął pracę w klubie.

Marcin Lew: Postanowiłeś po minionym sezonie zakończyć swoją karierę. Nie za wcześnie? Masz dopiero 29 lat. Wielu zawodników w tym wieku dopiero się rozkręca.

Tomasz Kozłowski: Wiele osób mi zadawało to samo pytanie. To była decyzja bardzo przemyślana. Już w trakcie sezonu poinformowałem o tym działaczy klubu. Byłem na rozmowie z panem Góralem [Adam Góral, prezes Asseco Poland, głównego sponsora Resovii – przyp. red.] i z panem Rusinkiem [prezes Asseco Resovii – przyp. red.] i spytałem się jednocześnie, czy dalej mógłbym pracować w naszym klubie – tylko już nie jako zawodnik, ale osoba, jak by to powiedzieć, w biurze. Zgodzili się, aczkolwiek pan Góral był lekko zdziwiony i kazał mi przemyśleć tę sprawę.



Dlaczego się zdecydowałeś na ten krok akurat w tym momencie?

Doszedłem do wniosku, że na pewno już nie podniosę swoich umiejętności siatkarskich, a do tego doszły jeszcze kontuzje. Czułem, że po prostu już się nie rozwijam, i coś chciałem zmienić w swoim życiu.

Nie chciałeś jeszcze pograć gdzieś w pierwszej albo drugiej lidze? Tak, żeby pobawić się jeszcze siatkówką?

Myślałem o tym, ale nie chce mi się już tułać po Polsce. Bardzo dobrze się tutaj czuję. Jestem tu już sześć lat, stąd decyzja o pozostaniu w Rzeszowie, i cieszę się, że dalej mogę być w klubie – w Resovii.

Gdyby jednak była dalej taka sytuacja, że w Resovii nie ma dwóch rozgrywających, tylko jeden i Ty jako ten drugi, to zdecydowałbyś się jednak grać?

Po sezonie dostałem od pana Rusinka propozycję pozostania w zespole i bycia tym trzecim rozgrywającym. Wiadomo – kontuzje itp. Trenowałbym z pierwszą drużyną, a mógłbym grać w drugim zespole. Było tak, że mógłbym i trenować, i grać, i pracować w klubie. Ale chciałem się skoncentrować na czymś jednym. Wiadomo, jak to jest. Tutaj trochę i tutaj trochę, a w zasadzie to nigdzie. Postanowiłem zająć się na sto procent sprawami w biurze. Nawet w przypadku kontuzji któregoś z zawodników w meczu nie zagram, ale jeśli trzeba będzie pomagać w treningach, to na pewno nie odmówię nowemu trenerowi.

Nie żal Ci tylu lat wyrzeczeń, tylu poświęceń dla siatkówki?

Na pewno żal, bo wiele potu wylałem na treningach. Już od małego byłem przygotowywany do grania w siatkówkę. Począwszy od wyjazdów na obozy z ojcem [Krzysztof Kozłowski był trenerem Glinika Gorlice – przyp. red.], przez grę w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Rzeszowie. Naprawdę to było wiele pięknych lat, ale wszystko kiedyś się kończy. W moim wypadku skończyło się teraz.

Jesteś jednym z dwóch zawodników, oprócz Łukasza Perłowskiego, którzy są jeszcze przy Resovii, a którzy przyszli do niej w momencie, gdy siatkówka w Rzeszowie dopiero zaczynała się odradzać. Jak oceniasz ten okres?

Przede wszystkim bardzo pozytywnie, z racji tego że mogłem w tym wszystkim uczestniczyć. Cieszę się bardzo, że tak długo jestem związany z jednym klubem. Miałem możliwość grania z wieloma bardzo dobrymi zawodnikami, między innymi ze Sławkiem Gerymskim. Wiele dobrego można mówić o tym okresie.

Czym teraz się będziesz zajmował?

Do klubu przyszedł Bartosz Górski z Asseco i został wiceprezesem do spraw marketingu i organizacji. Ja mam mu pomagać. Jestem takim jakby marketing menedżerem. Szukamy nowych sponsorów, wysyłamy oferty marketingowe współpracy z naszym klubem. Na razie podoba mi się to, co robię. Mam ciekawe obowiązki. Poza tym widać, że klub inwestuje we mnie, bo od nowego roku akademickiego idę na studia. Skończyłem wychowanie fizyczne, a teraz idę na dwuletnie studia uzupełniające na Uniwersytet Jagielloński, na zarządzanie organizacjami sportowymi.

Do trenerki Cię nie ciągnie?

Mówiono mi, że mam dobre podejście do młodzieży, do dzieci. Mam papiery instruktora. Może jak się nadarzy okazja, zrobię uprawnienia trenera II stopnia. Kto wie. Nie wykluczam kiedyś takiej sytuacji.

Nie boisz się, że teraz, oglądając z trybun mecze kolegów, będzie Ci czegoś brakowało? Będzie Cię ciągnęło na boisko.

Na razie mnie nie ciągnie, aczkolwiek podejrzewam, że tak będzie. Wiem jednak, co zrobiłem, i mam nadzieję, że amatorsko jeszcze sobie gdzieś tam pogram. Na pewno jednak jakaś tam łezka się w oku zakręci, gdy pomyślę, że mógłbym z nimi grać.

A czego będzie Ci najbardziej brakować? Wielu zawodników mówi, że adrenaliny związanej z meczami albo atmosfery, kibiców.

Będzie na pewno brakować właśnie tej adrenaliny i tego dopingu ze strony kibiców. Nie ukrywam, że nasza widownia, nasi kibice, są najlepsi w Polsce. Po prostu pięknie się grało przy ich dopingu.

Rozmawiał Marcin Lew – Gazeta Wyborcza.

Cały wywiad na stronach Gazety Wyborczej.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-06-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved