Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Waldemar Sagan: Awans? Nie ma innej możliwości

Waldemar Sagan: Awans? Nie ma innej możliwości

Waldemar Sagan w karierze menedżersko-trenerskiej osiągnął niemal wszystko. Pod jego kierownictwem bydgoski zespół zdobył m.in. złoty medal Mistrzostw Polski oraz dwukrotnie sięgnął po Puchar Polski.

Jakich słów użyłby Pan, żeby opisać miniony sezon GCB Centrostalu?

Waldemar Sagan (menedżer i wiceprezes Klubu Sportowego Pałac Bydgoszcz): – Na pewno sezon był bardzo trudny dla nas. Nie przewidywaliśmy, że tyle się w nim wydarzy, w sytuacji gdzie byliśmy poddani ciężkiej próbie. W trakcie rozgrywek natrafiliśmy na huśtawkę nastrojów naszej drużyny.



Momentem przełomowym zdecydowanie był uraz kolana Marty Pluty.

Kontuzja Marty spowodowała w lidze zaskakujące sytuacje. Sytuacje, z którymi zespół sobie nie poradził. W pierwszym meczu LSK drużyna zwyciężyła Energę Gedanię Gdańsk. Wówczas na pozycji rozgrywającej grała Justyna Łunkiewicz, a to oznaczało, że GCB Centrostal może i potrafi wygrywać z ekipami spoza tej „wielkiej czwórki”. Następnie triumfowaliśmy w spotkaniu z Białymstokiem. Jeszcze wtedy przeciwnicy bali się naszego statusu. Dopiero kiedy przegraliśmy kilka meczów po kolei, w nasze szeregi wkradła się nerwowość i niepewność. Nie było tajemnicą, co jest naszą słabą stroną. Zespołowi zabrakło również determinacji i nie mówię tu o jednej zawodniczce, tylko o całym zespole.

Mimo to, zespół na papierze prezentował się nieźle, a w jego składzie było kilka doświadczonych zawodniczek.

Nie było z nami od początku Ewy Kowalkowskiej, która liderowała zespołowi przez wiele lat. Ewa dołączyła do drużyny dopiero w grudniu i nie mogła od początku grać na wysokim poziomie. Swój normalny pułap osiągnęła w końcówce sezonu. W okienku transferowym opuściła nas także Karolina Ciaszkiewicz, która zdobywała bardzo wiele punktów. Jeżeli tych dwóch siatkarek zabrakło i wypadła Pluta to okazało się, że żadna z zawodniczek nie wykreowała się na liderkę. Teoretyzując, gdyby Marta nie złapała kontuzji dziś nie rozmawialibyśmy o spadku.

Należy sobie zadać pytanie, dlaczego w momencie kiedy wypada za składu jedna zawodniczka, zespół momentalnie traci formę, chociażby tę z pierwszych rund Pucharu Polski, gdzie GCB Centrostal zajął piąte miejsce?

Jeżeli przeanalizujemy wyniki z ostatnich lat i spojrzymy w składy zespołów, które spadały z ligi, okaże się, że degradowane były drużyny nie posiadające w kadrze doświadczonej rozgrywającej. W Gwardii Wrocław grała reprezentantka Polski juniorek – Marta Haładyn, w Piaście Szczecin była Szymańska, szkolona w SMS-ie. Oba zespoły spadły z ligi i niestety teraz nas to dotknęło. To powoduje, że rozgrywająca jest mózgiem zespołu. Dlatego też podjęliśmy decyzję, żeby sprowadzić Gałkinę. Sądziliśmy, że zespół z nią będzie grał lepiej, a samej zawodniczce nie będzie się udzielał taki stres jak Justynie Łunkiewicz. Ona pokazała się w kilku meczach z bardzo dobrej strony. Dlaczego nie potrafiła zaaklimatyzować się w pierwszej szóstce? Nie wiem. Ja ze swojej strony zrobiłem wszystko, żeby zespół miał dwie rozgrywające i mógł w spokoju trenować.

Jakie argumenty przemawiały za zatrudnieniem Jacka Grabowskiego, zważywszy na fakt, że trenowana przez niego męska drużyna Gwardii Wrocław nie radziła sobie w rozgrywkach Polskiej Ligi Siatkówki?

To jest szkoleniowiec, który przez wiele lat trenował żeńska drużynę Gwardii. Między innymi to Piotr Makowski zaproponował Jacka Grabowskiego z racji doświadczenia. Założenie było takie, że zespół potrzebuje impulsu, który miał mu dać właśnie nowy szkoleniowiec.

W jednej z bydgoskich gazet można było doszukać się informacji, że Jacek Grabowski był skonfliktowany z zespołem? Czy jest w tym stwierdzeniu odrobina prawdy?

Nic na ten temat nie wiem. Był taki moment, kiedy zespół zauważył, że jest problem. Wówczas siatkarki dorastały do tego, by stwierdzić „z tym trenerem nie osiągniemy sukcesu”. Natomiast otwartego konfliktu nie dostrzegłem.

Siatkarscy kibice określani są często siódmym zawodnikiem na parkiecie. W tym sezonie frekwencja na trybunach była bardzo niska.

Trudno o to, by klub sam organizował kibiców. Według mojej oceny, naszym problemem jest to, że my przyzwyczailiśmy ich do grania o wysokie cele. Teraz, kiedy znacznie spadł nasz poziom większość kibiców nie chciała już oglądać zespołu bijącego się o utrzymanie. Ponadto, Łuczniczka nie jest halą przyjazną dla kibiców.

Czy w związku z tym, możemy się spodziewać, że bydgoszczanki powrócą do Astorii?

Nie, nie ma takich planów. Zastanawiamy się, jak stworzyć lepsze warunki do kibicowania. Zasygnalizowaliśmy pomysł, żeby zamontować w Łuczniczce trybuny rozsuwane, które umożliwią umieszczenie fanów bliżej parkietu. Na pewno trzeba stworzyć taką sytuację, żeby zespół miał atut w postaci własnych kibiców.

Monika Smak ma być zawodniczką, na której opierać się będzie gra w najbliższym sezonie. Jednak powroty po urlopach macierzyńskich nie zawsze okazują się tak owocne jak w przypadku Dominiki Leśniewicz lub Włoszki – Simony Gioli. Jest Pan świadomy ryzyka tego transferu?

Znam tę zawodniczkę bardzo długo. Jest doświadczona, grała m.in. we francuskim Cannes. Co do jej techniki i umiejętności nie ma żadnych wątpliwości. Ważne jest przygotowanie fizyczne, a żeby mieć pewność, że wraz z rozpoczęciem sezonu będzie w wysokiej formie, zacznie trenować z nami od początku.

Kończąc… czy drużyna Piotra Makowskiego awansuje do PlusLigi Kobiet za rok?

Nie ma innej możliwości, jeżeli chcemy nawiązać do tradycji sprzed lat. Ten sezon ma być utrzymaniem poziomu, a w między czasie trzeba stworzyć budżet na poziomie 4-5 milionów złotych, który da nam szanse grać o medale. Jednak gdy będziemy mieli takie same warunki jak w tej chwili, to nie mamy na to szans.

Rozmawiał Łukasz Górka

Więcej w serwisie www.sportowabydgoszcz.pl

źródło: sportowabydgoszcz.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2008-06-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved