Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > R. Lozano: Zadzwonił do mnie Leo Beenhakker i pogratulował

R. Lozano: Zadzwonił do mnie Leo Beenhakker i pogratulował

Raul Lozano wreszcie odetchnął. Z nożem na gardle walczyliśmy o udział w IO w Pekinie, ale na szczęście Polacy znów przypomnieli, że są wicemistrzami świata. - Czułem się jak chirurg w czasie operacji - mówi argentyński trener.

Kamień spadł nam wszystkim z serca, jedziemy na igrzyska. Komu dedykuje pan ten sukces?

Raul Lozano: – Wspaniałym polskim kibicom i – jak zawsze – śp. Arkowi Gołasiowi. Chylę czoło przed moim zespołem. Chyba nigdy wcześniej chłopcy nie byli tak zdeterminowani, pobudzeni i zjednoczeni. Żaden wcześniejszy awans nie należał nam się tak bardzo jak ten.



Kilka osób w Polsce liczyło jednak, że potknie się pan na tej przeszkodzie i w końcu wyleci z pracy…

To straszne, że są w Polsce ludzie, którzy cieszą się wtedy, gdy ich reprezentacja przegrywa. Nie ma sensu wymieniać ich z nazwiska, ale polują na mnie, a przez to życzą źle polskiej siatkówce. Na szczęście to bardzo nieliczna grupka. Turniej w Portugalii nie był dla nas łatwy również ze względu na ogromną presję. Awantura zaczęła się zaraz po naszym występie w Estonii. Nie potrafię zrozumieć, jak można było rozpętać narodową histerię po dwóch porażkach? Przed walką o Pekin czułem się trochę jak chirurg…

Jak chirurg?!

Tak. Byłem jak chirurg, który jest w trakcie bardzo ważnej operacji, a ktoś mu ciągle przeszkadza. Wchodzą do sali operacyjnej, krzyczą, szarpią i grożą, że jak się operacja nie powiedzie, to już po nim. I jak tu pracować?

Presja i krytyka jest wliczona w zawód trenera…

Ale nie w ten sposób! Czy zmienia się kierowcę Formuły 1 w połowie wyścigu? Czy od studenta wymaga się opanowania całego materiału w ciągu tygodnia? Nie, student ma go zdać w trakcie egzaminu, a kierowca F1 ma dojechać do mety. I wtedy oceniajmy. My zdaliśmy egzamin, dojechaliśmy do mety. Jestem szczęśliwy.

To dobre dni dla polskiego sportu. Awansowali siatkarze, piłkarze ręczni, a drużyna Leo Beenhakkera będzie walczyć na EURO…

A właśnie. Zadzwonił do mnie Leo Beenhakker i serdecznie pogratulował. Dostaliśmy życzenia od wszystkich polskich piłkarzy. Teraz to my będziemy trzymać za nich kciuki.

Najtrudniejszy moment turnieju w Portugalii?

Pierwszy set meczu z Portoryko. Wówczas wszystko się decydowało. Wytrzymaliśmy psychicznie, zniechęciliśmy rywala i wtedy już czułem, że będzie dobrze.

Co będzie naszym sukcesem w Pekinie?

Jesteśmy jednym z kilku zespołów, który ma szansę walki o podium. Po to tam jedziemy.

Niektórzy mówią, że tak naprawdę walka toczy się o srebro i brąz. Złoto i tak jest dla Brazylii.

Ale dlaczego?! Brazylia jest najmocniejsza, co jednak nie znaczy, że my mamy się jej tylko przyglądać. Jeżeli zagramy bardzo dobrze, a stać nas na to, to powalczymy nawet z Brazylią.

Jest sukces, jest impreza. Jak świętowaliście zwycięstwo w Portugalii?

Byliśmy w barze, wszyscy razem. Nawet w takim momencie można było zobaczyć, że to jest prawdziwy zespół. I na boisku, i… w barze (śmiech).

Czym uczcił pan ten sukces?

O to, abym miał czym zwilżyć gardło, zadbali Zagumny, Kadziewicz i Ignaczak. Oni mnie obsługiwali (śmiech). Spróbowałem wszystkiego po trochu. Porto, szampan, wódka z red bullem, whisky… Oczywiście, w rozsądnych ilościach. Sukces to sukces, impreza chłopakom się należała.

* Rozmawiali: Piotr Koźmiński , Marek Żochowski – Super Express

źródło: Super Express

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2008-06-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved